Reklama

Reklama

Dlaczego na Ziemi pojawił się seks?

Juan Luis Arsuaga w książce "Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat" zabiera nas w porywającą podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na wiele pytań dotyczących pochodzenia człowieka. Badacz próbuje znaleźć też odpowiedź na pytanie: dlaczego na Ziemi pojawił się seks, skoro rozmnażanie jednopłciowe ma więcej zalet z punktu widzenia ewolucji. Przeczytaj fragment książki.

Skoro w zabawie w ewolucję chodzi o przekazywanie jak największej liczby genów następnemu pokoleniu (wniesienie jak największego wkładu do puli genetycznej, czy też puli genowej, w zaciętej rywalizacji z pozostałymi osobnikami), jak wyjaśnić rozmnażanie płciowe?

Reklama

Zakładając, że rozmnażanie płciowe powstało z bezpłciowego, co zyskuje osobnik, dzieląc się z innym informacją genetyczną, którą odziedziczy jego potomek? Dlaczego nie istnieje jedynie rozmnażanie bezpłciowe? Dlaczego osobnik nie kopiuje, nie klonuje sam siebie? Po co samicom potrzebny samiec? Istnieją współcześnie liczne partenogenetyczne gatunki owadów i jaszczurek obywające się bez genetycznego udziału samca w rozmnażaniu - dlaczego wszystkie gatunki takie nie są? (...)

Problem w tym, że nie wiemy nawet, kiedy pojawił się seks i jak do tego doszło. Organizmy eukariotyczne rozmnażają się na ogół płciowo, podczas gdy bakterie robią to w sposób bezpłciowy, przez podział, a każda z dwóch powstałych komórek jest nośnikiem dokładnie tej samej informacji genetycznej - choć czasami bakterie mogą  wymieniać się między sobą genami, co zasadniczo nie kłóci się z tym, co zostało powiedziane.

W rozmnażaniu płciowym każdy protoplasta (męski i żeński) przekazuje swojemu synowi czy córce połowę chromosomów (i genów). W wyniku tego zwierzęta - w większości przypadków - posiadają zduplikowane geny, pochodzące od ojca i od matki. Rozmnażanie płciowe miałoby sens, gdyby dzięki współpracy ojca i matki przy wychowywaniu wspólnych dzieci liczba tych, które przeżywają, była co najmniej dwa razy taka jak tych, które poradzą sobie pod opieką samej matki. W ten sposób każdy protoplasta przekazywałby co najmniej taką samą ilość genów jak w rozmnażaniu bezpłciowym.

Sprawa wygląda jednak tak, że u zwierzęcych gatunków wodnych z zapłodnieniem zewnętrznym zapłodnionymi jajami nie zajmuje się zwykle żadne z rodziców, a u wielu gatunków lądowych młodymi opiekuje się wyłącznie matka. W tych przypadkach z jej punktu widzenia lepiej byłoby rozmnażać się poprzez partenogenezę, ponieważ w ten sposób przekazywałaby tylko swoje geny, bez genów ojca, czyli samica przekazywałaby dwa razy tyle swoich genów co w rozmnażaniu płciowym. W myśl tej logiki samce mogą być w wielu przypadkach uważane za pasożyty genetyczne samic.

George C. William pojawienie się seksu wyjaśnia tym, że posiadanie dwóch kopii każdego genu mogło służyć dawnej bakterii do naprawy szkód DNA, gdyby takie wystąpiły. Tylko jak się dowiedzieć, jak przed uszkodzeniem wyglądała sekwencja liter (baz AGCT)? Odpowiedzią jest to, że jeżeli istnieją dwa komplety chromosomów, molekularny mechanizm naprawiający materiał genetyczny (na zasadzie korektora tekstu) ma do dyspozycji kopię porównawczą z innej linii genetycznej. Przyjrzyjmy się innemu argumentowi, który często się pojawia.

Rozmnażanie płciowe (lub dwurodzicielskie) zwiększa bez wątpienia zróżnicowanie osobników w populacjach. Nie ma dwóch osobników jednakowych (z wyjątkiem bliźniąt jednojajowych). Inaczej populacja składałaby się z gromady klonów, nie wymieniającej genów między sobą. Właściwie nie można by wtedy mówić o populacjach w genetycznym znaczeniu tego określenia, to znaczy jako zbiorowości osobników rozmnażających się między sobą, ale o klonach.

* Więcej na temat książki "Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: seks | rozmnażanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje