Reklama

Reklama

Korupcja w Rosji to norma

Polityczna przyczyna korupcji sprowadza się do tego, że rosyjska elita władzy postawiła siebie w dość delikatnym położeniu, przyjmując niektóre zasady gry, które narzuciły warunki, w jakich ta elita się pojawiła.

Reklama

Współczesna "warstwa wyższa" rosyjskiego społeczeństwa uformowała się z tych, którzy zajęli swoje stanowiska po rozpadzie Związku Sowieckiego, w warunkach, gdy system ogłosił siebie demokratycznym. W ciągu ostatnich lat przywódcy kraju niszczyli realną demokrację i instytucje nadzorujące władzę, stając się de facto właścicielami dużej części majątku narodowego - ale i tak nie zdołali tego sformalizować.

Dziś Władimir Putin, Igor Sieczin, Dmitrij Miedwiediew lub Igor Szuwałow zachowują się niczym przedstawiciele rządzącej dynastii w jakimś arabskim kraju wydobywającym ropę. W istocie rosyjska elita to pewna analogia saudyjskiego dworu królewskiego składającego się z ponad dwóch tysięcy książąt. Ale jej przedstawiciele nie mają możliwości zalegalizowania tych bogactw, które zostały uzyskane z renty surowcowej i dochodów budżetowych.

W Emiratach Arabskich - kraju autorytarnym, ale świetnie prosperującym - prezydent (szejk Chalifa ibn Zajid al-Nahajjan, emir Abu Zabi) posiada oficjalny majątek o wartości 38,7 miliarda dolarów i nikogo to nie oburza. Majątki rosyjskich przywódców oceniane są na jeszcze wyższe sumy i przedstawiciele zachodnich państw już nie udają, że o tym nie wiedzą - ale ze zrozumiałych przyczyn najwyżsi urzędnicy kraju składają deklaracje podatkowe, które nie mogą wyjaśnić nawet pochodzenia ich zegarków.

W tych warunkach korupcja staje się instrumentem kontroli nad bogactwami, które urzędnikowi dość łatwo przywłaszczyć bez łamania istniejących reguł, ale praktycznie nie może on ich legalizować - i to ma katastrofalne skutki dla gospodarki, ponieważ po to, aby móc włożyć do kieszeni (lub zostawić na rachunku kontrolowanej przez siebie firmy) miliard rubli, trzeba wpisywać do budżetu bezsensowne inwestycje warte dziesiątki miliardów dolarów, na tle których "odpływy" stają się niezauważalne.

Korupcja we współczesnej Rosji jest zatem zarówno ratunkiem dla panującej władzy, jak i jej wielkim problemem. Po pierwsze, pozwala ona istnieć powstałemu w kraju systemowi zarządzania - przy czym sprzyja mu dwojako. Po drugie, tworząc w całej hierarchii władzy poczucie "sterowanej bezkarności" w aspekcie finansowym, elita zapewnia napływ do klasy biurokratycznej specjalistów (dziwnym trafem nazywa się ich teraz w Rosji "technokratami"), skoncentrowanych wyłącznie na pieniądzach oraz karierze i w pełni pozbawionych ambicji politycznych.

Zarazem władza ma wszelkie możliwości kontrolowania biurokratów i w ten sposób z powodzeniem zapewnia sobie ich polityczną lojalność i eliminuje możliwości jakiegokolwiek buntu wewnątrz systemu. "Pion władzy" całkowicie słusznie nazywa się również "pionem korupcyjnym", a ta konstrukcja stanowi moim zdaniem jedną z największych technologii administracyjnych współczesnej Rosji.

Ponadto władza nie mogłaby przyjąć tych ustaw, które uchwala i za pomocą których zarządza krajem, gdyby nie działały one selektywnie - a ludność i biznes w przeciwnym razie nie mogłyby przeżyć. Korupcja na szczycie "spuszczona w dół" pozwala znacznej części ludności względnie normalnie funkcjonować i z powodzeniem rozwiązywać swoje codzienne problemy - tym samym jej istnienie stanowi swego rodzaju czynnik tłumiący, przy braku którego konflikt między "dołami" a "szczytami" stałby się o wiele ostrzejszy.

Właśnie dlatego powszechne, zdawałoby się, odrzucanie korupcji nie przeradza się na razie (jak sądzę, nie przerodzi się i w przyszłości) w walkę z nią na dużą skalę. Kampania antykorupcyjnych aktywistów, na czele z Aleksiejem Nawalnym, ma małe szanse, by na jej bazie uformował się ogólnonarodowy ruch polityczny.

*Więcej o książce Władisława Inoziemcewa "Nienowoczesny kraj" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: korupcja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje