25 gramów szczęścia

Ruszała w dalszą drogę. Ja szedłem za nią. Często za­trzymywała się i nagle odwracała, żeby zobaczyć, czy idę za nią. Patrzyła na mnie. Może czekała, aż ją dogonię? Kiedy podchodziłem bliżej, ruszała w dalszą drogę. Do­cieraliśmy aż do skraju lasu, ale nie pozwalałem jej iść dalej. Bałem się, że ją stracę.

Reklama

A jednak.

Giulia pisała mi, że jeże powinny wrócić do swojego naturalnego środowiska, kiedy są już w stanie przetrwać o własnych siłach.

Czułem, że ma rację. Czułem też, że nie mogę rozstać się z Ninną. Odczuwałem silny konflikt.

Któregoś dnia, ze złamanym sercem, postanowiłem zrobić próbę, jeśli można to tak nazwać. W jedną z gwieź­dzistych nocy, przy świetle księżyca, szedłem za nią powoli polną drogą. Pozwalałem jej się oddalić. Kiedy odległość była dostatecznie duża, zatrzymałem się. Za­mknąłem oczy. Ach!

Z ciężkim sercem powtarzałem w myślach: Idź, Ninna, idź. Odejdź ode mnie, idź i bądź szczęśliwa. Stałem tak nie­ruchomo i w przygnębieniu, czekając, aż się całkiem od­dali. A nawet dłużej. Kiedy powoli otworzyłem oczy, roz­darty, ogarnęła mnie panika. Ninna uciekła? Nigdy więcej jej nie zobaczę? Czułem się oszołomiony. Po policzku po­płynęła mi łza. Zebrałem się w sobie i skierowałem wzrok w stronę, gdzie widziałem ją po raz ostatni.

Ninna była tam jeszcze! Wydało mi się to nieprawdo­podobne! Nie odeszła! Odwrócona w moim kierunku, czekała na mnie. Może nie powinienem, ale pobiegłem do niej i wziąłem ją na ręce, podekscytowany z radości, że jest wciąż ze mną.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje