Reklama

Reklama

Jak wychować nazistę? Edukacja do śmierci

"Mam nadzieję czuć ból, dużo bólu, gdy moje dziecko będzie przychodziło na świat. Chcę czuć, że przechodzę prawdziwą mękę, dla Fuhrera", mówi młoda ciężarna nazistka Gregorowi Ziemerowi, autorowi książki "Jak wychować nazistę". Nie jest jedyną, która tak myśli. Ukształtował ją system, który tworzenie fanatyków doprowadził do perfekcji. Jego metody i mechanizmy są dzisiaj złowieszczym memento.

Kiedy w 1932 roku NSDAP toruje sobie drogę do władzy, w wyborach otrzymuje 37 proc. głosów.  To na tyle dużo, by być największą partią w parlamencie, ale wciąż za mało, by mówić o poparciu większości społeczeństwa. A jednak w kilka lat później kraj ogarnięty szaleńczą ideą rusza na podbój świata. Co się stało przez ten czas? Po mianowaniu Adolfa Hitlera na kanclerza Niemiec władza w ciągu roku przekształciła się w dyktaturę, ale oprócz terroru uruchomiła machiny, które miały spowodować, że "nieprzekonani sami uwierzą", pójdą za Hitlerem z entuzjazmem i oddadzą życie za jego ideę. Pierwsza to często omawiana machina propagandowa. O drugiej mówi się znacznie mniej - to nazistowski system wychowania i edukacji, który objął całą niemiecką młodzież, a za cel obrał sobie jedno: wychowanie dobrych nazistów.

Reklama

Karteczka od ministra

Gregor Ziemer, autor książki "Jak wychować nazistę", w 1939 roku był dyrektorem Szkoły Amerykańskiej w Berlinie. Obserwował niepokojące zjawiska. Dzieci żydowskiego pochodzenia uczące się w jego szkole były atakowane przez niemiecką młodzież, a interwencje u wychowawców były bezskuteczne. Ziemer zastanawiał się, co właściwie dzieje się w nazistowskich szkołach. Przeczuwał, że to "inkubatory ideologii" i nie zatrzymał się na domysłach.

Choć szybko zdał sobie sprawę, że szkolnictwo to instytucja pomocnicza wojska, a jej metody są "strzeżone niczym tajemnice wojskowe", postanowił przekonać się na własne oczy, jak się sprawy mają. Dzięki łapówkom dla kontrolującego Szkołę Amerykańską kuratora, Ziemer dotarł do ministra edukacji, który nie tylko udostępnił mu oficjalny podręcznik dla nauczycieli, ale wydał też zezwolenie na wizytację nazistowskich instytucji edukacyjnych.

Jak Ziemerowi się to udało? Trochę pochlebstwem - zapewnił, że będzie mógł w Ameryce opowiedzieć o "znakomitych wynikach" niemieckich szkół. Sporą rolę odegrała też próżność ministra i chęć pokazania tworzonej potęgi, której reszta świata słusznie powinna zacząć się bać. Ziemer uzyskał dokumenty, które dały mu wgląd do niewiarygodnie zorganizowanego i przerażającego świata.

Szkoła uczy i wychowuje

Często się tak mówi. Nauka to przedmioty takie jak: biologia, fizyka, historia, czy literatura. Wychowanie kojarzy się z "poboczami" planu lekcji: godziną wychowawczą, szkolnymi akademiami, może jeszcze etyką czy katechizacją. Zupełnie inaczej było w szkole nazistowskiej. Tu nauka w ogóle nie była istotna, a najważniejszym celem stało się wychowanie. Bardzo jasno sprecyzowano, kogo ma ukształtować system edukacji: dobrego nazistę, czyli chłopca - żołnierza, który bez wahania odda życie za Hitlera i dziewczynę - matkę hitlerowskiego żołnierza. Aby to osiągnąć, dobrano odpowiednie środki.

Szkoła, która nie uczy

Edukacja chłopców i dziewcząt przebiegała oddzielnie. Najważniejszy przedmiot? Wychowanie fizyczne. Podręczniki? Nie są potrzebne. Nauczyciel?  Gorliwy nazista, często w mundurze, stosujący żelazną dyscyplinę w razie potrzeby popartą przemocą. Lekcje? Tylko, jeśli nie ma akurat wojskowych defilad czy politycznych zebrań, które mają priorytet. Nie są potrzebne nawet plany lekcji. Nauka? Biologia w takim zakresie, żeby podkreślić znaczenie rasy. Geografia? Na tyle, żeby poznać terytoria planowanych podbojów. Historia? No cóż, "działania, a nie gnuśne rozpatrywanie przeszłości, stanowią ducha edukacji". Rozwój intelektualny, dyskusje i analizy? Przed tym ministerstwo przestrzega szczególnie. Rozwój intelektualny może prowadzić do indywidualizmu, a to nie jest dobra cecha żołnierza czy członka partii. Nadmiar wiedzy, a tym bardziej kwestie etyczne, intelektualne czy szeroko pojęta kultura, mają nie obciążać głowy ucznia. Jest on wychowywany do działania i ma wyjść ze szkoły ukształtowany politycznie, jako trybik potężnej maszyny rozumiejący, że państwo jest ważniejsze niż jednostka.

Kogo nie warto kształcić i co się z nimi dzieje

Przede wszystkim słabych. Cały misternie skonstruowany system nie ma zamiaru wytracać energii na nierokujące przypadki. Uczeń słaby to nie taki, który nie radzi sobie z matematyką lub nie jest "zdolny". Chodzi tu o dosłownie rozumianą siłą fizyczną. Wymagane jest też ślepe posłuszeństwo i podporządkowanie się ideologii. Powszechna edukacja obejmowała dzieci do 10. roku życia. Później następowała weryfikacja.

Ale "powszechna" wcale nie oznaczała "dla każdego". Dzieci "nieczyste" rasowo lub obciążone chorobami genetycznymi nie pasowały do nazistowskiego obrazka i podjęto wszelkie wysiłki, by wyeliminować je nie tyle z systemu edukacji, co życia w ogóle. Masowo sterylizowano kobiety, które według państwa nie zapowiadały się na matki ultra sprawnych żołnierzy. Wystarczył daltonizm, urodzenie słabych dzieci wcześniej lub nieprawomyślne poglądy. Ziemer osobiście był świadkiem, jak lekarze kolejno sterylizują kobiety wjeżdżające na salę operacyjną jak na fabrycznej taśmie. Tylko w tej jednej klinice sześciu chirurgów operowało przez cztery dni w tygodniu.

Efekty? Jeden z urzędników zapewnił Ziemera, że w nazistowskich Niemczech nie ma upośledzonych dzieci poniżej 7. roku życia. A co z np. niepełnosprawnymi intelektualnie dziećmi urodzonymi przed dojściem Hitlera do władzy? Do 10. roku życia daje się im "szansę". W specjalnych ośrodkach wtłacza się w nie tyle ideologii, ile są w stanie pojąć. Jeśli nadają się do prostych prac, zostają wysterylizowane i pozostawione przy życiu. Nierokujących zabiera się do "pokoju Hitlera", czystego pomalowanego pomieszczenia, gdzie mają wypełnić jedyne zadanie, jakie ma dla nich państwo, czyli umrzeć dla Hitlera. W ośrodku, który wizytował Ziemer, zabijano kilku niepełnosprawnych chłopców w miesiącu.

Wychowanie chłopców. Gotowi na śmierć

To właśnie powinni wynieść ze szkoły: pragnienie oddania życia za Hitlera. Nie jest łatwo zaprzeczyć naturalnemu instynktowi przeżycia. Dlatego edukacja zaczyna się bardzo wcześnie i zajmuje się dziećmi bardzo skrupulatnie. Mimo niechlujnych harmonogramów lekcji (lub ich braku) i pobieżnych programów nauczania, proces formowania jest systematyczny i dopracowany w szczegółach.

Już przedszkolaki uczone są czcić przywódcę, a słowa ich dziecięcych piosenek to: "Kochamy naszego Fuhrera (...) umieramy za naszego Fuhrera". Dzieci to podatny grunt, wkrótce swoim uwielbieniem dla Hitlera zaczynają zawstydzać nawet swoich wychowawców, żarliwych nazistów. Sześciolatki składają pierwszą przysięgę, że gotowe są oddać życie za Fuhrera. Będą ją jeszcze powtarzać wielokrotne.

Z takim nastawieniem wkraczają w pierwszy etap nazistowskiej edukacji. Jak podaje Ziemer, chłopiec miedzy 6. a 10. rokiem życia to Pimpf, rodzaj hitlerowskiego "zucha". Będzie sporo wycieczek, sportu, stawiania namiotów i orientacji w terenie. Trochę zabawy, a jednocześnie wojskowego przygotowania. Pimpf ma już swój mundurek, a przy pasku książeczkę, w której odnotowywane będą zdobywane sprawności i postępy na drodze ideologicznej. Lepiej żeby wszystko było w niej w porządku, bo te dane będą się za chłopcem wlekły i wyznaczą drogę jego kariery w świecie, w którym nie ma za wielu możliwości. Od tej pory jego życie będzie pod nieustanną kontrolą systemu. Fizyczne wyzwania będą coraz większe, a wojskowy charakter szkoły coraz wyraźniejszy.

Pimpf to dzieciak, ale gra o wysoką stawkę. Jeśli obleje końcowy egzamin i nie dostanie się do Jungvolk, jego życie będzie przegrane już na starcie. Jeśli uda mu się awansować, weźmie udział w quazi-religijnej uroczystości, podczas której będzie przysięgał na flagę umoczoną w ludzkiej krwi, że gotów jest oddać życie dla Hitlera. Tego rodzaju rytuały inicjacyjne będzie przechodził na każdym etapie formowania.

Jungvolk, etap przygotowawczy przed Hitlerjugend, to chłopcy w wieku 10-14 lat. Nadal mają przy pasku książeczkę. Na tym etapie fizyczne wyzwania będą testowały granice wytrzymałości chłopców. Mają uformować z nich twardych jak żelazo, wytrzymałych żołnierzy. Propagandowa przygodowo-heroiczna literatura, podsyci w nich żądzę działania, żarliwą nienawiść do wrogów i gotowość do poświęceń. I oni, jak przedszkolaki, śpiewają pieśni, w których "żyją i umierają dla Hitlera", czcząc go jak pogańskie bóstwo. To nie tylko przenośnia. W dzień przesilenia letniego na wzgórzach w pobliżu starych zamczysk odbywa się święto Słońca. "Naszym Słońcem jest Adolf Hitler", słyszą chłopcy podczas nowych rytuałów. Architekci tego systemu są doskonale wiedzą, że za świętości znacznie łatwiej oddać życie niż za polityków. I słowo "święty" będzie maglowane w nazistowskim wychowaniu na wszelkie sposoby. Święta jest krew, święta jest niemiecka ziemia, święte są naród i rasa. Powodów, by umierać jest wiele.

Ukoronowaniem wysiłków wychowawczych jest Hitlerjugend, organizacja, do której mogą wstąpić chłopcy w wieku 14-18 lat. To już niemal wojsko. Chłopcy noszą mundury przypominające szturmowe, są wyszkoleni i ideologicznie ukształtowani. Hitlerjugend ma system rang i awansów oraz przekonanie o własnej ważności i potędze. Lekceważy stare tradycje, tworzy nowe rytuały. Chłopcy marzą o podbojach i bohaterskich czynach. Szlifują żołnierskie rzemiosło. Lekcje szkolne trwają od 8 do 13, (chyba, że są defilady, manewry itp.). Główny nacisk kładziony jest na wychowanie fizyczne. Inne przedmioty podporządkowane są celom wojskowym. Matematyka to trajektorie pocisków, chemia to materiały wybuchowe, geografia to nauka o rasie i przestrzeni. Z przedmiotów najbliżej kultury - muzyka nazistowska.

Popołudnia i wieczory, podobnie jak na pozostałych etapach edukacji, poświęcone są na działalność w ramach organizacji. Państwo nie spuszcza młodych z oka przez cały dzień.

Ponieważ nawet nie mieliby czasu, by się przebrać, spędzają dnie w mundurach pod nadzorem gorliwych wychowawców lub wyróżniających się liderów grup. Najlepsi mogą starać się o przyjęcie do szkół przywództwa.  

Gry wojenne, w których uczestniczą chłopcy, trwają nawet po 10 dni i odznaczają się dużą dozą realizmu. Kto odrywa rolę wroga czy szpiega i zostanie schwytany, może liczyć na prawdziwe razy i poniżanie, bo "nie są to pogaduszki przy kawie dla starszych pań". Do widoku cierpienia chłopcy mają być przyzwyczajeni, mówią bez ogródek ich wychowawcy.

Edukacja dziewcząt. Macierzyństwo dla Hitlera

Nazistowskie państwo o wiele mniej wysiłku wkłada w wychowanie dziewcząt. Tu instrukcje, zarówno ministerialne jak i te samego Hitlera, są znacznie skromniejsze. Bo i cel jest mniej skomplikowany. Od dziewcząt oczekuje się właściwie jednego, że będą rodziły zdrowe dzieci, przyszłych żołnierzy Hitlera. Edukacja ma być ograniczona do minimum. Kiełkujące za czasów Republiki Weimarskiej oraz w krajach demokratycznych idee równouprawnienia są wprost wyśmiewane. Nie takie jest biologiczne przeznaczenie kobiety.

Dziewczęta dostają solidną dawkę wychowania ideologicznego w ramach każdych zajęć. I tu nacisk na wychowanie fizyczne jest spory. Oprócz tego uczą się czytać i pisać, mają zajęcia z eugeniki, higieny i prowadzenia gospodarstwa domowego. Nie ma podręczników, ani zadań domowych. Lekcje trwają od 8 do 13. Popołudnia, wieczory i weekendy są zajęte przez działalność w organizacjach młodzieżowych.

Młodsze należą do Jungmadel. Nieco starsze wstępują do BDM, a ich program szkolny obejmuje także kwestie związane z życiem płciowym i rozmnażaniem. Zachęcane są do jak najszybszego podjęcia współżycia i zajścia w ciążę. Nie muszą martwić się zdobywaniem wykształcenia, zakładaniem rodziny, czy budowaniem stałego związku. Ważne, by do stosunku doszło z czystym rasowo, zdrowym mężczyzną. Resztą zajmuje się państwo. Ciężarne dziewczęta otaczane są troskliwą opieką w specjalnych domach, zazwyczaj położonych w sielskich okolicach, gdzie ich jedynym obowiązkiem jest wysłuchiwanie wykładów z ideologii nazistowskiej. Są lata 30. ale nie muszą się obawiać odium "nieślubnej ciąży". Przeciwnie. Spływa na nie prestiż. Urodzą państwowe dzieci, dzieci Hitlera. W jednym z Domów Pomocy Matce i Dziecku, młoda dziewczyna mówi Ziemerowi: "Sprowadzam je na świat, bo on [Hitler] mnie o to prosił. (...) Czy boję się urodzić dziecko? (...) Mam nadzieję czuć ból, dużo bólu, gdy moje dziecko będzie przychodziło na świat. Chcę czuć, że przechodzę prawdziwą mękę, dla Fuhrera"!

I w ich życiu zdarza się miejsce dla "sacrum". Bywa, że młodsze modlą się do Hitlera. Starsze w dziwacznych rytuałach zwracają się do jednego z "męczenników" nazizmu, by zapewnił im płodność.

Rodzice

System nazistowskiej edukacji jest młody. Zanim dzieci przejdą pełen cykl i wydadzą na świat własne potomstwo, musi upłynąć czas. Na razie nazistowska szkoła nie nastawia się jakoś szczególnie na współpracę z rodzicami. Państwo bierze kontrolę w swoje ręce. Rodzice oddający dzieci do żłobka czy przedszkola podpisują dokument, pozwalający instytucjom na stosowanie dowolnych metod. Młode matki, które korzystały z pomocy, będą odwiedzane przez kontrolerki sprawdzające, jak idzie wpajanie nazizmu maluchom, aż do czasu, kiedy przejmie je szkoła. Wtedy lekcje i działalność w organizacjach młodzieżowych wypełnią młodym ludziom całe dnie, łącznie z weekendami. Częste będą wielodniowe wyjazdy na rozmaite obozy i manewry. Z rodziną nie spędzą za wiele czasu.

To raczej dzieci są czynnikiem nacisku na rodziców. Ziemer przytacza historię pimpfa, któremu odmówiono awansu do Jungvolk, bo jego ojciec "nie jest wystarczająco dobrym nazistą".

Dzieciak, wie, że jego życie jest skończone i podejmuje próbę samobójczą. Chłopca udaje się odratować, a jego ojciec podpisuje deklarację, że będzie aktywny w partii i wstąpi do Arbeitsfront. Przyszłość syna jest uratowana.

Uniwersytet

Po roku pracy i wstąpieniu do wojska można się ubiegać o zezwolenie na podjęcie studiów. Również na uniwersytetach tępiony jest intelektualizm. Preferowane są kierunki praktyczne i ideologiczne. Kursy wydziałów filozoficznych redukowane są do minimum. Życie studenckie nie istnieje, funkcjonują za to doskonale organizacje nazistowskie oraz siatki szpiegów i donosicieli.

Kobiet, jak łatwo się domyślić, jest wśród studiujących niewiele. Semestry są skrócone, a studenci pojawiają się na zajęciach nieregularnie. Zbyt zaabsorbowani są działalnością w partii. Starzy profesorowie są zrozpaczeni, ale jeśli się nie podporządkują nie zagrzeją tam długo miejsca.  Będą mieć szczęście, jeśli nie skończą w obozie koncentracyjnym. Biblioteki z dziełami klasyków świecą pustkami.  Książki to strata czasu. Szczególnie aktywnym politycznie studentom na egzaminach należy się wyrozumiałe traktowanie. Zakazane są homoseksualizm i antykoncepcja. Rozrywki? Studenci spotykają się czasem przy piwie. Dominują tematy polityczne, przechwałki dotyczące udziału w pogromach i śpiewy.  Szalenie popularne są pojedynki, często ze śmiertelnym wynikiem.

  

Ziemer w swojej książce opisuje stan systemu edukacji nazistowskiej na 1939 rok. Skrzętnie notował nie tylko obserwacje w czasie wizytacji rozmaitych instytucji, ale i rozmowy z uczniami, uczennicami, wychowawcami, urzędnikami. Był naocznym świadkiem ceremonii i rytuałów inicjacyjnych, manewrów i gier wojennych. Dotarł do unikatowych dokumentów.

 Książkę wydał w roku 1941 pod tytułem "Edukacja do śmierci". Teraz ponownie budzi ona zainteresowanie. Pokazuje dobitnie, do czego prowadzi edukacja, która nie uczy myśleć, a ślepo poddawać się dyscyplinie. Oparta nie na wiedzy, ale na ideologii. Nie na swobodnych poszukiwaniach, ale na fanatycznej czci. Wypruta z kultury, intelektualnych przemyśleń i rozwijania wrażliwości, a skupiona wyłącznie na celach praktycznych. Pokazuje też, z czego wynika siła skuteczności tego systemu.  Naziści dokładnie określili swój cel, wiedzieli, jakiego człowieka chcą "wyprodukować". I do tego celu dobrali środki.  

Tekst: Izabela Grelowska

Na podstawie: Gregor Ziemer "Jak wychować nazistę"

 Czytaj również:

Spadkobiercy zbrodni

Dzieci, które przeszły piekło

Kobiety, ofiary eksperymentów medycznych w Auschwitz

My wszyscy tylko wykonujemy rozkazy

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nazizm | nazistowska edukacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje