Reklama

Reklama

Morderstwo w Mrągowie: Jak znaleziono sprawcę?

Pomysł był dobry, ale splot nieprzewidywanych okoliczności spowodował, że uknuty wspólnie plan spalił na panewce, choć było tak blisko. Nie wiem, czy chłopaki z miejskiej rozwikłały zagadkę zamordowanego bezdomnego, ale widziałem w nich determinację, by to zrobić. Patrzyłem na nich z podziwem. Prosić dziennikarza o pomoc nie jest sprawą łatwą, to tak, jakby się przyznać do bezradności. Ale i takie sytuacje się zdarzają w pracy operacyjnej. Wszystkimi możliwymi środkami starali się ustalić mordercę i się nie udało, ale warto było spróbować. Może choć o krok zbliżyli się od wykrycia sprawcy. Mieli jaja, chciałbym napisać z imienia i nazwiska, kim byli, ale więcej by mieli z tego powodu nieprzyjemności niż korzyści.

Reklama

Pozostańmy na miejscowościach X i Y, województwie Z i policjantach A i B.Borys, jako jeszcze niezbyt doświadczony policjant, musiał w Mrągowie podołać podobnemu zadaniu. Bez względu, czy to morderstwo, rozbój, czy przestępstwo narkotykowe, sprawców trzeba ustalić wszelkimi możliwymi sposobami, byle w granicach prawa. Młody policjant przesłuchiwał chłopaka, który wiedział coś na temat morderstwa.

- Wiesz, ja miałem w sobie jakiś taki dar rozmawiania z ludźmi - wspomina. Nie zrozum mnie źle, nie dostał po głowie ani razu. Patrzyłem mu tylko prosto w oczy i powtarzałem: "Synku, lepiej będzie dla ciebie, jak będziesz mówił". Na te słowa spojrzeliśmy sobie z Marcinem głęboko w oczy i w tym samym momencie się roześmialiśmy. Przecież wiedzieliśmy obydwaj, że nie należał do najgrzeczniejszych policjantów.

- W pewnym momencie chłopak wziął czystą kartkę z mojego biurka i zaczął chronologicznie spisywać różne zdarzenia, napady, rozboje, multum tego było. Co najciekawsze, we wszystkich sprawach, o których mówił, mieliśmy już zatrzymanych. No i lipa jak chuj, bo on się pucuje do wielu spraw, a tu już domniemani sprawcy siedzą na dołku, co więcej, ci, którzy już siedzieli, poprzyznawali się do tych przestępstw. I teraz pytanie, jak to wszystko poodkręcać. Sprawa dość mocno się skomplikowała. Widziałem, że gość koloryzuje, ubarwia i do końca nie mówi prawdy, ale podskórnie czułem, że jest jeszcze coś, o czym chce pogadać, tyle że się boi. 

Zacząłem go zastraszać i stosować jakieś tam metody, pewnie się domyślasz jakie, żeby się chłopak rozjebał na temat, o którym boi się mówić. Ja wiedziałem, że on wie, i on wiedział, że ja wiem, że on wie coś na temat morderstwa studenta, do którego dzień wcześniej doszło w Mrągowie. Trochę go postraszyłem, że jak dalej nie będzie ze mną rozmawiać, to za to, co już na niego mam, pucha będzie jak nic. No i on w końcu po długiej chwili namysłu zaczyna opowiadać, że jego kumpel zadźgał nożyczkami chłopaka dzień czy dwa dni wcześniej.

No, powiem ci, lampka mi się zapaliła w głowie. Wiesz, młody byłem, niedoświadczony, a łepek akurat mi to mówi. Ale w sumie pomyślałem, dlaczego mi ma się nie wypruć, i facet wypucował się, opowiedział mi wszystko z najmniejszymi detalami. Poprosiłem dyżurnego, żeby został z młodym w pokoju na chwilę, poleciałem do swojego, byłego już dziś, naczelnika i mówię mu: 

- Panie naczelniku, wiem, kto zamordował tego studenta na pikniku. On zrobił wielkie oczy i mówi do mnie: 

- Ale jak to? Przecież masz zatrzymanego do rozboju, a nie do morderstwa.

A ja mu ciągnę dalej, że zrobił to ten i ten, podaję mu gościa z imienia i nazwiska i opowiadam o szczegółach. Zresztą facet, na którego mu podałem namiary, pasował do rysopisu sprawcy sporządzonego na podstawie zeznań świadków zdarzenia. I jeszcze do tego wszystkiego pokazałem mu, że morderca przed zadźganiem tego studenta założył taką perukę i już nie był łysy, więc świadkowie opisywali, że facet miał włosy, a tak naprawdę to był łysy, skinol. Ciemno było, więc nikt nie rozpoznał, że to sztuczne. 

Dowiedz się więcej na temat: policja | śledztwo | morderstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje