Reklama

Reklama

Fragment tkanki: Tajemnicza śmierć 18-letniego Gutka

Technicy pracowali nad zebraniem śladów ponad dobę. Krew chłopca była wszędzie: w przyczepie, barakowozie, altanie, garażu, na łódce, pontonie, krzakach, płocie, drodze. W różnych miejscach znajdowano narzędzia, które mogły posłużyć do zadania chłopcu tak drastycznych obrażeń. W altanie - sekator oraz nóż kuchenny, w przyczepie - siekierę i kilka kolejnych noży, w tym japoński tasak. Wszystkie były zabrudzone krwią ofiary. 

Reklama

Nie potrzeba wielkiej wiedzy kryminalistycznej, by domyślić się, że zdarzenie przebiegało nadzwyczaj dynamicznie. Tymczasem ojciec chłopca snuł przypuszczenia, że Gutek biegał po posesji, zadając sobie rozliczne rany (głównie na twarzy i głowie), a na koniec podciął sobie nadgarstki i umarł. Jako uzasadnienie takiego zachowania podał, że od dziecka były z nim problemy. Leczył się psychiatrycznie i był na lekach. Zresztą, dodał ojciec Gutka, to rodzinne. Matka chłopca popełniła samobójstwo, kiedy Gutek miał rok. W tym czasie wszyscy domownicy byli w mieszkaniu. Weszła do łazienki, długo jej nie było. Kiedy ojciec otworzył drzwi, już wisiała. Puls nie był wyczuwalny.

Andrzej Paderewski był kierownikiem remontów dróg w tym rejonie. Poza Guciem, który był najmłodszy w rodzinie, miał jeszcze dwóch synów - Wojtka (32 lata) oraz Piotra (30), i córkę Martę (23). Rodzeństwo już od dawna mieszkało poza domem. Jak stwierdził Wojciech, najstarszy i ulubiony brat zmarłego: Gutek był na ojca skazany. To do Wojtka najczęściej Gucio pisał listy. Starał się obracać najcięższe sytuacje w żart:

- U mnie bywało lepiej, ale nie narzekam. Jak nasz ojciec ciągle próbuje kłócić się o drobiazgi, rzucając kurw mi dwadzieścia razy na minutę, to osobiście mu liczę każdą kurwę na głos i mam z tego niezły ubaw. U nas przygotowania do świąt z naciskiem na porządki. Ojciec, jak zawsze, gotował i malował jajka. To przecież najważniejsze.

Mężczyźni kłócili się. Ojciec zarzucał synowi, że nie trzyma porządku i przestał bywać w kościele. Miał pretensje, że nie szanuje otrzymywanych rzeczy. Potrafił zrobić Guciowi karczemną awanturę za przebicie opony w rowerze lub zabrać telefon komórkowy, kiedy zobaczył, że wypadł mu z ręki. Andrzej i Gutek zajmowali parter domu wielorodzinnego. Na górze mieszkała sąsiadka z rodziną, która nieustannie słyszała krzyki i wyzwiska pod adresem chłopca. Było jej szkoda nastolatka.

- To był cichy, nieśmiały chłopak - mówiła po jego śmierci. - Odludek, ale nie sprawiał kłopotów. Miał swoje sprawy, większość czasu spędzał w domu albo na rowerze. Kochał swojego psa. Widziałam, jak go traktował, kiedy wychodzili na spacery. Buntował się, bo ojciec chciał, żeby wszystko było po jego myśli. Ma być tak a tak.

Zeznała, że chłopiec był upokarzany przez ojca. Nie spędzał z nim czasu, właściwie nie rozmawiali. Przez te wszystkie lata nie widziała, by Andrzej choć raz przytulił syna. Do tego był sknerą i żałował chłopcu pieniędzy nawet na jedzenie. Zresztą większość ich konfliktów dotyczyła spraw materialnych. Wszystkie ubrania, jakie chłopak miał, donaszał po starszych braciach. Wstydził się ich, gdyż większość dawno wyszła z mody.

Dowiedz się więcej na temat: morderstwo | nie żyje | zbrodnie | samobójstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje