Reklama

Reklama

Branża, o której się nie mówi: sprzątanie po zgonach

- Jak wygląda przeciętny dzień pracy w państwa firmie?

Reklama

M.W.: Nie ma u nas czegoś takiego jak przeciętny dzień. Sytuacje bywają bardzo nietypowe. Od dziesięciu lat mam telefon zawsze przy sobie, nawet śpię z nim pod poduszką.

G.W.: Czasami ktoś się z nami umawia na konkretny termin, ale i tak nie możemy wejść do mieszkania. Dzieje się tak, kiedy nie było jeszcze sekcji zwłok, a przyczyna śmierci nie została wyjaśniona. Wtedy termin wykonania usługi się przesuwa. Nie mamy stałych godzin pracy, często nie wiemy, co się będzie działo. Kalendarz możemy rozpisać na maksymalnie dwa tygodnie do przodu.

- Czy były takie sytuacje, w których zwątpili państwo w swoją decyzję o prowadzeniu tak specyficznej działalności?

M.W.: Takie myśli przychodzą mi do głowy przynajmniej kilka razy w roku.

I.W.: Człowiek nie jest przecież ze stali, czasami się odsłoni, coś do niego dotrze. (...)

- Czy to jest intratna branża?

M.W.: Obecnie na rynku jest przesyt, więc nie za bardzo. Jak zaczynaliśmy, były tylko trzy podobne firmy, teraz jest ich dużo więcej.

G.W.: W pewnym momencie wszyscy uznali, że jest to złoty interes.

M.W.: I to chyba my jesteśmy temu winni. Mamy najwięcej wywiadów w mediach.

I.W.: Mieliśmy nawet pracownika, który pomagał nam przez jakiś czas, a potem założył taką samą firmę. Skopiował praktycznie całą naszą stronę, ale długo nie pociągnął.

G.W.: Ludzie uważają, że wystarczą dobre chęci. Chcą robić biznes bez doświadczenia, kapitału. Teoretycznie każdy może otworzyć taką firmę. Ale trzeba jeszcze mieć wiedzę, potrzebne są pieniądze. Duże pieniądze. Jeden ozonator i opryskiwacz to za mało. Trzeba postawić stronę, dotrzeć do ludzi, zainwestować w sprzęt, samochód, utrzymanie firmy. Nieznajomość branży skutkuje tym, że pseudofirmy zaniżają ceny. Bo jeżeli do nas dzwoni klientka i mówi, że pan Janek Kowalski powiedział, że zrobi to za mniej, to możemy jej tylko życzyć szczęścia. My wiemy, ile to kosztuje. W tym roku mocno skoczyły w górę ceny kontenerów. Wzrosła również cena za wywóz śmieci. Nie możemy więc wziąć takiej samej opłaty za usługę, jaką braliśmy dwa lata temu.

- Czy zdarza się czasami państwu poprawiać po nieprofesjonalnych firmach?

I.W.: Znamy taką firmę, po której zawsze wiemy, że będzie trzeba poprawiać. Nie powiem, jaka to firma, bo o konkurencji nie mówi się źle. Ale jeżeli odbieramy trzydziesty telefon od klienta, że miała być firma X i nie przyjechała, no to wniosek nasuwa się sam.

G.W.: Niektóre firmy nie zrywają podłogi. Albo zamalowują ściany. W ten sposób jednak maskują problem, który tak czy inaczej, wydostanie się na powierzchnię.

M.W.: Gdybyśmy przez dziesięć lat robili wszystko na odczep, to fama by poszła. Poza tym jako jedyna firma w Polsce pracujemy z Państwowym Zakładem Higieny, opracowaliśmy procedury, jedyne w kraju, odnośnie do sprzątania po zwłokach w przypadku zabójstwa, samobójstwa i tak dalej. Opisane jest krok po kroku, co trzeba zrobić.

I.W.: Wciąż się dziwię, dlaczego nie wprowadzono takich wytycznych obligatoryjnie. To nie jest uregulowane prawnie. A powinno być. Jeżeli ciało leżało dwa-trzy dni, to powinien być nakaz wydezynfekowania mieszkania.

M.W.: Proszę sobie wyobrazić: zgon w bloku, na parterze. To jest zagrożenie biologiczne dla wszystkich mieszkań powyżej.

G.W.: Przykład: mężczyzna leżał martwy w swoim mieszkaniu przez pół roku. Wynieśliśmy z tego mieszkania cztery pełne dziesięciolitrowe wiadra much. Nie byłoby w tym nic aż tak strasznego, gdyby nie to, że muchy zaczęły wlatywać kratkami wentylacyjnymi do innych mieszkań. Obok był zakład fryzjerski i mała gastronomia. Fryzjerki zaalarmowały, że pojawiła się cała chmara much. Mieszkanie tego mężczyzny było na tyle szczelne, że ludzie coś tam czuli, ale nie wiedzieli co. Ponieważ nie były płacone rachunki, mieszkanie kupili windykatorzy. Lokator nie stawiał się na wezwania do zapłaty, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby do niego pójść i sprawdzić, co się dzieje. Przyjechała policja, komornik, nowy właściciel. Otworzyli drzwi, a tam rozkłada się ciało. Całe mieszkanie było czerwone, jakby pomalowane farbą, bo muchy przenoszą krew i płyny. Uważam, że zanim zaczniemy wytykać palcami ludzi, którzy sprzątają po zwłokach, warto najpierw spojrzeć na siebie i zadać sobie pytanie, dlaczego tak rzadko odzywamy się do naszych bliskich. Myślę, że gdyby niektórzy bardziej dbali o swoich rodziców, dziadków, interesowali się, dlaczego sąsiada dawno nie widzieli, naszej pracy po prostu by nie było. Jak Polacy mają rozmawiać o zgonach, skoro nie szanują żywych?

W chwili pisania niniejszego reportażu w Polsce działa około jedenastu firm zajmujących się sprzątaniem po zgonach. Próbowałam skontaktować się z pozostałymi, niestety żadna inna nie odpowiedziała na moje wiadomości albo nie wyraziła zgody na rozmowę.

* Więcej o książce "Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej" przeczytasz TUTAJ.

Zobacz również:

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

Dowiedz się więcej na temat: branża pogrzebowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje