Reklama

Reklama

Dni Gomory. Opowieść o Halinie Szwarc

W łódzkim lokalu konspiracyjnym dowiaduje się niewiele: pojedzie do Wiednia, znajdzie sobie jakieś miejsce zamieszkania, weźmie tę paczkę (pełną prasy i ulotek) - kolega z oddziału kładzie przed Haliną pakunek wielkości walizki - i roześle do jak największej liczby niemieckich rodzin. Koniec. Jak to zrobi, gdzie zamieszka, w jaki sposób się zakonspiruje - to już jej zmartwienie.

Reklama

W paczce jest prasa związana z Akcją N. Stefan Rowecki rozkazuje wysłać do tej akcji najlepszych ludzi z oddziałów. Zygmunt Janke, szef łódzkiego AK, oznajmia na odprawie:

- Celem tej operacji jest spowodować w szeregach wroga depresję psychiczną i wzbudzić przekonanie, że mimo dotychczasowych zwycięstw Niemcy czeka nieuchronna klęska, a w konsekwencji zasłużona kara za popełnione zbrodnie.

Ulotki i gazetki napisane są bardzo inteligentnie i wkrótce staną się solą w oku Gestapo. To w większości podróbki gazet nazistowskich, wydrukowane jako rzekome dodatki specjalne. Na ich łamach prawda miesza się z kłamstwem. Defetyzm jest zakamuflowany, wyraża się głównie w ubolewaniu nad śmiercią wspaniałych niemieckich mężczyzn. (…)

Halina siedzi w wynajętym wiedeńskim mieszkaniu i czyta nekrologi zamieszczane w codziennej prasie. Uważnie studiuje adresy. Bywa, że jedna rodzina traci w poniedziałek starszego, a w środę młodszego syna. Wtedy idzie do nich pełna, ciężka koperta. Ze wszystkimi gazetkami Akcji N. Do matek, które straciły jedno dziecko, wysyła autentyczną odezwę Rudolfa Hessa o tym, że jeśli kocha się Niemcy i Führera, to utrata dziecka tak naprawdę nie boli i łatwo się z nią pogodzić. (…)

Kilka dni po powrocie z Hamburga - podczas narady z Bolesławem Jabłońskim "Emmą" - Halina dowiaduje się, że tym razem czeka ją wyjazd do Berlina. (…)
Jest druga połowa lata 1943 roku, wakacje, nękany nalotami alianckimi Berlin to opustoszałe miasto i będzie tak aż do jesieni.

Halina mieszka w domu akademickim dla dziewcząt przy Oranienburgerstrasse. Wieloosobowy pokój dzieli z sezonowymi pracownicami. Aby znaleźć "punkt zaczepienia", potrzebne jest jej szczęście. Los się do niej uśmiechnie, ale nie od razu. Najpierw agentka znajdzie pracę w śródmiejskim szpitalu Charite. (…)

Po latach zanotuje:

- W sierpniu, w domu akademickim, na terenie węzła sanitarnego usłyszałam rozmowę dwóch studentek V roku medycyny, odbywających obowiązkowe praktyki wakacyjne w Berlinie. Jedna z nich otrzymała przydział do Wehrmedizin (czyli Centralnego Archiwum Medycyny Wojskowej), mieszczącego się w... gmachu dawnego Reichstagu. Pytała tę drugą czy nie zastąpiłaby jej w pracy w "Glaspalast" (szklanym pałacu). Prosiła już dyrektora, aby ją zwolnił i pozwolił pojechać do rodziny przebywającej poza Berlinem, ale on postawił warunek - dostarczenie zastępstwa. Oczywiście nie udało się zainteresowanej nikogo takiego znaleźć w środku lata, w mieście zagrożonym bombardowaniami. 

Oczywiście Halina przyłączy się do rozmowy i wyrazi chęć pomocy koleżance. Następnego dnia zostanie przedstawiona dyrektorowi Centralnego Archiwum Medycyny Wojskowej jako stuprocentowo wiarygodna specjalistka, przyjaciółka, najlepsze z możliwych zastępstw. Podsłuchanej studentce V roku bardzo zależało na uwolnieniu się od uciążliwej, nieinteresującej pracy, która dla polskiego i brytyjskiego wywiadu okaże się żyłą złota. Nowy przełożony Haliny nie będzie podejrzliwy; na szybko przyjmie od niej krótką przysięgę o zachowaniu pełnej tajemnicy.

Po przekazaniu pierwszych danych Halina nie musi długo czekać na sygnał z centrali. Na podstawie dostarczanych przez agentkę informacji można precyzyjnie, w czasie niemalże aktualnym, określić rozmieszczenie niemieckich jednostek na froncie wschodnim oraz ilość i rodzaj poniesionych przez nie strat.
Niezwykle ważny jest również moment, w którym Halina dociera do tych wrażliwych danych - od 5 lipca 1943 roku trwa operacja "Cytadela". Ostatnia wielka ofensywa Hitlera, która ma na celu odwrócić niekorzystny bieg wojny na wschodzie, rozpoczęty klęską stalingradzką. Niemal milion niemieckich żołnierzy usiłuje zamknąć w gigantycznych kleszczach kilka grup Armii Czerwonej, zmiażdżyć je i przejść do ostatecznej ofensywy.

- Wedle aliantów przekazane przez ciebie informacje mają tak wielką wartość, że tylko ta jedna akcja w berlińskim Centralnym Archiwum Medycyny Wojskowej uzasadniałaby istnienie i całą dotychczasową działalność Okręgu Łódzkiego AK - mówi "Emma", podczas jednej z krótkich wizyt Haliny w Łodzi. - Anglicy poinformowali nas, że materiały, które dostarczasz, pozwalają rozpracować wielkie jednostki walczące na froncie wschodnim w kluczowym momencie wojny - dodaje.

To duże słowa, ale nieprzesadzone. Wielka bitwa pancerna pod Prochorowką (na Łuku Kurskim) kończy operację "Cytadela". Niemcy zostają odepchnięci, a ich szanse na ponowne zorganizowanie tak wielkiej ofensywy spadają do zera. Definitywna klęska nazistów na wschodzie staje się kwestią czasu. Jeżeli związani z ZSRR antyhitlerowską koalicją Brytyjczycy przekazywali podczas walk informacje, którymi dysponował ich wywiad, można założyć, że Halina ma w ten militarny sukces swój niepodważalny wkład. (…)

Dowiedz się więcej na temat: Halina Szwarc | II wojna światowa | Tajna agentka | wywiady | AK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje