Reklama

Reklama

Józef Stalin: Maniak totalnej kontroli

Natura ludzka jest silniejsza niż jakakolwiek jednostka, instytucja czy wynalazek. Ignorując jej prawa, działamy na własną szkodę. Robert Green w książce "Prawa ludzkiej natury" dzieli się wskazówkami, które pozwalają rozszyfrować każdego człowieka. Przeczytaj fragment, w którym autor analizuje narcystyczną postać Józefa Stalina.

Większość osób, które po raz pierwszy spotykały się z Józefem Stalinem (1879 - 1953) na początku jego kariery jako premiera Związku Radzieckiego, uznawała go za zaskakująco czarującego. Mimo że był starszy od większości swoich podwładnych, zachęcał wszystkich, by zwracali się do niego familiarnym rosyjskim zwrotem "wy". Przybierał pozę kogoś całkowicie dostępnego, nawet dla młodszych urzędników. Kiedy słuchał, robił to niezwykle intensywnie i z zainteresowaniem, wpatrując się jednocześnie w mówiącego. Wydawał się wychwytywać najgłębsze myśli i wątpliwości.

Reklama

Najistotniejsze jest jednak to, że sprawiał, iż każdy z jego podwładnych czuł się kimś istotnym, członkiem wewnętrznego kręgu rewolucjonistów. Wyprowadzając swoich rozmówców z biura, otaczał ich ramieniem i zawsze kończył spotkania w intymnej atmosferze. Jak napisał później pewien młody człowiek: ci, z którymi się spotykał, "pragnęli go znowu zobaczyć", bo "tworzył poczucie, że istnieje więź, która łączy ich z nim na zawsze". Czasami zwiększał nieco dystans, co powodowało, że kremlowscy "dworzanie" wpadali w histerię. Potem zły nastrój szefa mijał i znowu mogli się rozkoszować jego łaskami.

Urok Stalina polegał po części na tym, że uosabiał on rewolucję. Był człowiekiem z ludu, szorstkim i nieco nieokrzesanym, ale takim, z którym przeciętny Rosjanin mógł się identyfikować. A poza tym wszystkim potrafił być całkiem zabawny. Uwielbiał śpiewać i opowiadać pieprzne dowcipy. Nic dziwnego, że dysponując takimi cechami, powoli przejmował władzę i całkowitą kontrolę nad ogółem spraw państwowych.

Mijały jednak lata, Stalin rósł w siłę i stopniowo coraz bardziej widoczne stawały się także inne cechy jego charakteru. Okazywana przez niego do tej pory wszystkim życzliwość nie była czymś tak bezinteresownym, jak mogłoby się wydawać. Być może pierwszym ważnym sygnałem takich niepokojących cech Stalina okazał się dla osób z wewnętrznego kręgu jego akolitów los Siergieja Kirowa, wpływowego członka Biura Politycznego, a od czasu samobójstwa, jakie w 1932 roku popełniła żona Stalina, jego najbliższego przyjaciela i powiernika.

Kirow był dosyć prostym, pełnym entuzjazmu człowiekiem, który łatwo nawiązywał przyjaźnie i miał na Stalina kojący wpływ. Zaczynał być jednak nieco zbyt popularny. W 1934 roku grupa przywódców niższego szczebla zwróciła się do niego z pewną propozycją. Ludzie ci mieli dosyć charakterystycznego dla rządów Stalina brutalnego traktowania chłopów. Zamierzali dokonać zamachu stanu i chcieli, aby Kirow został nowym premierem. Kirow pozostał lojalny — ujawnił spisek Stalinowi, który bardzo mu podziękował.

Od tego czasu coś się jednak zmieniło w jego zachowaniu wobec Kirowa, pojawił się w nim chłód, którego nigdy wcześniej nie było. Kirow zrozumiał, w jakie wpadł kłopoty — uświadomił Stalinowi, że przywódca nie jest tak popularny, jak mu się wydawało, i że kimś bardziej lubianym od niego okazuje się ktoś inny. Kirow poczuł, że jest w niebezpieczeństwie. Na wszelkie możliwe sposoby próbował łagodzić kompleksy Stalina.

W wystąpieniach publicznych wymieniał jego przydomek częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Także inne wyrazy jego uwielbienia dla wodza stawały się coraz bardziej przesadne. To jednak sprawiało, że Stalin robił się jeszcze bardziej podejrzliwy, jakby jego przyjaciel starał się tak bardzo, bo chciał ukryć prawdę. Kirow zaczynał przypominać sobie wiele szorstkich żartów, jakie robił sobie ze Stalina. W swoim czasie fakt, że ośmielał się śmiać z dyktatora, był wyrazem ich bliskości, ale teraz Stalin z pewnością zobaczy te żarty w innym świetle. Kirow poczuł się osaczony i bezradny.

W grudniu 1934 roku samotny zamachowiec zastrzelił Kirowa przed jego biurem. Oczywiście nikt nie mógł bezpośrednio połączyć tego zamachu ze Stalinem, ale wydawało się prawie pewne, że wyraził on na ten akt przemocy milczącą zgodę. W latach, które nastąpiły po zamachu, aresztowano jednego po drugim kolejnych bliskich przyjaciół Stalina, co w późnych latach trzydziestych doprowadziło wewnątrz partii do wielkiej czystki, w której życie straciły setki tysięcy ludzi.

Prawie wszystkich objętych czystką najbardziej oddanych akolitów Stalina torturowano, aby wymusić ich zeznania, a potem Stalin z lubością słuchał opowieści oprawców o rozpaczliwych zachowaniach swoich niegdyś dzielnych przyjaciół. Wodza śmieszyły informacje o tym, że wielu z uwięzionych padało na kolana i płacząc, błagało o audiencję, aby prosić o wybaczenie grzechów i uzyskać łaskę, która pozwoliłaby im dalej żyć. Wydawał się rozkoszować ich upokorzeniem.

* Więcej o książce Roberta Greene'a "Prawa ludzkiej natury" przeczytasz TUTAJ.

***Zobacz także***

Dowiedz się więcej na temat: Józef Stalin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje