Reklama

Reklama

Eksperymenty naukowe na niemowlęciu. Ciemna karta historii psychologii

Czy dla rozwoju nauki można zadawać cierpienie niemowlęciu? Ojciec behawioryzmu John Watson uważał, że tak i tym samym zapisał jedną z najbardziej niegodnych kart w historii badań nad psychologią człowieka. Poznajcie smutną historię eksperymentu z udziałem Małego Alberta.

Od psa do... człowieka

Jaki splot wydarzeń mógł doprowadzić do tego, że ktokolwiek wpadłby na pomysł prowadzenia niehumanitarnych eksperymentów na 9-miesięcznym dziecku? Dzieje medycyny kroczyły zawiłymi drogami, a historia Małego Alberta swoje źródła miała w dużo wcześniejszych pracach słynnego Iwana Pawłowa. Odruch nazwany jego imieniem kojarzą prawie wszyscy, gdyż wszedł on nawet do języka potocznego. Pawłow zajmował się badaniami nad zachowaniem zwierząt, głównie psów. 

Odkrył, że pewne czynności można sztucznie "zaprogramować" w mózgu zwierzęcia i skorelować je pośrednio z bodźcem zewnętrznym. Najbardziej znanym przykładem z jego dorobku jest ten, w którym karmił psy, przy towarzyszącym temu dźwięku dzwonka. 

Reklama

Po jakimś czasie zwierzęta utrwaliły to powiązanie i zaczynały obficie wydzielać ślinę w reakcji na sam dźwięk — mimo że pokarm się nie pojawiał. Odkrywca, w kontrapunkcie do wrodzonych odruchów bezwarunkowych, nazwał ten mechanizm odruchami warunkowymi.  

Na grunt badań naukowych nad możliwością utrwalania odruchów warunkowych, tym razem u ludzi, odkrycia Pawłowa postanowił przenieść psycholog John Watson.

Bolesne doświadczenia małego dziecka

W 1920 roku Watson zdecydował się zbadać eksperymentalnie mechanizm powstawania lęków u ludzi i określić to, czy są one wrodzone, czy też powstają na skutek wczesnego uwarunkowania czynnikami zewnętrznymi. By móc tego dociec, potrzebował jednak osoby, która nie została jeszcze w żaden sposób “zaprogramowana" życiowym doświadczeniem. Innymi słowy, musiało być to bardzo małe dziecko. Naukowiec znalazł w końcu małą sierotę, która od urodzenia przebywała w szpitalu.

Tożsamość dziecka w dokumentach dotyczących badań została ukryta pod pseudonimem "Mały Albert". John Watson, po tym gdy stwierdził, że dziecko pozytywnie reaguje na obecność zwierząt, postanowił za cel swojego badania obrać "zaprogramowanie" w Albercie strachu przed nimi. 

Eksperyment powtarzano wielokrotnie i zawsze miał taki sam przebieg. Przed malcem umieszczano laboratoryjnego psa, szczura lub królika i w momencie, gdy Albert ufnie i z radością wyciągał do zwierzęcia ręce, za jego plecami Watson uderzał młotkiem w metalowy pręt. Głośny, nieprzyjemny dźwięk budził w dziecku natychmiastowy strach i głośny płacz. 

Po serii takich sesji nastąpiła kilkudniowa przerwa, po której miano sprawdzić, czy warunkowanie zostało utrwalone. Podejrzenia naukowca potwierdziły się — malutki pacjent zaczął reagować silnym niepokojem i płaczem na widok zwierząt, które wcześniej budziły jego ciekawość i chęć kontaktu. Uwarunkowane w trakcie eksperymentu lęki Alberta zostały przeniesione również na inne, kojarzące się białą sierścią zwierząt, przedmioty — takie jak kawałki futra czy broda z maski Świętego Mikołaja. 

Eksperyment przerwano w dość mglistych okolicznościach. Według jednych źródeł Mały Albert nie był sierotą, a jego matka, pracownica szpitala, wyraziła zgodę na udział dziecka w badaniach Watsona. Jednak gdy zdała sobie sprawę z tego jak wyglądały one w istocie natychmiast zabrała dziecko i wyjechała, nie pozostawiając adresu. 

Inne źródła podają, że przyśpieszony finał nastąpił w wyniku usunięcia Johna Watsona z uczelni, z powodu jego romansu z asystentką.  

Niezależnie jednak od rzeczywistych przyczyn jedno jest pewne — warunkowanie Małego Alberta i rozbudzona w jego wyniku fobia nigdy nie zostały odwrócone. Kwestia prawdziwej tożsamości dziecka z eksperymentu Watsona do dnia dzisiejszego pozostaje nierozstrzygnięta.

"Ludzka godność wymaga..."


Czy eksperyment z udziałem Małego Alberta był w ogóle potrzebny? Czy zdobyta na jego drodze wiedza zrównoważyła cierpienie niewinnego "obiektu badań"? Czy Watson nie mógł badać "programowania" dziecka na pozytywny bodziec, taki jak radość czy uspokojenie?

Wspomniany na początku Iwan Pawłow, duchowy ojciec pomysłu Watsona, powiedział kiedyś o swoich psach: "Niech pies, pomocnik i przyjaciel człowieka od czasów prehistorycznych, złoży się w ofierze nauce. Lecz nasza ludzka godność wymaga od nas zapewnienia, że zawsze odbędzie się to bez niepotrzebnego bólu". Być może ta dewiza, a zwłaszcza jej druga część, będzie dobrym podsumowaniem historii Małego Alberta.

Zobacz również:

Genetyczne eksperymenty radzieckich naukowców do dziś mrożą krew w żyłach

Mroczna strona nauki

Lenin był grzybem?

Lekarstwo na śmierć mózgu. Niesamowity eksperyment


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje