Reklama

Reklama

Babskie pisemko

"Przyjaciółka" biurem interwencyjnym

Początkowo zakładano, że pismo będzie mieć "poważny" charakter i traktować przede wszystkim o sprawach społecznych, obyczajowych i kulturalnych. Czytelniczki nie tego jednak oczekiwały. Szybko pojawiły się więc porady dotyczące urody, mody, gotowania i savoir-vivre’u. Podobnie jak w przypadku "Mody i Życia Praktycznego", powojenne numery dostarczały przepisy, podpowiadały, jak radzić sobie z biedą: jak uszyć modną i ładną sukienkę "z niczego", jak zrobić domową pastę do butów, mydło i inne produkty, których nie sposób było znaleźć w sklepach. W 1949 roku przeprowadzono ankietę wśród czytelniczek. Na jej podstawie opracowano nowy program. Wprowadzono rubryki zawierające między innymi porady lekarskie, inspiracje kulinarne, notatki z Koła Gospodyń Wiejskich, a także kącik wymiany doświadczeń, w którym same czytelniczki odpowiadały na listy innych kobiet. "Prasie Polskiej" nie podobały się te zmiany. Zarzucano "Przyjaciółce" zajmowanie się błahostkami, a także zaniedbywanie spraw "poważnych", takich jak wychowanie ekonomiczne, kształtowanie nowego stosunku do pracy i własności socjalistycznej czy też walka o przedterminowe wykonanie planu.

Reklama

(...) Pomysł oparcia treści magazynów na listach od czytelniczek był tak trafiony, że prędko zamienił "Przyjaciółkę" w prawdziwe biuro interwencyjne, postrach urzędników i urzędniczek. Z początku redakcja miała ambicję odpowiadania na każdy list. Przestała nadążać, kiedy zaczęło wpływać 500-600 listów dziennie, a w niektórych latach nawet tysiąc. Co ciekawe, 30 procent listów przychodziło od mężczyzn. Wszystkie gatunki dziennikarskie tygodnika czerpały inspirację z tej korespondencji: opowiadania, powieści w odcinkach, felietony, reportaże oraz działy porad prawnych, zdrowotnych, wychowawczych, kulinarnych, ogrodniczych, psychologicznych itd. Na część listów odpowiadano bezpośrednio nadawczyniom, część - tam, gdzie problemy wydawały się dość uniwersalne - drukowano na łamach magazynu, umieszczając pod nimi stosowną odpowiedź. Zajmowała się tym wyspecjalizowana kadra ekspertów z różnych dziedzin.

Alimenty, renty i podatki

Bardzo szybko redaktorki zorientowały się, że listy dają prawdopodobnie najlepszy z możliwych wgląd w problemy społeczne. Dlatego od 1950 roku opracowywano biuletyny, które przedkładano władzom politycznym oraz Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Bezskutecznie - zapis ze wspominanej już narady w sprawie prasy kobiecej w Biurze Prasy KC PZPR odzwierciedla frustrację redaktorek brakiem odzewu ze strony władz oraz zainteresowania niezwykle cennym, w ich mniemaniu, materiałem do badań socjologicznych. Redaktorka Anna Lanota przytoczyła liczby: dziennie do "Przyjaciółki" przychodzi od 330 (1949) do 637 (1958) listów, co oznacza, że dział korespondencji "stał się już instytucją społeczną". Mimo to Komitet Centralny nie traktował tych listów poważnie - jako źródła informacji dającego pojęcie o realnych problemach ludzi. Lanota konstatowała gorzko: "W niektórych kołach uważa się, że my otrzymujemy większość takich listów, jak: kocham Jasia i Stasia, kochana "Przyjaciółko" poradź mi za kogo ja mam wyjść za mąż, chociaż to też nie jest problem błahy dla czytelniczki za kogo ona ma wyjść za mąż".

O skali i wadze problemów wymownie świadczą znów liczby: w kwietniu 1958 roku do tygodnika przyszło ogółem 9754 listów, z czego, według wyliczeń redaktorek, 497 dotyczyło problemów miłosnych, a 440 porad kosmetycznych. Cała reszta (czyli przytłaczająca większość!) dotyczyła zagadnień politycznych i ogólnospołecznych, problemów młodzieżowych i wychowawczych, tematu szkoły i poradnictwa zawodowego, zagadnień prawnych (praca, ojcostwo, alimenty, renty, podatki), kwestii medycznych, tematyki wiejskiej (dostawy, podatki itd.). 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje