Joseph Bennett: Pokaz mody trwa tylko chwilę. Ja jestem twórcą tej chwili

O współpracy z Alexandrem McQueenem, stresie w pracy i o tym, że starożytny Rzym wcale nie był biały, rozmawiamy z Josephem Bennettem, związanym z SHOWstudio scenografem pokazów mody i dwukrotnym laureatem prestiżowej nagrody Emmy.

Dominika Dziubińska: Na spotkaniu z uczestnikami warsztatów podczas Art&Fashion Forum by Grażyna Kulczyk powiedziałeś, że wszystko wokół nas jest istotne. Jak to się ma do pracy w branży modowej - chodzi o detale?

Reklama

Joseph Bennett:  - Chodziło mi raczej o to, że trzeba być świadomym np. tego skąd biorą się trendy, od czego wszystko się zaczęło, dlaczego poszczególne części garderoby wyglądają teraz w taki, a nie inny sposób. Przed zabraniem się do pracy należy dokładnie zbadać krąg swoich zainteresowań. Każdy aspekt życia, doświadczenie, wpływ, który ktoś na tobie wywrze, może okazać się istotny. Mam tu na myśli, także z pozoru nieskomplikowane czynności jak podróżowanie, oglądanie filmów, czytanie książek. Czasami najciekawsze pomysły przychodzą z najbardziej niespodziewanego źródła. Możesz spojrzeć na tę czerwoną ścianę za nami i ona może mieć kluczowe znaczenie dla projektu, który aktualnie tworzysz. Kiedy pomyślę o nowym pokazie albo instalacji, która za chwilę pojawi się na wystawie, mogę nagle stwierdzić, że czerwony, to właśnie to, czego brakowało mojemu projektowi, aby go zakończyć. Trzeba być otwartym na świat i to, co on nam przynosi.

- Kiedy pracowałem przy serialu "Rzym", wszyscy mieli jakieś wyobrażenia na temat tego, jak ten Rzym wyglądał w starożytności. Często pojawiały się głosy: Pomalujmy wszystko na biało, wtedy na pewno wszystko było białe! Postanowiłem, więc cofnąć się te kilka wieków wstecz i sprawdzić, czy rzeczywiście było tak, jak myślą. I co? Okazało się, że większość budynków była kolorowa! Z góry wyrobiona opinia na temat tego, jak rzeczy powinny wyglądać nie zawsze jest słuszna.

Czym różni się praca nad pokazem mody od tej na planie filmu bądź serialu telewizyjnego?

- Tworząc pokaz musisz pamiętać, że będzie on trwał tylko chwilę i to ty jesteś twórcą tej chwili. Dla filmu czy serialu tworzymy zaplecze, tło dla aktorów. Kiedy idzie o pokaz jest to tło dla prezentowanych ubrań. Istnieje jednak szereg technicznych różnic między pokazem mody i planem filmowym. Na planie dążysz do tego, aby wyglądał jak najbardziej realistycznie, miejsca muszą  doskonale udawać: np. statki kosmiczne, średniowieczne miasta itd. Podczas pokazu wiesz, gdzie się znajdujesz np. w fabryce na obrzeżach Paryża, dlatego nie udajesz, że jesteś w statku kosmicznym, zależy ci bardziej na wprowadzeniu do tej fabryki odpowiedniego nastroju.


Co byś określił jako pierwszy krok w tworzeniu widowiska jakim jest pokaz mody - research, spotkanie z projektantem?

- Wydaje mi się, że pomysł. Nie ma po co robić researchu i angażować się w temat, jeśli nie masz na niego absolutnie żadnego pomysłu. W pokazie musi o coś chodzić, nie wystarczy tylko to, że będzie interesujący, musi się za nim kryć jakaś historia. Zaczynasz od historii, przechodzisz do researchu, a na końcu dopiero przybiera to formę szkicu całości. Kiedy pracuję dla konkretnego klienta, to ja jestem osobą, która ma za zadanie wymyślić tę historię.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że pokaz mody, to coś zupełnie innego niż film, bo nie można go zatrzymać i powtórzyć, eliminując błędy. Który moment pokazu jest najbardziej stresujący?

- Tak rzeczywiście, jeśli pokaz się zaczął, nie ma już miejsca na zmiany i poprawki. Wtedy możesz się tylko zrelaksować i patrzeć, jak wszystko toczy się własnym rytmem. Nie ma po co się stresować skoro i tak nie masz już na nic wpływu.

Niby tak, ale ja stresuję się zawsze i wszystkim!

- Stres jest w porządku! Nie ma powodu przed nim uciekać. Rozmawiałem niedawno z Ridley’em Scottem i zapytałem czy robienie filmów nie jest dla niego zbyt stresujące, ma już w końcu 85 lat, a on tylko machnął ręką i stwierdził, że stres jest super!

- To właśnie dzięki niemu powstają dobre rzeczy. Jeśli w ogóle nie stresujesz się tym, co robisz, to znaczy, że nie jesteś w to odpowiednio zaangażowany. Najważniejsze jest, aby mieć wystarczająco dużo czasu na dobre pomysły, jeśli go nie masz, to rzeczywiście sytuacja staje się trudna i stresująca. Twoim zadaniem jest przecież sprawić, aby ludzie "kupili" to, co dzieje się na wybiegu. Brak czasu powoduje, że chwilami musisz robić rzeczy, których nie jesteś pewna w 100%. Jak widzisz te najbardziej stresujące momenty często nie pojawiają się podczas samego pokazu, tylko jeszcze zanim on ma szansę się wydarzyć.


Pracujesz nadal w branży filmowej czy skupiasz się teraz tylko na przemyśle modowym?

- W zeszłym tygodniu zajmowałem się projektem modowym w Hong Kongu, dwa tygodnie temu byłem z kolei w Chorwacji i pracowałem nad programem telewizyjnym, trzy tygodnie temu był zaś projekt z Lewisem Hamiltonem (brytyjski kierowca wyścigowy przyp. red.), mogę powiedzieć, że jest to prawdziwy mix aktywności. W sekrecie mogę ci się jednak przyznać, że ten element zaskoczenia, to moja ulubiona część tej pracy. Nigdy tak naprawdę nie wiem, czym dokładnie zajmę się za tydzień czy miesiąc.

Jak to się stało, że wylądowałeś w przemyśle modowym? Przekonał cię Alexander McQueen?

- Początkowo robiłem sporo klipów muzycznych, więc znałem już trochę stylistów i projektantów, którzy pracowali ze mną na planach teledysków. W końcu spotkałem Alexandra McQueena, który zapytał, czy nie chciałbym zrobić z nim pokazu mody, a ja stwierdziłem, że w zasadzie czemu nie. Pierwszy pokaz, to ten, w którym wystąpiły roboty, a później były kolejne, bo w między czasie okazało się, że świetnie się dogadujemy, a poza tym to naprawdę fascynujące zajęcie. Oczywiście pracowałem również wcześniej przy reklamach telewizyjnych nawiązujących mniej lub bardziej do przemysłu modowego, ale u McQueena to był mój pierwszy prawdziwy pokaz.


Przypominasz sobie jakiś moment w twojej pracy, który najbardziej zapadł ci w pamięć?

- Ta praca jest zawsze interesująca i inspirująca. Mam w życiu sporo szczęścia i udaje mi się pracować nad bardzo ciekawymi projektami. Oczywiście nie zapominajmy, że ludzie pracujący w tej branży również muszą zarabiać na życie, jednak dopóki mogę sobie na to pozwolić, staram się wybierać do współpracy kreatywnych ludzi, za którymi idą również ciekawe inicjatywy. Trudno powiedzieć, która z nich była moją ulubioną. Często jest tak, że aby powstał świetny projekt, trzeba się nieźle namęczyć, ale efekt wynagradza ci tę ciężką pracę.

Z którym z projektantów wyobrażasz sobie zawodową przyszłość? Masz jakiegoś ulubionego?

- Zagięłaś mnie tym pytaniem, chyba nie umiem na nie odpowiedzieć. Jest naprawdę wiele takich osób.

Forma relacji, która łączyła cię w pracy z Alexandrem McQueenem była niezwykła. Zastanawiam się, czy chciałbyś odtworzyć tę więź z kimś innym.

- Jeśli znasz kogoś podobnego do Alexandra, koniecznie daj mi znać! 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje