Reklama

Reklama

Koniec miasta, jakie znamy?

Mamy więc miasto, podzielone na wiele małych jednostek, których mieszkańcy jeżdżą na rowerach, podstawowe punkty usługowe mają w zasięgu ręki, kilka razy w tygodniu pracują z domu, a sprawy urzędowe załatwiają mailem. Takie miasto byłoby tańsze i zdrowsze od tego, co metropolii, w których mieszkamy teraz?

Reklama

 - Oczywiście. To, co pani opisała to cel, do którego dąży wielu urbanistów. Z drugiej strony jednak, nie jest to jakaś architektoniczna "rocket science", wymagająca gigantycznych inwestycji i zaawansowanych technologii. Pierwszym krokiem do zbudowania takiego miasta jest przerzucenie do sieci znacznej części obiegu informacji. Jeśli nie będziemy musieli spotykać się osobiście, kilka razy w ciągu dnia, w kilku punktach rozrzuconych po całym mieście, samochód, gwarancja wygody i mobilności, przestanie być potrzebny. Na mniejsze odległości można przecież dojechać rowerem, w przypadku większych dystansów i tak wygodniejszy jest transport publiczny, w którym można np. poczytać książkę. Mniej samochodów to mniej wydatków - drogi są jednymi z najkosztowniejszych inwestycji, wymagają nieporównywalnie większych nakładów niż budynki. To wreszcie oszczędność miejsca - miasto niepoprzecinane grubymi pasmami asfaltu jest o wiele bardziej zieloną i kompaktową przestrzenią.

My tu sobie gdybamy, a zmiany już się pojawiają. Widziała pani, jak hiszpańskie hotele przygotowują się na ten sezon: przegrody z pleksi między leżakami, szybkie testy przy wejściach do hoteli, wytyczone ścieżki, po których będą mogli poruszać się hotelowi goście. Przyjmie się taka forma?

 - Nie sądzę, żeby jakiekolwiek tego rodzaju rozwiązanie miało przetrwać na dłużej. Ci, którzy nie mogą żyć bez rajskich wakacji, pewnie z nich skorzystają i będą narzekać, że dziwnie, niewygodnie i niewakacyjnie. Wydaje mi się jednak, że w tym sezonie mało kto będzie miał ochotę na beztroski wypoczynek. Trudno relaksować się na otoczonym pleksiglasem leżaku, kiedy cały świat walczy o przetrwanie.

Wyciągniemy z tego doświadczenia jakąś lekcję? Psychologowie mówią, że nauczymy się doceniać relacje, ekonomiści, że będziemy żyć oszczędniej, progności trendów, że kończy się konsumpcjonizm. Co mówią architekci?

 - Historia pokazuje, że epidemia może być całkiem cenną lekcją. Przecież modernizm, jeden z najważniejszych nurtów XX wieku, to reakcja na epidemię gruźlicy. Był pomysłem architektów na to, jak ludziom żyjącym w niesamowitym ścisku, w mieszkaniach bez dostępu do bieżącej wody, toalet, świeżego powietrza i światła zapewnić warunki pozwalające na przestrzeganie zasad higieny. To, że dziś każdy ma w domu okno i łazienkę jest między innymi efektem walki architektów z epidemiami. Z drugiej jednak strony, mam wrażenie, że z ludzkością jest jak ze sprężyną: można ją nagiąć, ale gdy tylko siła przestanie działać, natychmiast wraca ona do poprzedniego stanu i to najkrótszą drogą.

A gdybyśmy zdecydowali się jednak na trochę dłuższą drogę? Jakie wnioski warto byłoby wyciągnąć z epidemii?

 - Pozwólmy na zieleń. Przez kilka tygodni lockdownu, możliwość obserwowania wiosny, która w tym roku wybuchła ze szczególną intensywnością, była niezwykłym, wręcz atawistycznym doświadczeniem. Nie zapominajmy o nim. Zostawmy miejsce na współistnienie miasta i natury, bo w kryzysowym momencie to ona jest tym, co podtrzymuje na duchu i pozwala przetrwać.

 *

dr Monika Arczyńska - studiowała architekturę w Gdańsku i w Delft, w 2013 roku obroniła doktorat na temat konsumpcjonizmu w wyborach mieszkaniowych. Przez ponad 10 lat była związana z Heneghan Peng Architects, gdzie pracowała głównie nad projektami budynków użyteczności publicznej, m.in. The Grand Egyptian Museum, The Palestinian Museum, National Centre for Contemporary Arts w Moskwie oraz wielokrotnie nagradzanym Giant’s Causeway Visitor Centre. Wykłada na Politechnice Gdańskiej,  publikuje, m.in. jako stały współpracownik miesięcznika "Architektura Murator" oraz czeskiego INTRO. Obecnie razem z Łukaszem Pancewiczem rozwija własną firmę - A2P2 architecture & planning.

***

#POMAGAMINTERIA

Wolontariusze akcji Zupa na Plantach przed epidemią mogli wspierać osoby będące w kryzysie bezdomności między innymi organizując im spotkania przy misce zupy co niedzielę na krakowskich Plantach. Teraz starają się dostarczać paczki żywnościowe, nawet do kanałów, w których egzystują. Tygodniowo potrzeba 200 takich paczek. Spraw, by pomoc mogła nadal docierać do potrzebujących. Wesprzyj zbiórkę, przekaż produkty, albo namów współpracowników, żebyście pomogli wspólnie. Sprawdź szczegóły >>


 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje