Reklama

Reklama

Brzydula. Historia niekochanej

To relacja trudnego dzieciństwa wyjątkowej kobiety - jednej z pierwszych czarnoskórych sędzin w Wielkiej Brytanii - i procesu, który wytoczyła jej własna matka. Książka została przetłumaczona na 19 języków, w Wielkiej Brytanii sprzedała się w nakładzie 400 000 egzemplarzy. Przeczytaj fragment wstrząsającej książki!

- Czy twoi rodzice wiedzą, że tu jesteś? - zapytała pani z opieki społecznej.

- Nie - odparłam - ale chciałabym się dowiedzieć więcej o domach dziecka.
Musiałam stać na palcach, żeby widzieć ją znad blatu w recepcji.
- Ile masz lat? - zapytała.
- Jedenaście.
- W domu nie jest za przyjemnie, prawda?
- Tak - odpowiedziałam.
- Co mam zrobić, żeby się zapisać?
- Na początek podaj mi trochę swoich danych.
Przedyktowałam jej swoje nazwisko i adres. Powiedziałam, że chciałabym się przeprowadzić jeszcze dzisiaj, o ile da się to zrobić.
- Nie możesz sama się zapisać do Domu Dziecka, kochanie. Najpierw musisz zdobyć zgodę swoich rodziców. Może wrócisz do domu i zastanowisz się jeszcze nad tym? Zawsze możesz wpaść i znowu się ze mną zobaczyć.
- Ale ja nie chcę wracać do domu.
- Ja nie mogę cię zapisać tylko dlatego, że chciałabyś uciec z domu. Chcesz, żebyśmy porozmawiali z twoją matką?
- Nie, dzięki - powiedziałam. - Poradzę sobie.
Gdyby matka dowiedziała się, co robiłam, po prostu by mnie zbiła. Pomaszerowałam z powrotem Walworth Road w kierunku naszego domu na Sutherland Square w południowym Londynie. Był ładny, słoneczny dzień, ale ja czułam się bardzo przybita. Nic, co robiłam, nie udawało się tak, jak planowałam, a teraz nie chcieli mnie nawet w Domu Dziecka. Nie warto było żyć.

Reklama

Tej nocy doszłam do wniosku, że nikt nie będzie za mną tęsknił, jeśli zniknę. Zanim poszłam do łóżka, napisałam list do matki. Włożyłam go do swojej szkolnej haftowanej torby i poszłam do łazienki. Odkręciłam butelkę płynu dezynfekującego, rozcieńczyłam wodą z kranu, wypiłam i poszłam do łóżka. Wybrałam domestos, bo zabija on wszelkie zarazki, a matka od dawna mi mówiła, że jestem zarazkiem. Poczułam się chora, było mi smutno, ale jednocześnie czułam się szczęśliwa. Byłam szczęśliwa, ponieważ dzisiaj wieczorem, jeśli środek zadziała, umrę. Nigdy więcej jutra. Hip, hip, hura! Jednocześnie jednak było mi smutno, że nigdy więcej nie zobaczę moich sióstr, choć może nie było to takie znowu najgorsze.

A jeśli chodzi o moją matkę - przysięgłam na Boga, że wrócę i będę ją straszyła do końca jej dni. Klepać ją w głowę, zrzucać ze schodów i zdejmować z niej pościel podczas snu. Tak! Następnego ranka wstałam i myślałam, że nie żyję. Z daleka słyszałam odgłos mojego łóżkowego alarmu przeciwko moczeniu. Światła na łóżku zapalały się i gasły, a ja leżałam otumaniona, niezdolna ruszyć ręką ani nogą. Matka patrzyła na mnie z góry.

- Wstawaj z łóżka - zakomenderowała. Nie ruszyłam się. Nie mogłam mówić, bo od detergentu miałam poranione usta. Pęcherze otoczyły moje wargi niczym chrupki ryżowe.

- No dalej, z łóżka - ściągnęła ze mnie koc. - Nie będę się powtarzać.

Chwyciła mnie za ramię i pociągnęła do góry. Kiedy mnie puściła, spadłam z powrotem na łóżko. Zaczęłam wymiotować. W tym momencie zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak.

- Eastman! - krzyknęła. Eastman był jej nowym mężczyzną. Zawołała Pauline, potem Patsy, moje dwie starsze siostry.

- Panie Boże - powiedziała matka. - Ona ściągnie mi na głowę kłopoty.

Eastman był zdania, że matka powinna zadzwonić po lekarza i wezwać karetkę, ale matka odparła, że Pauline ma przynieść świeżą pościel i pościelić łóżko na nowo, a stare, poplamione prześcieradła wrzucić do prania. Potem zajęła się sprzątaniem pokoju; otworzyła okna, żeby wywietrzyć smród. Kiedy już to zrobiła, powiedziała, że trzeba mnie przenieść do innej sypialni. Lekarz, który wszedłby do tej, mógłby nabrać przekonania, że jestem zaniedbywana.

Kazała mojej siostrze Pauline zmienić mi koszulę nocną; sama przyniosła suchą i razem próbowały założyć ją na mnie. Kiedy wyczuła, że od jej obecności robi mi się niedobrze, wyszła i powiedziała Pauline, żeby kontynuowała przebieranie mnie. Opuściła pokój, zabierając ze sobą moją mokrą koszulę nocną. Ta czysta sięgała mi aż do kostek, zakrywając pełen wybór siniaków, ran i innych śladów, które będąc widoczne mogłyby wymagać wytłumaczenia.

- No dalej, Clare - powiedziała siostra. Poiła mnie wodą z łyżeczki.

- No dalej, otwórz buzię i pij. Nadal wlewała mi wodę do gardła.

- No dalej, Clare, coś ty tym razem zrobiła? Chyba przysnęłam; kiedy znowu otworzyłam oczy, było ciemno, a przy łóżku siedziała moja młodsza siostra, Christine.

- Mama mówi, że ściągniesz jej na głowę kłopoty - powiedziała Christine. - Co takiego zrobiłaś?

Nieco później wróciła Pauline. Przyniosła mi trochę zupy ogonowej do wypicia. Wypiłam i zwymiotowałam na łóżko i dywan. Eastman i matka trzymali się z dala od pokoju. Słyszałam, jak rozmawiali za drzwiami.

- Może wyzdrowieje - powiedziała matka. - Pożyjemy, zobaczymy. Niech się nią zajmuje Pauline, a jeśli coś się wydarzy, wezwiemy lekarza i karetkę. Słodki Jezu, cichy i potulny, co ja takiego zrobiłam, żeby zasłużyć na takie dziecko?

- No dalej, Clare - powiedziała moja siostra. - Obudź się.

Zasnęłam. Pamiętam, że obudziłam się w ciemności. Pauline spała w nogach łóżka. Kiedy spróbowałam podnieść głowę, podskoczyła, pobiegła do drzwi i zawołała matkę, która przybiegła. Za nią biegł Eastman. Mówił jej, żeby zadzwoniła po lekarza.

- Carmen, zadzwoń po lekarza, zanim będzie za późno.

- Nie - odparła matka. - Poczekajmy jeszcze trochę.

- Carmen, pójdziesz siedzieć. Myślisz, że ja pójdę z tobą? Za nic, nie ja. Zadzwoń po lekarza, Carmen; nie wiesz, co się z tym dzieckiem dzieje.

- Eastman, jeśli Clare miałaby umrzeć, umarłaby do teraz. Zgłupiałeś w więzieniu.

Kiedy znowu się obudziłam, był już dzień. Moja siostra wciąż była w pokoju. Co dziwne, nie zmoczyłam łóżka. Kiedy się poruszyłam, Pauline szybko wybiegła i wróciła z matką oraz następną miską zupy ogonowej.

- No dalej, Clare, jedz - powiedziała, karmiąc mnie zupą.

- O, słodki Boże, wszak Ty miałeś syna - powiedziała matka. - Powiedz, gdzie popełniłam błąd? Dzieciątko Jezusie, co jesteś nad nami, wyciągnij to dziecko z łóżka! Och, słodki Jezu, cichy i potulny, czy nie jestem Twoim wiernym dzieckiem?

Matka stała w nogach łóżka.

- Chcesz, żeby przyszedł lekarz? - zapytała.

- Nie, nie chcę. Idź sobie - pomyślałam. Czy chcę lekarza? Oczywiście, że nie. Nie chcę być uratowana. Chcę przestać być zarazkiem. Matka opuściła pokój.

- Pauline - krzyknęła na odchodne - jeśli będziesz mnie potrzebowała, zawołaj.

Siostra karmiła mnie zupą.

- Coś ty zrobiła, Clare? Mnie możesz powiedzieć.

- Czterooka, szpiegujesz dla mamusi?

- Nie - odparła.

- Nie. Dlaczego tak myślisz?

- No to nie zadawaj pytań.

Karmiła mnie w milczeniu, aż w końcu ponownie zasnęłam. Obudziłam się znowu, czując pieczenie między nogami. Pośród włosów łonowych pojawiły się strupy. Toksyczny mocz poparzył mi cipkę. W górnej części nóg i na siedzeniu pojawiła się wysypka. Mimo wszystko jednak byłam zadowolona - nie włączył się alarm, nikt nie wyciągnął mnie z łóżka, za cipkę, nikt też nie wykręcał mi sutków ani nie bił w brzuch. Moja siostra pojawiła się po prostu ze świeżą pościelą i czystą koszulą nocną.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje