Reklama

Reklama

25 gramów szczęścia

Podczas spacerów z Ninną nauczyłem się słuchać ciszy wsi. Odkryłem, że jest ona pozorna. Szelest, szum drzew, granie świerszczy, odgłosy nocnych ptaków - i nie tyl­ko - ożywiały ten złudny spokój. Kiedy kucałem obok Ninny obwąchującej każdy centymetr kwadratowy tere­nu, odkrywałem wśród źdźbeł trawy tętniące życie. Co­raz rzadziej używałem latarki elektrycznej, którą nosi­łem ze sobą, mój wzrok stopniowo przyzwyczajał się do ciemności. Nie do końca, ale wystarczająco, abym w po­godne, jasne noce mógł rozpoznawać szczegóły tego ma­łego wielkiego świata, który sobie tam istniał. Czasami były to sceny pełne uroku, czasem obserwowałem twar­de, ale nie mniej fascynujące strony życia.

Podczas jednego z naszych nocnych wypadów ja i Nin­na staliśmy się bohaterami przygody, której nigdy nie zapomnę. Ona szła przodem, jak zwykle węsząc z zapa­łem jakiś trop. Ja chciałem mieć ją na oku. Szliśmy jak zwykle polną drogą, dochodziliśmy już prawie do lasu. Dzieliły nas od niego tylko szosa i rów. Nagle rozległo się coś w rodzaju pomruku - głośnego, dziwnego. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś podobnego. Natychmiast pomyślałem, że Ninna jest w niebezpieczeństwie. Odru­chowo odwróciłem od niej wzrok, żeby zobaczyć, co tak warczy. Zmroziło mi krew w żyłach. Boczną drogą biegł ogromny borsuk; kierował się w stronę Ninny, która - ni­czego nieświadoma - spokojnie węszyła jakiś trop. Gdy tylko go zobaczyłem, zacząłem pędzić w jej kierunku co sił w nogach. Nie spodziewałem się, że potrafię być taki szybki. Ale borsuk był bliżej. Jeszcze jeden skok i zna­lazłby się w rowie obok naszej ścieżki. Byłem przerażony. Leciałem jak na skrzydłach. Skronie pękały mi z wysił­ku. Borsuk rzucił się do rowu i natychmiast się wynurzył.

Reklama

Już był przy niej. Ale ja też już tam byłem. On, ja i Nin­na. Blisko. Błyskawicznie wyciągnąłem rękę i schwyta­łem mojego jeżyka. Z Ninną na rękach gwałtownie od­wróciłem się plecami do borsuka, przycisnąłem ją do mojej klatki piersiowej, aby ją ochronić. Zdążyłem jesz­cze zauważyć rozwarte w moim kierunku szczęki i błysk zębów. Borsuk mnie nie zaatakował, jeszcze chyba tylko mruknął i fuknął. Nie pamiętam tego dokładnie, nie je­stem pewien. Byłem w zbyt wielkim szoku. Tak czy ina­czej nie zaatakował mnie. Odszedł. Noc ucichła. Słychać było tylko bicie mojego serca. Nie... słychać było coś jesz­cze: serduszko Ninny, zaraz obok mojego, biło tak samo mocno i szybko.

Dysząc, słuchałem tego opętanego rytmu i zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem przywiązany do tego stworzon­ka. Kiedy nasze serca zaczęły się uspokajać, poszliśmy - ja i ona - w kierunku domu. Trzymałem wciąż Ninnę na rękach. Nad naszymi głowami drżały wszystkie gwiazdy.

Fragment pochodzi z książki "25 gramów szczęścia" Massimo Vacchetta i Antonelli Tomaselli. Więcej o książce przeczytasz TUTAJ

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje