Reklama

Reklama

Krwawe łzy i rany na całym ciele. Oto jak naprawdę powstały ich "stygmaty"

Oszustów nie brakuje na całym świecie. Jednak ci związani z wiarą i Kościołem potrafią zaskakiwać swoimi pomysłami na to, jak mamić wiernych. Do grona osób, które poświęciły nawet własne zdrowie dla kłamstwa, znajdują się niektórzy... stygmatycy. Okazuje się, że ich rany, wizje i cuda, które mieli czynić, wcale nie pochodzą od Boga.

Wierni Kościoła katolickiego wierzą w różne rzeczy, które niekiedy wymykają się naukowemu spojrzeniu. Cuda, objawienia, znaki od Boga - sytuacje, których badacze nie potrafią wyjaśnić, są dla niektórych czymś zupełnie oczywistym.

Choć Kościół stara się badać wszelkie doniesienia o rzekomych cudach, objawieniach i opętaniach, to nawet gdy nie zatwierdzi danego zjawiska, znajdą się wierni skłonni w to wierzyć.

Dlatego też stygmatycy, którzy nawet nie zostali uznani przez władze kościelne za prawdziwych wybrańców Boga, doczekali się sporych grup wyznawców, którzy wierzą w ich nadprzyrodzone zdolności.

Tak naprawdę Kościół tylko dwukrotnie zatwierdził autentyczność stygmatów - u św. Franciszka z Asyżu i św. Katarzyny ze Sieny - a przecież stygmatyków na całym świecie przez stulecia było wielu, w tym popularny ojciec Pio, który został kanonizowany przez papieża Jana Pawła II. Stygmaty włoskiego kapucyna od lat budzą kontrowersje i wciąż nie przestaje się o nich mówić. 

Reklama

Święty miał mieć nie tylko chrystusowe rany na swoim ciele, ale podobno także potrafił lewitować, dokonywać bilokacji, leczyć, wskrzeszać i prorokować. Z pewnością jawił się jako postać wybitnie obdarzona przez Boga, ale pojawiały się też głosy zwątpienia. 

Zobacz także: Medziugorie: Czy Kościół pozwala pielgrzymować do tego miejsca?

Sergio Luzzatto, włoski historyk, wykazał sytuacje, które mogą świadczyć o tym, że stygmatyk wcale nie był... stygmatykiem. Do tworzenia swoich ran miał mu służyć środek chemiczny - kwas karbolowy, czyli fenol. W tajemnicy pozyskiwał go od jednej z farmaceutek, która po latach się do tego przyznała. 

Dodatkowo święty został posądzony o bliskie kontakty z kobietami, czego dowodem miały być nagrania z podsłuchu założonego w celu zakonnej ojca Pio. Nie on jedyny jednak doczekał się zarzutów o oszustwo.

Stres pourazowy, samookaleczanie i zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Od zaburzeń do stygmatów

Stygmaty, według definicji "Słownika języka polskiego" PWN, to "rana na ciele pojawiająca się u niektórych osób rozpamiętujących mękę Jezusa i pozostających w stanie ekstazy religijnej". 

Rany te powstają w miejscach na ciele, gdzie Jezus został ukrzyżowany, gdzie została mu wbita włócznia, oraz gdzie nałożono mu koronę cierniową podczas męki. I tu pojawiają się pierwsze kontrowersje. Niektórzy stygmatycy mają rany na dłoniach, zaś inni na nadgarstkach.

W toku badań i rozwoju nauki okazało się, że najpewniej Jezus został ukrzyżowany poprzez wbicie gwoździ w nadgarstki, nie w dłonie. Co wobec tego ze stygmatykami, którzy pokazywali swe rany w centralnych punktach dłoni?

Podobnie sytuacja ma się z raną po wbiciu włóczni w jeden z boków, między żebrami. U jednych rana pojawia się po lewej stronie, u innych po prawej. Która wersja jest prawdziwa? Aby uznać prawdziwość takich stygmatów, należy także wykluczyć wszelkie choroby i zaburzenia natury psychicznej, a jest ich całkiem sporo.

Nie ma wątpliwości co do tego, że umysł ludzki jest potęgą i może kierować w zaskakujący sposób ciałem. Dlatego też należy brać pod uwagę występowanie zaburzeń, takich jak zaburzenie dysocjacyjne tożsamości, dysocjacyjne stany psychiczne, jadłowstręt psychiczny, czy zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.

Zobacz także: Świat jest przeciwko tobie. Czym się objawia osobowość paranoiczna

To one często powiązane są z somatyzacją, samookaleczaniem i innymi następstwami, które mogą przyczynić się do powstawania "stygmatów". 

"Zarówno ekstazy radosne jak i bolesne są w życiu człowieka-mistyka tymi momentami, po których następuje nadzwyczajne wzmożenie sił i aktywności, regeneracja całego organizmu, znikoma potrzeba snu, jakby na przekór teoriom twierdzącym o ich patologicznym pochodzeniu" - twierdzi Stefan Nowak w "Metodologii Badań Społecznych".

W psychologii stygmaty określane są jako "psychologiczne okaleczenie". Umysł osoby przeżywającej intensywnie np. Mękę Pańską, może wywołać fizjologiczne zmiany w jej ciele.

"Zmiany takie u niektórych osób mogą pojawić się np. na skutek histerycznej konwersji, czyli zastosowaniu specyficznego mechanizmu obronnego, która polega na generowaniu realnej albo urojonej niedyspozycji fizycznej, celem wyzwolenia się z niewygodnych myśli lub uczuć.

Symptomy stygmatyczne mogą też być sprowokowane poprzez sugestie hipnotyczną. Mogą być też generowane przez różne świadome mechanizmy wytwarzania fizjologicznych niedyspozycji poprzez symulację, które zwykle "znikają" podczas modlitwy wstawienniczej ("o uwolnienie")" - czytamy na stronie Instytutu Psychologii Integralnej.

Nauka, jak widać, ma wiele do powiedzenia w kwestii powstawania ran na ciele człowieka. Ci, którzy jej ufają, nie mają wątpliwości co do tego, że stygmaty można wytłumaczyć sięgając do medycyny i psychologii. Niektórzy zaś wciąż przekonani są o boskiej sile i o tym, że to ona stoi za stygmatami. 

Therese Neumann, Elżbieta z Herkenrode, Berta Mrazek i Maria Magdalena de’ Pazzi. Jak zostały oszustkami?

Jedną z wątpliwych stygmatyczek w historii Kościoła była Therese Neumann. Niemka okrzyknięta mistyczką i stygmatyczką była członkinią Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. W 1926 roku na jej ciele pojawiły się stygmaty. Co tydzień, punktualnie od północy w czwartek do godziny trzynastej w piątek stygmaty otwierały się, jątrzyły i krwawiły.

Deklarowała także objawienia i rozmaite widzenia, w których miała oglądać mękę Jezusa na krzyżu. Jednak sam Kościół sceptycznie podchodził do jej wyjątkowości, a prof. Martini - dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Bonn, zauważył, że stygmaty z niezwykłą dokładnością (co do godziny) pojawiały się u kobiety jedynie wtedy, gdy ta zostawała sama w pomieszczeniu.

Therese niechętnie pozwalała na wszelkie badania i ukrywała swoje ciało przed wzrokiem ekspertów. Niepokój budził także jej stan psychiczny. Neumann charakteryzowała się cechami swoistymi dla rozszczepu osobowości. 

Kolejnym przykładem fałszywej stygmatyczki jest Elżbieta z Herkenrode. Podczas wizji kobieta samookaleczała się, doprowadzając do ran na swoim ciele.

Podobne zaburzenia pojawiały się u Marii Magdaleny de'Pazzi, która wstępując do zakonu prosiła o przydział do najcięższych prac. Jej wizje charakteryzowały się napadami szaleństwa, ekstazami, gdzie zrywała szaty z figur Chrystusa, by ten był nagi.

Zobacz też: Mistyczka przepowiedziała przyszłość Polski. Czeka nas wojna?

Świadkowie tych zdarzeń określali jej napady mianem "erotycznych uniesień". Opisom tych zdarzeń bliżej do zaburzeń, niż do łączności z Bogiem.

Kolejną ciekawą próbę oszustwa odnotowano u Berty Mrazek. "Stygmatyczka" z Brukseli dała się poznać katolickiemu światu jako sparaliżowana dziewczyna, która miała odzyskać pełnię sił po modlitwie w sanktuarium w Halle. Po trzech latach od cudownego ozdrowienia na jej ciele pojawiły się stygmaty i przy okazji Berta zapragnęła zostać mężczyzną, każąc zwracać się do siebie Georges Marasco.

Wtedy też miała zacząć czynić rozmaite cuda i zainteresował się nią Kościół. Do szczegółowych badań jednak nie doszło, bo wcześniej Berta, albo jak kto woli - Georges - została aresztowana za malwersacje i liczne oszustwa. Najciekawsza jednak okazała się opinia belgijskich lekarzy.

Zgodnie orzekli oni, że fałszywa mistyczka cierpi na psychozę histeryczną i mitomanię. I tak przy okazji wyszły także inne sekrety Berty Mrazek - okazało się, że kobieta dawniej pracowała w cyrku, a dziewczynka, która nierzadko jej towarzyszyła podczas publicznych wystąpień, nie jest jej siostrą, a córką. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Stygmaty | stygmatyczki | religia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy