Reklama

Reklama

Dni Gomory. Opowieść o Halinie Szwarc

- Ta moja przeszłość, moje wojenne zmagania [...] i okropne miesiące gestapowskiego więzienia są czymś koszmarnym, wydają się jakimś okrutnym snem. Tragizm tamtych miesięcy staje przede mną zbyt żywo [...]. Jeśli więc zabieram się do spisywania moich przeżyć, jeśli świadomie schodzę do ciemnic mojej przeszłości, to nie wypływa to bynajmniej z mojej duchowej potrzeby, lecz [...] jest ofiarą, przymusem narzuconym sobie z góry.

Notatki uzna za ukończone po pięćdziesięciu latach pisania. Zapisze niecałe dwieście stron.

W kwietniu 1940 roku, miesiąc przed rozmową z urzędnikiem o volkslistach, Halina Kłąb zatyka dłonią usta Żydowi, który jest kłębkiem nerwów. Najchętniej wyszedłby z tej ciemnicy, bez względu na wszystko, choćby i pod lufę. Trzyma mocno, żeby zabolało, żeby się opamiętał. Siedzą we dwoje w spiżarni pod podłogą, przez której szczeliny Halina widzi dwóch niemieckich żandarmów - w długich płaszczach, z ciężkimi ryngrafami na piersiach. Każdy ich krok ugina
nieznacznie deski tuż przed jej twarzą. Pod podłogą wiejskiej chaty stojącej tam, gdzie Niemcom zachciało się ustalić granicę pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a Krajem Warty. (…)

- Co wy, kurwa, ryzyka nie umiecie ocenić, przecież o mało jej nie straciliśmy! Ona jest za młoda i za cenna - wścieka się jeden z oficerów.

- Kto jej kazał przeprowadzić do GG tego Żyda?

- Ja - mówi niewysoki akowiec - skąd miałem wiedzieć, że...

- Pieszo?

- Takie zadanie akurat było.

- Dla niej?

- Ale ona nie chciała podpisać volkslisty, prosiła, błagała o inną, nawet bardziej ryzykowną misję.

Pułkownik Zygmunt Janke, szef Okręgu Łódź ZWZ, otwiera szeroko oczy ze zdumienia.

- Co znaczy "nie chciała"? Przecież to nie kwestia wyboru! To wojna jest. I rozkaz.

Podczas pisania notesu zastanawia się: po co jej był cały ten wywiad? Może zadecydowała przedwojenna agitacja patriotyczna: Dziś dopiero zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele szumu było w tej naszej reprezentacji i robienia propagandy. My, młodzież polska, byliśmy do pewnego stopnia sumą wpojonych w nas zasad. A może to przez konflikt z rodzicami?

- Ojciec [...] potępiał mój młodzieńczy entuzjazm, niezwracanie uwagi na wartości materialne, na majątek, który z takim wysiłkiem i konsekwencją starał się gromadzić. Z matką wiecznie zmartwioną, niezadowoloną ze swojego życia nie znajdowałam wspólnych tematów [...]. W konsekwencji dom wydawał mi się prawie obcy. I może dlatego stwierdziłam, że muszę iść własną drogą. A może Niemcy sami się prosili? Wroga poznałam natychmiast w całym, właściwym jego rasie, barbarzyństwie: mordowanie ludności cywilnej, zabijanie po drogach uciekających [...]. Wszystko to uderzyło mnie jak obuchem.

Dowiedz się więcej na temat: Halina Szwarc | II wojna światowa | Tajna agentka | wywiady | AK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje