Reklama

Reklama

Inka, czyli pięć miesięcy w ciemności

Jak długo to trwało?

Reklama

- Dokarmiałam ją w ten sposób jakieś trzy miesiące, może trochę dłużej. Nie było łatwo, jak mówiłam, mieliśmy za mało jedzenia nawet dla nas, a co dopiero dla kolejnego dziecka. Dziewczynka była do tego w coraz gorszym stanie. I to ryzyko... W końcu zdałam sobie sprawę, że prędzej czy później ktoś odkryje, co tu się dzieje. 

Co się zmieniło po tych trzech miesiącach?

- Przyjechali do miasta moi sąsiedzi z Białej Krynicy, Roztropowicze. Też musieli uciekać z tamtych stron przed banderowcami. A ja czułam, że muszę się komuś zwierzyć. I potrzebowałam bez dwóch zdań pomocy w tej sytuacji. Nie dałam rady już dłużej utrzymywać tajemnicy. Tym bardziej, że mieliśmy niebawem przenosić się do innego mieszkania. Więc powiedziałam pani Roztropowicz, że znalazłam malutką Żydówkę i nie bardzo wiem, co teraz z nią zrobić. A ona przecież długo nie pociągnie... Oczywiście zgodziliśmy się, że musi to pozostać w najściślejszej tajemnicy.

Nie bałaś się im o tym powiedzieć?

- Nie, absolutnie. Roztropowicze to byli dla mnie zaufani, bardzo bliscy ludzie. Bardzo przyjazna rodzina. Do rodziców miałam ogromny szacunek, to właśnie ich mama, Natalia, mnie wciągnęła w czytanie. Zresztą ja się wychowałam bez matki i ona - można powiedzieć - przez jakiś czas trochę mi matkowała. Miałam z całą tą rodziną świetny kontakt, ufaliśmy sobie, tak samo zostało po wojnie. Zresztą, to była właściwie jedyna bliska polska rodzina, która w czasie wojny pozostała z nami. Wszystkie inne wywieźli na Sybir.

Pokazałaś im to dziecko?

- Tak, pokazałam. Byli zdruzgotani. Też nie mieli pojęcia, co w tej sytuacji zrobić. Na pewno długo nad tym myśleli i się naradzali. Ostatecznie uznali, że ją przygarną. Że będą ją wychowywać jak swoją córkę. Zgodziliśmy się, że to będzie najlepsze rozwiązanie. A właściwie to chyba jedyne możliwe rozwiązanie.

***

Ta dziewczynka, czyli Inka Kagan, dziś nazywa się Sabina Heller. Jest na emeryturze i mieszka w Stanach Zjednoczonych, w okolicach Los Angeles.

***

#POMAGAMINTERIA

1 czerwca reprezentantka Polski w kolarstwie górskim Rita Malinkiewicz i jej koleżanka Katarzyna Konwa jechały na trening w ramach autorskiego projektu Rity dla pasjonatów kolarstwa #RittRide for all. Z niewyjaśnionych przyczyn w Wilkowicach koło Bielska-Białej wjechał w nie samochód jadący z naprzeciwka. Kasia przeszła wiele operacji w tym zabieg zespolenia połamanego kręgosłupa i połamanej twarzoczaszki oraz częściową rekonstrukcję nosa i języka. Rita nadal pozostaje w śpiączce farmakologicznej, a jej obecny stan zdrowia jest bardzo ciężki. Potrzeba pieniędzy na ich leczenie i rehabilitację. Sprawdź szczegóły >>>

Dowiedz się więcej na temat: Wołyń | rzeź wołyńska | II wojna światowa | zagłada Żydów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje