"Gospodarze wyliczyli, że każdy musi wyłożyć z kieszeni 100 zł". Jak Polacy spędzają sylwestra?
Tradycyjnie sylwestrowa noc kojarzy się z zabawą, hucznym zamknięciem jednego roku i wkroczeniem w kolejny tanecznym krokiem. Rezerwacja miejsca na wytwornym balu, poszukiwanie szykownych kreacji, umawianie z dużym wyprzedzeniem wizyty u fryzjera - czy faktycznie tak to wygląda? Czy sylwester nadal ma dla nas magię związaną z odliczaniem do nowego początku?

Spis treści:
- Od wielkich bali po kameralne domówki
- Jak zamierzasz spędzić sylwestra? Internauci odpowiedzieli
- Zróbmy więc prywatkę...
- Po świętach na sylwestra nie ma już siły?
- "Mam dość byle jakich sylwestrów"
Od wielkich bali po kameralne domówki
Co robisz w sylwestra? To pytanie możemy słyszeć już od jesieni. Być może niektórzy zadają je z przekąsem, ale dla części osób nadal ostatni dzień roku jest wydarzeniem na tyle ważnym, że jego pożegnanie wymaga specjalnej oprawy. Jeszcze kilkanaście lat temu sylwester kojarzył się głównie z hucznymi balami organizowanymi w hotelach, restauracjach i domach kultury. Dużą popularnością cieszyły się ogromne imprezy plenerowe. Jak sytuacja wygląda w tym roku? Wiele wskazuje na to, że coraz częściej stawiamy na wygodę, bliskość rodziny i mniejsze koszty.
Jak zamierzasz spędzić sylwestra? Internauci odpowiedzieli
Takie pytanie postanowiliśmy zadać w ankiecie skierowanej do naszych czytelników. Jakie wyniki uzyskaliśmy? Okazało się, że dla 45 proc. osób sylwester to dzień i wieczór jak każdy inny, więc nie nie planują nic szczególnego. Zaskoczenie? W jakimś stopniu na pewno, ponieważ 31 grudnia od dawna funkcjonował w powszechnej świadomości jako moment przełomowy. Jakieś plany "trzeba" było mieć. Teraz? Wygląda na to, że nie każdy czuje potrzebę i zew imprezy.
Spora grupa osób, bo 43 proc. internautów, wskazała że sylwestra spędzi w domu z najbliższą rodziną. Wśród nich pojawia się Sylwia, która opowiada ze śmiechem o swoich "szalonych planach". - Moim sylwestrem chyba nikt się nie zainteresuje. To jedyny dzień w roku, kiedy oglądam jakiś film z mężem przy pizzy, jak tylko dzieci pójdą spać. O ile żadne z nas nie zaśnie razem z nimi, co już się kiedyś zdarzyło.
Z kolei Karolina dostrzega inne zalety spędzania tej "wyjątkowej" nocy we własnych czterech ścianach. - Jeśli chodzi o sylwestra, od lat kończy się domówką ze znajomymi. Chociaż rok remu spędziłam go w domu, oglądając filmy i sylwester z Polsatem. Większość znajomych się pochorowała, więc wolałam nie ryzykować. Muszę przyznać, że nie ubolewałam nad tym. Wyspałam się, głowa nie bolała, na drugi dzień śmignęłam wypoczęta na siłownię.
Zróbmy więc prywatkę...
Liczne rozmowy, jakie miałam okazję przeprowadzić w temacie sylwestrowych planów, wskazują na to, że sporo osób wybiera spędzenie tego wieczoru w gronie najbliższych przyjaciół i znajomych w domu lub mieszkaniu. Do głosu dochodzą zarówno kwestie wygody, jak i finansowe, które podkreśla Karolina.
- Kiedyś bardziej zwracałam uwagę na tę imprezę, jednak z roku na rok to po prostu jedna z typowych domówek. Fakt, pojawiają się zawsze pomysły, by wynająć domek albo pójść na jakiś bal czy imprezę do klubu. Jednak zawsze zderzamy się z rzeczywistością cen - są tragiczne. Lepszą metodą jest zorganizowanie tego z pół roku wcześniej, ale ja żyję chwilą i nie chcę, żeby np. w czerwcu goniła mnie myśl "już się kończy ten rok". W tym roku jeszcze nie mam konkretnych planów, ale rozmawialiśmy wstępnie ze znajomymi, że pewnie skończy się domówką. A może jeszcze mnie ten rok zaskoczy? Kto wie.

Fanem hucznych obchodów sylwestra nie można nazwać Tomka, choć zdarzyło mu się uczestniczyć nawet w dwóch imprezach jednego wieczoru . - Jakoś zawsze się składało, że organizowała to paczka znajomych. W jednym roku byłem zaproszony na dwie imprezy sylwestrowe, a co ciekawe - w obu przypadkach miały być one przebierane. Pierwsza zabawa to był bardzo luźny koncept: każdy przynosi coś na wspólny stół i napitki organizuje we własnym zakresie. Druga była już planowana z rozmysłem, ponieważ gospodarze wyliczyli, że każdy musi wyłożyć z kieszeni 100 zł (na czasy studenckie była to kwota zatrważająca), ale w tym miały być wszystkie udogodnienia. Efekt? Na pierwszej imprezie bawiłem się zacnie. Najadłem się, były tańce, hulańce, swawole. Koło godz. 22 uciekłem na drugą, tę "przemyślaną". Było sztywno, drętwo, prawie nie było jedzenia i picia.
Po świętach na sylwestra nie ma już siły?
Zdarza się, że po świętach spędzonych w gronie licznej rodziny, odwiedzin u dawno niewidzianego wujostwa i posiedzeniach przy eleganckim stole nakrytym białym obrusem, sylwestra chcemy spędzić na luzie i w mniej formalnej atmosferze. Okazuje się jednak, że wybór planów na sylwestra często jest podyktowany najzwyklejszym zmęczeniem.
- Grudzień to bardzo intensywny czas w mojej pracy. Pewnie w wielu firmach tak to wygląda, ale tuż przed świętami rozgrywa się istny koszmar. Są nie tylko obowiązki służbowe, ale do tego przygotowania do wigilii i świąt. Przyjęło się, że główne spotkania rodzinne odbywają się w naszym domu. A nawet jak nie - nigdy nie idziemy w gości z pustymi rękami. Sprzątanie i gotowanie zabiera mi tyle energii, że planowanie sylwestra to ostatnie, na co mam ochotę i siłę. Najczęściej kończy się na odwiedzinach u pary znajomych albo brata męża. Jest miło, ale świat by mi się nie zawalił, gdybym została w domu w piżamie - opowiada Martyna.
"Mam dość byle jakich sylwestrów"
Tomek wspomina jeszcze: - Miałem okazję spędzić sylwestra w górskim schronisku i w knajpie, ale żaden z nich nie był dla mnie ani atrakcyjny, ani wyjątkowo przyjemny.
Czy takie opinie świadczą o tym, że mamy ochotę wyłącznie na to, aby w sylwestra zaszyć się w domowym zaciszu? Niekoniecznie. Gdyby tak było, zapewne nie znajdowaliśmy ofert skierowanych do miłośników nieco bardziej wystawnych przyjęć.
Rozmawiam z Magdą, która wspomina jeden ze swoich najlepszych wieczorów kończących stary rok. - W połowie grudnia stwierdziłam, że mam dość byle jakich sylwestrów. To był chyba efekt ostatniej "imprezy" u znajomych, która była tak nudna, że usnęłam na kanapie o godz. 22, zresztą podobnie jak gospodarz. Zaczęłam szukać ciekawych ofert i padło na "kultowego sylwestra na Cracovii". Miały być gorące hawajskie rytmy i takie samo menu. Po krótkiej konsultacji postanowiłam kupić sześć biletów, także dla rodziny i przyjaciół. Pierwsze wątpliwości ogarnęły mnie, gdy trzeba było podać numery pesel i dowodu osobistego, by sprawdzić, czy nie mamy zakazu stadionowego. Wtedy dotarło do mnie, że na imprezie mogą być jakieś podejrzane typy. Mimo to postanowiłam zaryzykować. Cóż, zabawa była przednia, goście zrelaksowani i sympatyczni, a jedzenie smaczne i ciekawe. Żadnych zamieszek ani krzywych spojrzeń. Do dziś wspominamy wszyscy, że to był nasz najlepszy sylwester i w kolejnym roku znów się na niego wybraliśmy.
Kobieta.interia.pl to miejsce pełne pomysłów, emocji i sprawdzonych porad. Zostań z nami na dłużej i odkryj, co może cię zainspirować już dziś.












