"Jak sama za nie zapłacisz, będą cieszyć tak samo". Polki pokochały ten trend
Jeszcze do niedawna bukiet kwiatów kojarzył się głównie z romantycznym gestem partnera, z okazji lub bez. Dziś coraz więcej kobiet nie czeka na czyjś ruch i same sięgają po tulipany, róże czy piwonie podczas zakupów. Czy to chwilowa moda, przejaw self-care, a może symbol większej zmiany w myśleniu o sobie i swoich potrzebach? Wyniki naszej ankiety pokazują, że kupowanie sobie kwiatów przestaje być "fanaberią", a staje się świadomym wyborem.

Spis treści:
- Kwiaty nie muszą być podarunkiem od kogoś
- Po co kupujemy kwiaty samym sobie?
- Ewa: "Jak sama za nie zapłacisz, dadzą tyle samo radości"
- Danuta: "To obowiązkowy element w pokojach"
Kwiaty nie muszą być podarunkiem od kogoś
W tym temacie nie da się uniknąć nawiązania do absolutnego światowego hitu Miley Cyrus, który kilka lat temu nucili wszyscy. Gdy po bolesnym rozwodzie piosenkarka wyśpiewała, że sama może sobie kupować kwiaty, kobiety szybko się z nią zgodziły. W międzyczasie dokonała się rewolucja w świecie pań, które decydują się na zdecydowanie większą samodzielność, brak stałych związków i stawianie przede wszystkim na siebie. Czasy, w których kobiety na wielu płaszczyznach zależne były od swojego partnera zdecydowanie są już za nami.
Wracając do tematu kupowania sobie kwiatów, z przeprowadzonej przez serwis Interia Kobieta ankiety wynika, że rzeczywiście coś jest na rzeczy w kwestii unikania łączenia pewnych gestów i spraw z posiadaniem partnera lub jego brakiem. Wygląda na to, że kobiety przestały czekać, aż mężczyzna obdaruje je bukietem. Na ponad 4 tys. osób, które wzięły udział w naszej ankiecie, niemal połowa (48 proc.) kupuje sobie kwiaty sama kilka razy w roku, 11 proc. co tydzień, a 8 proc. co miesiąc. 1/3 ankietowanych nie robi tego nigdy.

Po co kupujemy kwiaty samym sobie?
W jakim celu kupujemy sobie sami kwiaty? Czy stoi za tym jakaś forma self-care, czy kolorowy bukiet świeżych kwiatów traktujemy jako element dekoracji wnętrz?
Katarzyna, 38-latka z Zielonej Góry nie wyobraża sobie sytuacji, w której odmówiłaby sobie pięknego bukietu tylko dlatego, że "nie wypada" kupować go sobie samej.
- To już nie ma racji bytu, by czekać, aż ktoś da mi kwiaty. Pewnie, że dostałam kwiaty od mężczyzn nie raz w swoim życiu i jest to bardzo miłe, ale jedno z drugim nie jest powiązane przecież nierozerwalną nicią. Rzadko bywam w kwiaciarni, ale na szczęście w większości dyskontów, w których robię zakupy, są bukiety i to w przystępnych cenach. Kupuję je sobie jak tylko jakiś mi się spodoba. Bukiet cieszy oko, po prostu sprawia, że się uśmiecham. Lubię mieć w wazonie w salonie tulipany, róże czy nawet gipsówki. Dom wygląda jakoś radośniej wtedy przez co i ja się lepiej czuję - przyznaje.
Ewa: "Jak sama za nie zapłacisz, dadzą tyle samo radości"

Ewa, 42-letnia wrocławianka jest fanką wszelkich żywych roślin, nie tylko kwiatów ciętych.
- Bukiety kocham, czekam teraz na sezon na piwonie, moje ukochane. Potem słoneczniki. Ale lubię też "polować" na jakieś biedaczki w marketach: wysuszone, zmarniałe kaktusy, fikusy, skrzydłokwiaty. Kupuję za grosze i zwykle udaje mi się je odratować. Mam takich "ocaleńców" sporo w całym domu i uwielbiam tę satysfakcję, że udało mi się je przywrócić do życia i kwitnienia. Jak chcesz mieć kwiaty, to je sobie kup. Nie czekaj, aż ktoś ci je da na urodziny czy Dzień Kobiet. Jak sama za nie zapłacisz, dadzą tyle samo radości, obiecuję - śmieje się.
Danuta: "To obowiązkowy element w pokojach"

Danuta, 71-letnia żona, mama i babcia pokochała kwiaty w wazonie dopiero na emeryturze. Oczywiście otrzymuje je przy wszelkich ważniejszych okazjach, ale co tydzień podczas zakupów wybiera dwa bukiety: jeden do salonu, drugi do jej pokoiku, w którym czyta książki. - Moje ulubione kwiaty to goździki, pokochałam je, gdy byłam młodziutką panną. Są bardzo wdzięczne, bo długo stoją. Lubię też róże w różnych kolorach. Podcinam im łodygi i cieszą oko cały tydzień, a potem kupuję kolejne. Już nie wyobrażam sobie, żeby nie było wazonu w pokoju. Świeże kwiaty to taki już obowiązek. Ja nie mam ręki do doniczkowych, dlatego, chociaż te chcę mieć. Kupuję je razem z mężem, jak on płaci, to udaje, że mi je oficjalnie wręcza, choć sama je zawsze wybieram - mówi zadowolona.
Jest w tym coś otulającego serce, że pozbyliśmy się lub pozbywamy sztywnego myślenia o kwiatach jako prezencie od kogoś. Bo kwiaty nas cieszą, dopełniają wnętrze. Dobrze, że potrafimy obdarować sami siebie tym, co lubimy, zamiast czekać, aż ktoś spełni nasze potrzeby i pragnienia. Nawet te tak drobne. Bo to od nich się zaczyna zmiana myślenia. Także o sobie samym/ej.
Odkryj sekrety pięknych kwiatów w domu i ogrodzie. Sprawdź nasze porady i spraw, by każda roślina rosła zdrowo i pięknie. Więcej na kobieta.interia.pl/porady










