Reklama

Reklama

Dane wrażliwe

- Hej - powiedziała, starając się zachowywać naturalnie.

Reklama

Wersalka, stolik, drugi stolik, na którym stał zarośnięty kurzem ogromny monitor, na ścianach kilka tandetnych obrazków, kupionych na dole w kwiaciarni. Łóżko było przykryte narzutą zrobioną z resztek różnych włóczek. Na parapecie leżała wygnieciona poduszka, szydełko wbite w biały jak śnieg kordonek, z koszyka wylewała się koronkowa serweta. Justyna jak zwykle siedziała przodem do okna i czytała.

Podniosła głowę i odpowiedziała. Potem zapadła cisza.

Nina zupełnie nie wiedziała, o czym z Justyną mogłaby porozmawiać. Każdy temat wydawał jej się zbyt drażliwy. Przecież nie zapyta, co u niej słychać, bo u niej nic nie słychać; nie zapyta, co czytała, bo ona tyle czyta, że gdyby chciała jej opowiedzieć, nie miałoby to końca; nie zapyta, co oglądała, bo ona ogląda jakieś seriale, których z kolei Nina nie ogląda, więc to też nie będzie wspólny temat; kto ją odwiedził - też odpadało, bo Justyny nikt nie odwiedzał.

Justyna ubrana była zawsze w spodnie od dresu i luźną bluzkę koszulową. Szara, zapyziała, jakby trochę brudna. I taka wiecznie skrzywiona, jakby na Ninę obrażona. Nina starała się więc mieć z kuzynką jak najmniej do czynienia. Justyna była od niej tylko o dziewięć lat starsza, ale Ninie czasem się wydawało, że kuzynka przekroczyła już siedemdziesiątkę. Nina bardzo jej współczuła, ale to nie zmieniło faktu, że po prostu jej nie lubiła. Właśnie nerwowo przełykała ślinę, gorączkowo szukając tematu do rozmowy, gdy z kuchni doszły głosy mamy i ciotki:

- ...nie wiem... szkoła powinna czasem kogoś przysłać. Ludzie są okropni...

Ninie zrobiło się bardzo nieswojo, bo ona też nigdy Justyny nie odwiedzała (te obowiązkowe obiadki trudno było nazwać odwiedzinami).

Do pokoju zajrzał Bogdan.

- Wiesz, czym się różni gołąb od zwłaszczy? - i zaraz sam sobie odpowiedział: - Gołąb lubi siedzieć na dachu, zwłaszcza na parapecie.

Oboje zaczęli się śmiać. Nina też uniosła kąciki ust. Zazdrościła Bogdanowi, że umie tak swobodnie się zachować, ale z Bogdanem było inaczej: on pamiętał czasy, kiedy Justyna chodziła, a dla Niny ona zawsze była osobą niepełnosprawną i bardzo konfliktową. Co tydzień przy stole był jakiś problem i to zawsze z jej powodu. Tym razem poszło o zjadanie do końca.

- Czemu ty jesteś taka uparta, córuniu? Dwie łyżki. Zobacz, dwie. Nie możesz dojeść do końca?

- Ciociu, może ona już nie chce? - wtrącił się Bogdan.

Po chwili mama go zgromiła. Ojciec powiedział, żeby był cicho, wujek coś mruknął i jak co tydzień zaczynała się awantura.

Nina z ulgą wyszła z Mickiewicza. Nie przeszkadzało jej nawet to, że przez całą powrotną drogę mama przyciszonym głosem, żeby czasem nikt ich przypadkowo nie usłyszał, robiła Bogdanowi wymówki, że znów się nie uczy i tylko włóczy z tą bandą obiboków, a ten cały Szałas to jakiś kryminalista i Bogdan jeszcze zobaczy, że oni wszyscy skończą w kryminale.

Wszystko było lepsze niż przebywanie w domu ciotki.(...)
Dane wrażliwe
Ewa Nowak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje