Reklama

Reklama

Babskie pisemko

"Dział interwencji"

Listy często zawierały prośby o bardzo konkretną pomoc. Dla wielu osób "Przyjaciółka" stanowiła ostatnią deskę ratunku w zmaganiach z urzędami i innymi instytucjami. Pokazuje to nieudolność państwa oraz słabość i bezradność jednostki w konfrontacji ze zbiurokratyzowanym, źle funkcjonującym systemem. W konsekwencji w "Przyjaciółce" stworzono "Dział interwencji". Zajmował się on weryfikacją faktów podawanych przez obie strony - zarówno autorki listów, jak i instytucje, na które się uskarżały. Sprawy wzięte na warsztat opisywano potem w rubryce "Śladem naszych interwencji". Nie było to jedyne działanie "Przyjaciółki" w terenie. Przez pewien czas po Polsce jeździł "przyjaciółkobus", zradiofonizowany samochód, który objeżdżał wsie i informował o celach i zadaniach pisma. Wśród załogi znajdowali się nie tylko dziennikarze tygodnika, lecz także specjaliści: lekarz, pielęgniarka, prawnik i pedagog, którzy udzielali porad. Przy okazji urządzano zabawy ludowe i występy. Niezależnie od tych tournée tygodnik organizował również spotkania w zakładach pracy, między innymi w fabrykach włókienniczych w Łodzi, gdzie tradycyjnie większość załogi stanowiły kobiety. Z czasem sami czytelnicy zaczęli zapraszać "Przyjaciółkę" do siebie: na otwarcie szkoły, domu ludowego, a nawet na wiejskie wesela. 

Kluby "Przyjaciółki"

Reklama

Obok oddziałów terenowych powstawały mniej formalne "Kluby Przyjaciółki", zajmujące się organizacją wydarzeń i spotkań, na których dyskutowano o treści bieżących numerów i akcjach inicjowanych przez tygodnik.Pierwszą z takich akcji był rozpoczęty w 1948 roku plebiscyt czytelniczy pod hasłem "Czy pijacy mają być leczeni przymusowo?". Odpowiadał on na najpowszechniej chyba zgłaszany przez czytelniczki problem z partnerami uzależnionymi od alkoholu, często stosującymi przemoc i unikającymi pracy. W efekcie rozpoczęto systematyczną kampanię zwalczania pijaństwa w pracy i w domu, potępiano picie przy różnych okazjach i bez okazji. Kampania ta zaowocowała także zmianami w aktach prawnych, w tym penalizacją sprzedaży alkoholu niepełnoletnim, która zaczęła podlegać karze 20 tysięcy złotych grzywny lub 4 tygodni więzienia.

Redaktorki "Przyjaciółki" były absolutnie świadome skali problemów społecznych i cywilizacyjnych na wsi, jak również swoich ograniczonych możliwości, jeśli chodzi o ich rozwiązywanie. Podczas wspomnianej narady w 1958 roku redaktorka Koszutska podkreślała ogromną wagę bezpośredniego kontaktu z czytelniczkami w terenie i ubolewała nad tym, że trzeba było zrezygnować z "przyjaciółkobusu": "Swego czasu "Przyjaciółka" z dużym powodzeniem prowadziła akcję ekip. Ta ekipa była bardzo niepopularna jeśli chodzi o Zarząd Główny i inne ośrodki i z tej ekipy w końcu musieliśmy zrezygnować. W tej chwili mamy od czasu do czasu akcje ekipowe. To jest rzecz bardzo ważna. Wyjeżdża się samochodem zradiofonizowanym w teren, robi się zebranie gdzieś na wsi, gdzie bardzo rzadko docierają jacyś goście z Warszawy, robi się jakiś występ artystyczny i po tym zaczyna się rozmowy z ludźmi. Ludzie przychodzą z najrozmaitszymi sprawami i ten bezpośredni kontakt jest szalenie ważny i dla pisma i dla czytelnika". 

Fragment pochodzi z książki "Paryż domowym sposobem. O kreowaniu stylu życia w czasopismach PRL" Agaty Szydłowskiej. Więcej o książce przeczytasz TUTAJ 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje