Katarzyna Drelich, Interia: Sierpień dobiega końca, ale dla wielu z nas wakacje jeszcze się nie skończyły. Przed nami kolejne wyjazdy, hotele, plaże, restauracje i podróże. Czy wraz z wyjazdem na urlop powinniśmy zostawić savoir-vivre w domu, czy zasady dobrego wychowania obowiązują nas również wtedy, gdy jesteśmy na wakacjach?
Irena Kamińska-Radomska: - Nie ma wakacji od savoir-vivre'u, od dobrego wychowania. Natomiast nie oznacza to, że musimy na co dzień "męczyć się" z zasadami. Jeżeli ktoś nauczy się właściwego zachowania w towarzystwie, niezależnie od tego, czy jest w biurze, na przyjęciu, w parku, czy na wakacjach nad morzem albo w górach, po prostu wypracowuje dobre nawyki.
A kiedy te nawyki już się utrwalą, działają niejako automatycznie, niezależnie od sytuacji. Dlatego na wakacjach wcale nie musimy się szczególnie wysilać, żeby przestrzegać zasad savoir-vivre'u. Wystarczy być sobą, ale takim sobą, który jest dobrze wychowany i pamięta o innych.
I warto też edukować się w tym temacie. Jeśli zdarzy nam się przyłapać samych siebie na jakimś faux pas, może warto potraktować to jako moment do refleksji i zacząć uważniej obserwować otoczenie?
- Tylko jak możemy zauważyć, że popełniamy faux pas, jeżeli nie znamy zasad?
Wydaje mi się, że czasami powtarzające się nieprzychylne spojrzenia mogą być pierwszym sygnałem, że robimy coś, co innym może przeszkadzać, nawet jeśli sami nie wiemy jeszcze, co to jest.
- Może to być sygnał, ale niekoniecznie, bo nie znamy przecież intencji innych osób. Z drugiej strony, jeśli obserwujemy otoczenie, skąd możemy wiedzieć, że inni rzeczywiście stosują właściwe zasady?
Ja często przyglądam się osobom starszym, które cenię, i dla mnie jest to taki papierek lakmusowy. Jeśli widzę, że inni dobrze czują się w czyimś towarzystwie, to być może jest to dobry znak, że ta osoba rozumie zasady dobrego wychowania. Takie mam przynajmniej osobiste skojarzenie.
- To jest niezwykle ważne. Myślę, że właśnie to jest głównym celem znajomości zasad savoir-vivre'u: chodzi o to, żeby ludzie w naszym towarzystwie dobrze się czuli. Najlepiej zresztą, żeby nasze dobre zachowanie nie było w ogóle widoczne.
Bardzo ładnie mówi o tym moja córka Dominika, która uważa, że jeśli ktoś ma widoczne maniery, to są to złe maniery, bo są na pokaz. To takie maniery "odkurzane od święta", kiedy chcemy pokazać, że potrafimy zachowywać się lepiej niż na co dzień.
Dobre maniery są wtedy, kiedy wobec wszystkich, wszędzie i zawsze zachowujemy się w porządku i każdy dobrze czuje się w naszym towarzystwie.
I tutaj pojawia się jeszcze jedna kwestia, na którą jestem szczególnie wyczulona: zwracanie innym uwagi na ich maniery, zwłaszcza w obecności innych osób. Każdemu zdarzają się przecież wpadki, ale publiczne poprawianie kogoś jest chyba jednym z większych nietaktów. Paradoksalnie, chyba chcąc nauczyć kogoś dobrych manier, sami możemy wtedy popełnić największe faux pas?
- Oczywiście są też osoby, które mają poczucie, że wiedzą o dobrych manierach więcej niż cała reszta. A przecież każdy z nas ma inną wiedzę i doświadczenia. Możemy dostrzegać u innych błędy, których oni sami nie zauważają, ale jednocześnie nie być świadomi własnych zachowań, które komuś innemu mogą przeszkadzać. Dlatego warto pamiętać, że znajomość savoir-vivre'u nie daje nam prawa do stawiania się ponad innymi.
Myślę, że savoir-vivre wymaga nie tylko wiedzy, ale też pokory i wyczucia. A w jakich sytuacjach wakacyjnych te dwie rzeczy są szczególnie wystawione na próbę? Jakie zachowania uważa pani za najbardziej rażące?
- To, że komuś wydaje się, że za granicą nikt nie zna naszego języka, więc swobodnie rozmawia po polsku na czyjś temat, może to być bardzo nieprzyjemne dla gospodarzy. Tym bardziej że często okazuje się, że doskonale nas rozumieją. Właśnie dlatego, kiedy wyjeżdżamy za granicę, warto uzbroić się w cierpliwość i pokorę. Oczywiście gospodarze często starają się dostosować do turystów, bo to część gospodarki i wiąże się z pieniędzmi, które zostawiamy. Ale dobrze byłoby też samemu wyjeżdżać z myślą, że jesteśmy ambasadorami swojego kraju. Zamiast wrzucać na luz i uznawać, że na wakacjach wszystko nam wolno, warto wspiąć się na wyżyny własnej kultury. Bo potem, niestety, wstyd jest po prostu za nas wszystkich.
I rzeczywiście mamy tendencję do tego, żeby przede wszystkim zauważać cudze błędy. Jeśli ktoś zachowuje się dobrze, uznajemy to za coś zupełnie normalnego. Ale kiedy zachowuje się inaczej, od razu pojawia się zdziwienie i krytyka: "Ojej, jak on się zachowuje!". A jeśli dodatkowo słyszymy, że ta osoba mówi w innym języku, bardzo łatwo przechodzimy do generalizacji: wszyscy Niemcy są głośni, Szwajcarzy są sfrustrowani, bo nie pozwalają spuszczać wody w nocy, żeby nie budzić sąsiadów. I już przyklejamy łatkę. To oczywiście jest niewłaściwe.

Dlatego tym bardziej, kiedy my, Polacy, wyjeżdżamy za granicę, powinniśmy starać się zachowywać jak najlepiej. Ostatnio znajomy powiedział mi, że wstydzi się mówić po polsku za granicą i rozmawia tylko po angielsku, żeby nikt nie zorientował się, skąd jest. A ja mu powiedziałam: "Właśnie przez takich jak ty powstają niedobre opinie. Jeżeli zachowujesz się dobrze, mów po polsku. Niech ludzie widzą, że Polacy potrafią być kulturalni".
Mam wrażenie, że my, Polacy, mamy czasem jakiś dziwny wstyd, zupełnie nie wiadomo właściwie z czego wynikający. A przecież nie chodzi o to, żeby być sztywnym, sztucznym czy przesadnie poprawnym. Chodzi o to, żeby dobre wychowanie było po prostu naszym naturalnym sposobem bycia. I to jest idea, którą staram się promować.
No właśnie. I chyba najbardziej przemawia do mnie to, co pani mówi o tym, żeby dobre maniery nie były na pokaz. Bo przecież prawdziwa kultura zaczyna się tam, gdzie nie potrzebujemy jej nikomu udowadniać.
- Generalnie sama zasada etykiety, czyli dobrego wychowania jest dla mnie niezwykle cenna, bo pomaga nam funkcjonować w społeczeństwie: żyć w zgodzie i unikać niepotrzebnych konfliktów. Natomiast najbardziej mierzi mnie właśnie robienie tego wszystkiego na pokaz. Wtedy dobre wychowanie staje się sztuczne.
Na co jeszcze szczególnie zwróciłabym uwagę podczas wakacji, to samo podróżowanie. Wiadomo, że jest to czas wzmożonych wyjazdów. Kiedy korzystamy z samolotów, autokarów, pociągów czy innych środków komunikacji, pamiętajmy, że znajdujemy się bardzo blisko zupełnie obcych osób. To nie jest dla nas naturalna sytuacja, bo taką odległość zwykle dopuszczamy do siebie jedynie w kontakcie z rodziną czy bardzo bliskimi przyjaciółmi. A tutaj nagle ktoś zupełnie obcy siada obok nas. To może wywoływać napięcie i sprawiać, że stajemy się podenerwowani, a poziom adrenaliny w organizmie wzrasta.
Warto więc mieć tego świadomość i w takim momencie spróbować się wewnętrznie wyciszyć. Zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tym, że inni są w dokładnie takiej samej sytuacji. Ktoś próbuje przejść z dużą walizką, schować bagaż, dostać się do swojego miejsca czy wejść do przedziału, a my akurat stoimy mu na drodze. W takich sytuacjach odrobina cierpliwości i zwykłej życzliwości sprawia, że wszystkim podróżuje się po prostu łatwiej.
To ciekawe, co pani mówi o tej adrenalinie. Może dlatego podczas podróży jesteśmy bardziej wyczuleni na zachowania innych. Ale co zrobić, kiedy czyjeś zachowanie naprawdę nas irytuje? Na przykład gdy ktoś wpycha się przed kobietę z dzieckiem do pociągu. Czy reagować, czy lepiej zachować spokój? I jak zrobić to zgodnie z zasadami etykiety, zwłaszcza jeśli sytuacja dotyczy bezpośrednio nas?
- Jeżeli widzi pani taką sytuację, ja po prostu uśmiechnęłabym się do tej kobiety z dzieckiem. To wystarczy, żeby poczuła wsparcie i wiedziała, że ktoś rozumie, że takie zachowanie nie jest w porządku. Można też pomóc, jeśli jest taka potrzeba. Natomiast zwracanie temu mężczyźnie uwagi, że nie zachowuje się jak dżentelmen, raczej niczego nie zmieni. Nie nauczymy go dobrych manier poprzez pouczanie, a możemy jedynie doprowadzić do nieprzyjemnej sytuacji. Po prostu nie zbawimy w ten sposób świata.
Możemy natomiast zacząć od siebie. I właśnie do tego chciałabym nawiązać: świata nie zmienimy, próbując zmieniać zachowanie innych ludzi, ale możemy go zmieniać, zaczynając od własnego.
Dokładnie. I sprawiając, że ludzie czują się przy nas swobodnie, sami dajemy innym dobry przykład. Jest jednak cienka granica między korzystaniem z wakacyjnych udogodnień a brakiem szacunku wobec innych gości. Zastanawiam się więc, gdzie ta granica przebiega. Czy zostawianie ręcznika na leżaku od świtu albo wynoszenie jedzenia z hotelowego bufetu to jeszcze korzystanie z wygód, czy już wyraźne wakacyjne faux pas, którego powinniśmy unikać?
- Oba przykłady to bardzo duże faux pas. Zajmowanie leżaka ręcznikiem na kilka godzin, kiedy nas tam nie ma, to po prostu czysty egoizm, a etykieta jest przecież jego całkowitym przeciwieństwem. Jeśli natomiast idziemy na śniadanie, możemy zjeść tyle, ile mamy ochotę. Nie musimy wychodzić od razu, ale wynoszenie jedzenia z hotelu to już coś zupełnie innego. Jest nie tylko nieetyczne, ale też świadczy o braku szacunku wobec gospodarzy.
Ale wróćmy jeszcze do kwestii leżaków. Jeśli sami chcemy z nich skorzystać, a widzimy, że większość jest zajęta przez ręczniki, mimo że nikogo przy nich nie ma, to co możemy zrobić? Czy mamy prawo taki ręcznik przenieść?
- Nie, absolutnie nie powinniśmy sami przenosić czyjegoś ręcznika, ponieważ jest to cudza własność. Możemy natomiast porozmawiać z tą osobą albo poprosić gospodarza, żeby zwrócił uwagę, że kiedy ktoś odchodzi od leżaka, powinien zabrać swój ręcznik. Warto w takiej sytuacji zareagować, bo być może ktoś po prostu nie zna obowiązujących zwyczajów. Najlepiej jednak nie zwracać uwagi bezpośrednio, tylko poprosić o interwencję gospodarza. I to wiąże się też z wątkiem podróżowania, do którego chciałabym wrócić. Jak już mówiłam, bezpośrednie zwracanie komuś uwagi często kończy się tylko tym, że zyskujemy sobie wroga. Ja sama bardzo często podróżuję pociągami i jeśli ktoś na przykład zdejmuje buty i wietrzy skarpetki, nie zwracam mu uwagi bezpośrednio. Kiedy przechodzi konduktor albo inny członek obsługi, dyskretnie proszę go o interwencję. I właśnie o tę dyskrecję chodzi.
To ciekawy przykład, bo sama często zastanawiam się, gdzie przebiega ta granica. Jeśli mamy przed sobą czternastogodzinny lot, trudno przecież cały czas siedzieć w butach. Sama niedawno znalazłam się w takiej sytuacji i zaczęłam się zastanawiać: kiedy jest to jeszcze zwykła potrzeba wygody podczas długiej podróży, a kiedy zaczyna się już przekraczanie granic innych osób?
- Jeżeli czeka nas długa podróż, czternaście, dziesięć czy nawet kilka godzin, możemy się do niej przygotować. Warto wziąć ze sobą wygodne obuwie na zmianę i przebrać się już na początku podróży. Jeśli po kilku godzinach zdejmiemy buty, które mamy na sobie od początku, mogą już po prostu nieprzyjemnie pachnieć.
To rozwiązanie można zastosować również w pociągu. W końcu na dłuższe przyjęcia też często zabieramy buty na zmianę. Najważniejsze, żeby być przygotowanym na różne sytuacje. A jeśli coś zaczyna być naprawdę uciążliwe czy zagrażać naszemu zdrowiu, zawsze powtarzam: wtedy ważniejszy jest survival niż savoir-vivre.
Trafne spostrzeżenie. Mówiła pani o kwestii szacunku dla gospodarzy i mieszkańców danego kraju. Jak więc, wybierając się w miejsce, gdzie mamy bezpośredni kontakt z lokalną społecznością, powinniśmy dostosować się do jej zwyczajów i kultury?
- Przede wszystkim warto się przygotować. Podstawą jest sprawdzenie, czy w danym kraju dominuje komunikacja ekspresyjna czy raczej powściągliwa. Jeśli pojedziemy do kraju, w którym ludzie komunikują się spokojnie i dyskretnie, a sami będziemy bardzo głośni i ekspresyjni, może to być odebrane jako rażące.
Dobrze też sprawdzić, jakich gestów lepiej unikać. Gest, który w Polsce jest zupełnie niewinny, w innym kraju może mieć zupełnie inne, nawet obraźliwe znaczenie. We Włoszech na przykład gest przeciągnięcia dłonią po szyi, którym u nas można powiedzieć, że ktoś się upił, oznacza ścięcie głowy. Dlatego z gestami rzeczywiście trzeba być ostrożnym.

I jest jeszcze jedna, bardzo prosta rzecz, która zawsze robi dobre wrażenie: nauczenie się podstawowych zwrotów w języku gospodarzy. "Dzień dobry", "dziękuję" czy "do widzenia" wypowiedziane w ich języku to drobny gest, ale bardzo miły i pokazujący szacunek.
I na koniec jedna rada dotycząca wyjazdów zagranicznych: jeśli mamy możliwość porozumienia się z mieszkańcami w jakimś wspólnym języku, warto zapytać ich o lokalne zasady i zwyczaje. Ludzie zazwyczaj chętnie opowiadają o tym, co w ich kulturze jest grzeczne, a co może zostać odebrane jako nietakt. To nie tylko pomaga uniknąć faux pas, ale też może być bardzo ciekawym i miłym początkiem rozmowy.
Tak, bo wtedy druga osoba może poczuć się doceniona i potrzebna. Warto więc pytać o lokalne zwyczaje. Z drugiej strony wakacyjny entuzjazm łatwo może przekroczyć granicę prywatności. Jeśli przy basenie ktoś bez przerwy fotografuje i nagrywa innych, gdzie kończy się chęć zachowania wspomnień, a zaczyna naruszanie cudzej prywatności?
- Jeżeli ktoś jest rozpoznawalny na zdjęciu czy nagraniu, łatwo przekroczyć granicę prywatności. Lepiej więc szukać takich miejsc i momentów, w których nie fotografujemy innych osób. Zresztą warto też pamiętać, że wakacje nie powinny zamieniać się w nieustanne dokumentowanie wszystkiego telefonem. Ile później naprawdę wracamy do tych setek zdjęć i godzin nagrań? Cieszmy się więc przede wszystkim tym, gdzie jesteśmy i z kim jesteśmy, zamiast cały czas patrzeć na świat przez ekran.
Dokładnie. Często widzę, jak ktoś przy wspólnym posiłku od razu wyciąga telefon, fotografuje danie, kelnera, robi zdjęcia całego spotkania. I wtedy zwracam uwagę na zakłopotanie osób, które mu towarzyszą. Czy to również sporo mówi o człowieku i jego wyczuciu granic?
- To jest po prostu lekceważenie osoby, z którą spędzamy czas. I nie ma znaczenia, czy jesteśmy na wakacjach, czy w codziennej sytuacji. Niestety, to zjawisko jest dziś bardzo powszechne.
Można powiedzieć, wszystkie te przykłady sprowadzają się do pewnej ogólnej zasady mówiącej o dostrzeganiu drugiego człowieka. Gdyby miała pani ją sformułować i stworzyć coś w rodzaju kodeksu dobrego turysty, na co przede wszystkim powinniśmy zwracać uwagę?
- Pierwsza rzecz to szacunek dla innych. Proszę zauważyć, że łacińskie "respicere" oznacza "rozejrzeć się". Czyli nie patrzę tylko na siebie, ale patrzę również na innych. To właśnie jest szacunek. Jakie to jest piękne, prawda? Szacunek to właśnie rozejrzenie się, czyli spojrzenie na innych.
Druga rzecz to nie zwalniać się na wakacjach z dobrego wychowania. Po trzecie, jeżeli wyjeżdżamy za granicę, bądźmy ambasadorami swojego kraju i swojej kultury. Po czwarte, przygotujmy się, przynajmniej w minimalnym stopniu, do przebywania w kulturze, która jest inna od naszej. Po piąte, nauczmy się kilku zwrotów grzecznościowych w języku kraju, do którego jedziemy. I po szóste, rozmawiajmy z mieszkańcami o ich kulturze: zadawajmy pytania i przede wszystkim słuchajmy.














