Reklama

Reklama

Jak wyglądała odbudowa powojennej Warszawy?


Reklama

Pod koniec września 1944 roku, gdy na lewym brzegu dogorywało powstanie, władze lubelskie optymistycznie zakładały, że wojska radzieckie i polskie zastaną w mieście do 900 tysięcy mieszkańców, czyli niewiele mniej, niż przebywało tam przed 1 sierpnia.

Powstał nawet projekt odezwy do ocalałych mieszkańców, nawołującej do pomocy w usuwaniu "gruzu, trupów, padliny, rozbitych czołgów, samochodów i broni". 17 stycznia 1945 roku nie było już do kogo apelować. Oczom Spychalskiego ukazało się miasto, które przestało nosić cechy miasta - nawet byłego miasta. Warszawa przypominała raczej posępny twór nieokiełznanej natury. (...)

Rozsądni ludzie nie odmawiali Warszawie w przyszłości roli stolicy, ale nie wyobrażali sobie odtworzenia całej metropolii. Spekulowali o zbudowaniu czegoś w rodzaju polskiej Canberry - stosunkowo małego ośrodka mieszczącego centralne instytucje i kwatery dla ich pracowników. Żywotne funkcje gospodarcze czy kulturalne mogłyby wziąć na siebie inne miasta, w których zachowały się fabryki, uniwersytety i teatry. (...)

Odbudowa stolicy miała jednoczyć naród nie tylko za nową władzą, ale i przeciwko tej starej i jej emigracyjnym sukcesorom. 6 lutego 1945 roku na plenum Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej Władysław Gomułka grzmiał:

- Odbudowa Warszawy, postawienie nowej Warszawy na miejscu tej zniszczonej przez okupanta i zniszczonej równocześnie przez zdradziecką politykę reakcjonistów polskich [czyli w wyniku powstania warszawskiego - przyp. G.P.] - stanąć musi przed całym narodem. 

Komuniści dawali do zrozumienia, że potrafią budować, a oponenci tylko siać zniszczenie, wywołując beznadziejne powstania, knując coś po lasach i emigracyjnych salonach. Przyszły kierownik Biura Odbudowy Stolicy Roman Piotrowski tłumaczył kilka lat później:

- Z politycznego punktu widzenia decyzja Rządu Tymczasowego [...] pozwalała nam przeciwstawić się zakusom tych, którzy z Londynu chcieli wmówić światu, że oni wyrażają wolę narodu.

Wszyscy przeciwnicy nowej władzy zostali w ten sposób automatycznie ustawieni na pozycji przeciwników konstruktywnego działania. Szybko odbudowana i stołeczna Warszawa miała też być tożsamościowym punktem odniesienia dla całego pokiereszowanego przez wojnę, rozproszonego, wymieszanego i przesuniętego na zachód narodu. W jednym z przemówień powołany w czerwcu 1945 roku minister odbudowy Michał Kaczorowski przekonywał:

- Naród polski przesuwa się ku zachodowi, obejmuje ziemie od wieków zagospodarowane przez wrogie nam społeczeństwo. [...] Nasz osadnik kształtować będzie swe życie pod ciśnieniem tych pozostałości. By zabezpieczyć jego dorobek przed wpływem osiedli niemieckich, musimy jak najszybciej odtworzyć pełną zdolność do życia naszego ośrodka polityki i centrum kultury - Warszawę". (...)

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | architektura | II wojna światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje