Reklama

Reklama

Jonathan Carroll: Wszyscy szukamy spełnienia w miłości


Reklama

Natrafiłam w książce na wiele nawiązań do kultury polskiej, bliskowschodniej a także greckiej. Fascynują cię inne kultury i zwyczaje?

- Spędziłem dużo czasu w Grecji i nigdy nie miałem postaci osadzonej w tej kulturze, więc postanowiłem taką stworzyć. Kiedyś dużo podróżowałem, ale już tego nie robię. Chyba się "wypodróżowałem". Więc udanie się do Nigerii, czy Litwy już mnie nie interesuje. Interesują mnie jednak ludzie, którzy zamieszkują te odległe kraje, ale odwiedzam ich tylko w mojej głowie. Właśnie w taki sposób teraz podróżuję.

Interesuje mnie dylemat, który nazwałeś w książce "pytaniem o lody": Czy wybrać spokojne życie, które nie zaskoczy cię niczym szczególnym, czy próbować sięgnąć po najwspanialsze doznania, które mogą przydarzyć się nam tylko raz?

Jakie jest Twoje stanowisko?

- Myślę, że doświadczamy w życiu wiele nieciekawych rzeczy, takiej codziennej, męczącej rutyny. Wstajesz rano, jesz płatki i biegniesz do szkoły, czy pracy, a późnej idziesz do kina i jesz obiad. Jednak bardzo rzadko zdarza się coś wyjątkowego, coś, co naznacza twoje życie. Może to być romans, wspaniała podróż, czy poznanie wyjątkowej osoby.  I to jest właśnie coś, co weźmiesz ze sobą do grobu. Nie zapamiętasz tej codziennej rutyny i rzeczy, które robisz po tysiąc razy, takich jak pięćdziesiąt dziewięć tysięcy wypitych kubków kawy. Więc jeśli zapytasz mnie, czy chcę wypić najlepszą kawę na świecie, ale tylko raz, to odpowiem: "Jasne, dawaj mi ją!". Wiem, że będę zawiedziony kolejnymi kawami, ale pozostanie ze mną pewne niezwykłe wspomnienie.

Jak z tym dylematem poradził sobie Graham Patterson?

- Książka zaczyna się od historii faceta, który orientuje się, że jego życie nie jest takie, jakim je sobie wymarzył. On chce być komikiem, ale nie jest w tym dobry, więc myśli: "Co mam teraz zrobić?". W tym konkretnym życiu stał się później świetnym fotografem, miał w sobie to coś, ten magiczny talent. W innym wcieleniu był tylko głową rodziny. To nie było wyjątkowe życie, ale znalazł w nim dużo szczęścia. Był w udanym związku z osobą, którą bardzo kochał, miał syna, który był jego oczkiem w głowie. Mamy więc jednego Grahama, który jest samotny, a jego życie jest porażką. Drugi odnosi wielki sukces i ma świetną przyjaciółkę. Natomiast trzeci nie jest wcale wyjątkowy, ale ma rodzinę, którą uwielbia. Zakończenie książki może bardzo zaskoczyć, ale taki miał być jego cel.

To prawda, zakończenie było bardzo niecodzienne. W końcu wszystko dotyczyło emocji, a decyzja Grahama wypłynęła właśnie z miłości do dziecka. Uważasz, że to właśnie miłość jest najważniejsza?

- Tak, ponieważ ważną sprawą, którą chciałem przedstawić w książce, jest poszukiwanie miłości. Pierwszy Graham wciąż powtarzał, że nie jest dobry w kochaniu, drugi nie mówi o tym wiele, ale czuje się samotny, a trzeciego miłość otacza zewsząd. Jeśli o tym dłużej pomyślisz, to "Mr. Breakfast" jest opowieścią o poszukiwaniu miłości. Źródłem miłości wcale nie musi być druga osoba, może być nim praca, religia, czy cokolwiek innego. Wszyscy jednak szukamy tego spełnienia w miłości, które niesie nas przez życie. Na przykład zakonnica lub ksiądz oddają wszystko Bogu. Uważam, że prawdziwie spełniona osoba to taka, która zdaje sobie sprawę z tego, że ową miłość znalazła.

Każda z opisanych w książce postaci ma inny cel, a także inny, wyjątkowy talent, który odkrywają w różnych momentach swojego życia. Kiedy ty odkryłeś swój?

- Zacząłem pisać na poważnie gdy skończyłem 17 lat. Podczas studiów nauczyciele byli zachwyceni tym, co tworzyłem i zachęcali mnie do dalszej pracy. To było bardzo pomocne. Wtedy też napisałem swoją pierwszą powieść. Na początku napisałem trzy książki, których nikt nie chciał wydać. Jedną z nich była "Kraina Chichotów". Jeśli jesteś w stanie zaakceptować niejedną porażkę, aby coś osiągnąć, to znaczy, że jest to twoją pasją. Osoba, która nie jest zainteresowana malarstwem, pisaniem, czy fotografią zrezygnuje w takiej sytuacji bardzo szybko. Napiszesz jedną książkę, nikt jej nie chce i od razu się poddajesz. Jeśli jednak wciąż próbujesz, to znaczy, że jest w tym mnóstwo pasji. Po początkowych porażkach zacząłem odnosić prawdziwy sukces w wieku 20 lat.

A wcześniej? Co interesowało Cię zanim odkryłeś potęgę słów?

- Chciałem być gangsterem. Gdy byłem w liceum cały czas wpadałem w kłopoty. Policja w mieście, w którym, mieszkałem poleciła moim rodzicom, aby odesłali mnie do prywatnej szkoły, żeby uratować mnie przed złym wpływem rówieśników i więzieniem. Tak więc zrobili, a ich decyzja odmieniła moje życie kompletnie. Nienawidziłem prywatnej szkoły, ale odcięła mnie od tego całego środowiska. Więc zanim zacząłem rozważać pisanie powieści, kradłem kołpaki.

Dowiedz się więcej na temat: "Mr.Breakfast" | Jonathan Carroll

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje