Kolejki po mięso, pisanki z wydmuszek i mazurki pieczone w piekarni. Tak wyglądała Wielkanoc w czasach PRL
Dziś przygotowania do Wielkanocy są proste: robimy listę zakupów, jedziemy do supermarketu i w ciągu godziny mamy wszystko - od jajek po gotowego mazurka. W czasach PRL-u taka lista była raczej listą marzeń, a jej realizacja wymagała sprytu, znajomości i sporej dawki cierpliwości. Oficjalnie władze nie były zachwycone religijnym charakterem świąt. W mediach przez lata próbowano nawet zastąpić Wielkanoc neutralnie brzmiącymi "świętami wiosennymi". Jednak w polskich domach tradycja miała się dobrze. I choć zdobycie składników bywało trudne, wielkanocny stół potrafił wyglądać naprawdę imponująco.

Spis treści:
- Wielkie polowanie na szynkę
- Kuchnia kreatywności
- Żurek, który pachniał w całym domu
- Mazurki, baby i prodiż
- Pisanki robione naprawdę ręcznie
- Święconka i rodzinne spotkania
- Śmigus-dyngus bez ograniczeń
- Święta zdobyte wysiłkiem
Wielkie polowanie na szynkę
Największym wyzwaniem przed świętami było jedno: zdobyć mięso. W teorii wędliny można było kupić na kartki. W praktyce oznaczało to długie kolejki i sporą niepewność, czy w ogóle coś zostanie. W wielu domach informacje o dostawie w sklepie rozchodziły się pocztą pantoflową szybciej niż dziś wiadomości w internecie. Bywało, że ktoś wstawał o trzeciej albo czwartej nad ranem tylko po to, żeby zająć miejsce w kolejce przed sklepem mięsnym.
Ogromnym szczęściem była rodzina na wsi. Wtedy często organizowano wspólne zakupy "pół świniaka". Mięso przywożono do miasta i w domowych kuchniach powstawały kiełbasy, szynki czy pasztety. Powrót pociągiem z torbą pełną wiejskich specjałów bywał ryzykowny, ale wielu wspomina, że czasem wystarczyło "podzielić się" kawałkiem kiełbasy albo butelką domowej nalewki i podróż kończyła się bez problemów. W tamtych czasach dobra szynka na wielkanocnym stole była prawdziwym powodem do dumy.
Kuchnia kreatywności
Mimo niedoborów świąteczne stoły wcale nie były puste. Polacy wykazywali się ogromną pomysłowością. Niepodzielną królową stołu była sałatka jarzynowa. Gotowane warzywa, jajka, ogórki kiszone i majonez - przepis prosty, ale smak do dziś wywołuje nostalgię. Problem w tym, że majonez nie zawsze był dostępny. Jeśli udało się go zdobyć, traktowano go niemal jak luksusowy składnik.
Na stole pojawiały się też:
- jajka faszerowane
- jajka w sosie chrzanowym
- różne mięsa na zimno
- galarety mięsne
Dużą popularnością cieszył się sos tatarski - majonez wymieszany z jajkami na twardo, korniszonami i marynowanymi grzybkami. Był idealnym dodatkiem do jajek i wędlin. To była kuchnia sprytu: z ograniczonych składników potrafiono stworzyć naprawdę bogate menu.
Żurek, który pachniał w całym domu
W wielu domach prawdziwym symbolem świąt był żurek. Zakwas przygotowywano samodzielnie, kilka dni wcześniej. W słoju mieszały się mąka żytnia, czosnek i skórka chleba, a kuchnia powoli wypełniała się charakterystycznym zapachem fermentacji.
Do żurku trafiały:
- jajka na twardo
- biała kiełbasa
- czasem boczek
- ziemniaki
Każda rodzina miała swoją wersję tej zupy, ale jedno było pewne: bez niej Wielkanoc właściwie się nie zaczynała.

Mazurki, baby i prodiż
Wielkanoc to oczywiście także słodkości. W wielu mieszkaniach unosił się zapach baby drożdżowej, sernika albo mazurka. Problem polegał na tym, że nie każdy miał w domu piekarnik. Dlatego niezwykle popularnym urządzeniem był prodiż - elektryczna metalowa forma z grzałką, w której można było upiec ciasto.
W jeszcze wcześniejszych latach zdarzało się coś dziś niemal niewyobrażalnego: przygotowane w domu blachy z ciastem zanosiło się do pobliskiej piekarni. Tam, za drobną opłatą, wypiekano je w dużych piecach. Mazurki dekorowano tym, co akurat było pod ręką. Czasem były to bakalie, czasem polewa z kakao albo domowy kajmak przygotowany z gotowanego mleka skondensowanego.
Pisanki robione naprawdę ręcznie
W czasach, gdy w sklepach nie było gotowych zestawów dekoracyjnych, ozdoby wielkanocne powstawały przede wszystkim w domu.
Pisanki barwiono naturalnie:
- łupinami cebuli
- burakami
- młodym zbożem
W wielu rodzinach ozdabianie pisanek było jednym z najważniejszych momentów przygotowań. Dzieci wydrapywały wzory igłą lub żyletką, a na stole pojawiały się całe koszyki kolorowych jajek. Dekoracje były skromne, ale miały duszę: gałązki bazi, bukszpan, ręcznie robione palmy i koronkowe serwetki wyciągane z kredensu tylko na święta.
Święconka i rodzinne spotkania
Koszyczki wielkanocne były zazwyczaj skromniejsze niż dziś. W środku znajdowały się:
- jajka
- kawałek chleba
- sól
- odrobina kiełbasy
- czasem mały kawałek ciasta
Ale sama tradycja była niezwykle ważna. Dla wielu rodzin była jednym z najbardziej wyczekiwanych momentów świąt. Po powrocie z kościoła zaczynało się wspólne śniadanie.

Śmigus-dyngus bez ograniczeń
Drugi dzień świąt oznaczał jedno: wielką wodną bitwę. Na podwórkach bloków pojawiały się wiadra, butelki, pistolety na wodę, a czasem nawet całe garnki. Nikt nie przejmował się mokrymi ubraniami. Dzieci spędzały pół dnia na zewnątrz, uciekając przed kolejną falą wody. To była jedna z tych tradycji, które potrafiły połączyć całe osiedle.
Święta zdobyte wysiłkiem
Wielkanoc w PRL-u miała w sobie coś szczególnego. Może dlatego, że nic nie przychodziło łatwo. Każde jajko, każda kiełbasa i każdy kawałek mazurka były efektem tygodni przygotowań, kombinowania i wzajemnej pomocy. Dziś mamy wszystko pod ręką. Ale wielu ludzi, którzy pamiętają tamte czasy, mówi jedno: tamte święta smakowały inaczej.
Znajdź codzienną dawkę inspiracji od urody i zdrowia po podróże i styl życia. Sprawdź, co nowego na kobieta.interia.pl









