Reklama

Mieszkańcy konali w męczarniach. Tak Stalin oczyszczał kraj z wrogów ludu

Jeszcze dekadę temu nad tym, stojącym naprzeciwko Kremla, pięknym budynkiem spokojnie obracało się ośmiometrowe, ważące 6,5 tony logo Mercedesa. Nic w tym dziwnego — współczesna Rosja opanowała do perfekcji zacieranie śladów dawnych zbrodni. Tymczasem właśnie w Domu na nabierieżnoj sześć dekad wcześniej miały miejsce jedne z największych czystek czasów Stalinowskich. Represjonowano ponad 700 osób, a jedną z nich zamurowano tu żywcem, by zmarła z głodu.   

Dom na nabierieżnoj, jak wiele budynków wzniesionych po Rewolucji Październikowej — wliczając w to nasz Pałac Kultury i Nauki oraz jego moskiewskie "siostry" - jest cyklopowo monumentalny, w pewien sposób piękny i smutno szary. Od lat 90. XX wieku szpecą go dodatkowe przybudówki, ale gdy w latach międzywojennych powracający z Włoch architekt Boris Iofan projektował jego bryłę, miał inną wizję. Przede wszystkim budynek miał kolorystyką nawiązywać do kolorystyki Kremla, poprzez różowe kruszywo pokrywające ściany. Jednak finalnie zdecydowano się na szarość.

Reklama


Gmach dla zasłużonych 

W domu na nabierieżnoj miało powstać 440 mieszkań, ostatecznie zbudowano ich 505. Plany zmieniały się w trakcie budowy. Ostatecznie budynek oferował ogromne luksusy, wysokie stropy, pokoje dla służby, sufity zdobione płaskorzeźbami i malowidłami zaprojektowanymi przez konserwatorów z Ermitażu. Mieszkańcy mieli nawet dostęp do bieżącej, ciepłej wody, której w latach 30. nie było nawet na Kremlu.

Stalin podjął decyzję o budowie tego kompleksu, gdyż musiał umieścić gdzieś wysokich rangą urzędników państwowych, którzy, w związku z przeniesieniem stolicy Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z Piotrogrodu w 1918 roku tłumnie zaczęli emigrować do nowej stolicy. Poza tym dyktator eksmitował wszystkich wcześniejszych mieszkańców Kremla, by zrobić tam miejsce jedynie dla siebie i swoich bliskich popleczników.

Pieniądze na inwestycję przyniosła, trwająca zaledwie siedem lat, Nowa Polityka Ekonomiczna, która chwilowo pobudziła gospodarkę kraju. Budowa domu na nabierieżnoj trwała od 1928 do 1931 roku. W jego fundamentach zalano betonem nagrobki z pobliskiego cmentarza — być może po prostu jako manifest walki z wiarą prawosławną. 

W 1931 roku do bloku zaczęli wprowadzać się pierwsi mieszkańcy. Oczywiście była to elita polityczna i państwowa, bohaterowie rosyjskiej wojny domowej, Pracy Socjalistycznej i Związku Radzieckiego, naukowcy, pisarze, poeci, pracownicy Kominternu, uczestnicy hiszpańskiej wojny domowej. Wśród nich nawet tak wysoko postawione persony jak Aleksiej Rykow, Ławrientij Beria, czy Nikita Chruszczow. 

Tajemnica klatki 11 

Dla wszystkich mieszkańców bardzo długo pozostawało tajemnicą, dlaczego jedna jedyna klatka pod numerem 11 po prostu nie istniała. Numeracja przeskakiwała od dziesiątki wprost do 12. Nie było tu wind ani mieszkań, choć logicznym wydawałoby się, że powinny. Szybko zrodziła się plotka, że pracownicy NKWD wykorzystują ją, by podsłuchiwać i monitorować mieszkańców domu na nabierieżnoj.

Dopiero po 1990 roku zagadka została rozwiązana. Nie chodziło o szpiegowanie lokatorów - dzięki rezygnacji z tej klatki architekci powiększyli mieszkania sąsiedniego segmentu, który był przeznaczony dla prawdziwej partyjnej śmietanki i musiał posiadać jeszcze wyższy standard. Oczywiście nie oznacza to, że służby bezpieczeństwa nie inwigilowała lokatorów. Pracownicy bezpieki pracowali tu jako windziarze, dozorcy, monterzy. 

Gdy błysnął w końcu "uśmiech Stalina"  

Już od 1933 roku w domu na nabierieżnoj dochodziło do incydentalnych aresztowań, jednak prawdziwa burza rozpętała się wraz z rozpoczęciem Wielkiego terroru zaprowadzonego przez Stalina, by oczyścić kraj z "wrogów ludu". Od tego momentu już nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, niezależnie jak wysoką funkcję pełnił w partii, ani jak dobrze był ustosunkowany w jej strukturach. W tych mrocznych dniach niektóre mieszkania zmieniały właścicieli po pięć razy w ciągu kilku lat.

Strach był tak wielki, że w budynku zaczęła wzbierać fala samobójstw, zarówno wśród mężczyzn, ale tez kobiet i dzieci. Nie mniejsza była zawiść sąsiadów, którzy namiętnie zaczęli pisać na siebie donosy. Życie w domu na nabierieżnoj, choć obiecywało wygody i luksus, zmieniło się w piekło. Rozstrzelania, zsyłki i umieszczanie dzieci w sierocińcach stało się smutną codziennością. 

Jedna z kobiet, która odmówiła otwarcia drzwi oficerom NKWD, grożąc im rewolwerem swojego ojca, została po prostu zamurowana w mieszkaniu, by tam skonać z głodu w strasznych męczarniach.

"Kazamata na Biersieniewskiej", "przedsionek Gułagu", "pułapka na bolszewików", "dom tymczasowego aresztowania", "uśmiech Stalina", "masowy grób", czy "krematorium Kremla" - tak mieszkańcy Moskwy zaczęli mówić o gmachu naprzeciwko Kremla.

Współcześnie znajduje się tu Moskiewski Teatr Rozmaitości, Kino "Udarnik", Dom Prasy Rosyjskiej oraz biura wielu firm. Mieszkania wynajmują też pracownicy międzynarodowych korporacji, którzy z pewnością nie zdają sobie sprawy z gehenny lokatorów domu na nabierieżnoj.

Rosja ma wiele grzechów, o których powinna pamiętać. Z pewnością właśnie dlatego tak łatwo je zapomina.

Zobacz też: 

Czym są tajemnicze słupy świetlne w sercu Rosji?

Sputnik V, czyli Rosja w pigułce

Lenin był grzybem! Legenda miejska z serca Rosji

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ZSRR | Moskwa | wielki terror | zbrodnie stalinowskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy