Na zajęciach najpierw się wstydzą. Potem pytają, czy mogą przyprowadzić koleżankę
Przez długi czas funkcjonował stereotyp osoby starszej, która na emeryturze większość swojego dnia spędza w domu, wyczekując co najwyżej telefonu z prośbą o zajęcie się wnukami. Aktywizacja? W bardzo umiarkowanym stopniu, jeśli w ogóle. Czasy mają jednak to do siebie, że lubią się zmieniać. Seniorzy coraz śmielej wychodzą z domów i to tanecznym krokiem. O zapomnianej mocy wspólnego ruchu i zabawy opowiada Justyna Dragan, instruktorka tańca pracująca na co dzień z osobami starszymi.

Joanna Leśniak, Interia: Zajmuje się pani tańcem w kręgu, tańcem liniowym i Biodanzą. Terminy te nie są tak rozpowszechnione, jak salsa czy inne rodzaje tańca towarzyskiego. Czym się charakteryzują i co odróżnia je od bardziej "klasycznych" form ruchu?
Justyna Dragan: - Biodanza, choć nie jest klasyfikowana jako terapia, stanowi metodę pracy z ciałem przy pomocy trzech czynników: muzyki, ruchu i grupy. Pozwala skontaktować się ze swoją pierwotną częścią. Ponownie uczymy się kontaktu ze sobą, ze swoimi potrzebami, a przez to poprawiamy swój dobrostan.
- Z kolei taniec w kręgu i taniec liniowy są formą, w której trzeba nauczyć się pewnych kroków, lecz nie jest to dyscyplina sceniczna. Współczesny świat trochę zapomniał o roli wspólnej zabawy. Ten rodzaj tańca jest po to, byśmy przebywali z innymi ludźmi, razem cieszyli się i bawili. Nie ma oceniania, niekoniecznie trzeba zapamiętać wszystkie kroki. Instruktor jest od tego, by je przypomnieć.
- Na zajęciach tworzę przestrzeń, w której muzyka i ludzie wokół mają działanie terapeutyczne. Często się zdarza, że po zajęciach podchodzą do mnie uczestnicy i mówią, że przez tę godzinę ani przez chwilę nie pomyśleli o problemach. Nie ma tu czegoś takiego, jak rywalizacja.
- Sama wywodzę się z turniejowego tańca towarzyskiego. Zostawiłam to 10 lat temu i od tej pory jestem zachwycona tym, co może zrobić taniec dla naszego rozwoju, gdy nie trzeba szlifować techniki. Wiele osób mówi, że nie potrafi tańczyć. Ja uważam, że tańczyć i czerpać radość z tańca może każdy.

Gdy mowa o pracy z seniorami, jest to raczej taniec liniowy, w kręgu czy może Biodanza?
- Myślę, że wszystkie trzy formy ruchu. Każdy z nas jest inny i każdy ma inne potrzeby, seniorzy również. Biodanza jest metodą, która porusza coś w naszym wnętrzu. Często są to emocje, które zostały zamknięte w ciele przed laty. Współcześni seniorzy są pokoleniem, które nie rozmawiało o emocjach, więc ten rodzaj zajęć dla starszych osób bywa po prostu trudny. Pojawiają się wzruszenie i uczucia, które zamknęliśmy w ciele dawno temu, nie chcemy ich czuć i nie jesteśmy gotowi, by do nich wracać.
- Jednocześnie staram się przemycać do zajęć tańca w kręgu i liniowego to, co w Biodanzie jest cenne: radość ze spotkania drugiego człowieka, empatię i akceptację. Uważam, że taniec w kręgu działa podobnie, choć nie dotyka bezpośrednio emocji skrywanych głęboko w ciele, przez co jest dla nas łatwiej akceptowalny i przyswajalny. Nadal podnosi jednak nastrój, integruje. Ludzie się otwierają, rozmawiają, spotykają nawet po zajęciach.
Jakie obawy towarzyszą uczestnikom, którzy przychodzą na pierwsze zajęcia?
- "Nie umiem tańczyć, nie mam poczucia rytmu, nie nauczę się i nie zapamiętam tych wszystkich kroków". Moim zdaniem wynika to z lęku przed oceną. W znakomitej większości dotyczy do kobiet, bo panów jest w ogóle dużo trudniej odciągnąć od telewizorów i namówić na wyjście z domu. Dawniej kobiety były wychowywane w takiej narracji, że wszystko powinny robić perfekcyjnie. Doskonała pani domu, doskonała matka. Gdy przychodzą na zajęcia, też chcą robić wszystko bezbłędnie.
- Moim zadaniem, jako instruktorki, jest poprowadzić zajęcia w taki sposób, żeby pełna obaw osoba uwierzyła, że potrafi tańczyć. Kroki i rodzaj tańca można dobrać do danej grupy.
Wierzę, że początkującym osobom nadal może towarzyszyć lęk przed oceną i pewien rodzaj wstydu. Jak go przełamać?
- Wszystko wychodzi podczas zajęć. Ja po prostu lubię ludzi, którzy przychodzą i chcę ich poznać. Staram się tak dobierać repertuar, aby każdy był w stanie zatańczyć i zrzucić z siebie ten początkowy lęk. Jest w tym dużo radosnej zabawy, zmian, więc można powiedzieć, że to odwraca uwagę od ewentualnych niedoskonałości. Staram się tak dobierać tańce, aby nowe osoby nie były na świeczniku, a kroki były na tyle proste, by początkujący z łatwością je powtórzyli i mogli się nimi po prostu bawić.
- Chodzi o to, by uświadomić sobie fakt, o którym zapomnieliśmy. Dawniej ludzie ciężko pracowali np. na roli, przychodzi do domu, wyciągali harmoszkę, wspólnie bawili się i tańczyli. Krąg jest archetypem, który w tej chwili kojarzy nam się z przedszkolem. Prawdopodobnie wtedy ostatni raz trzymaliśmy się za ręce. Tymczasem w swoich instynktach jesteśmy zwierzętami stadnymi. Potrzebujemy grupy, w której czujemy się bezpieczni i równi. Krąg jest demokratyczny, nie ma w nim hierarchii.
- Jednocześnie bywa, że trudno jest nam stanąć w grupie i podać sobie ręce. Bo ktoś ma spocone dłonie, bo zarazki, bo to nadmierna bliskość. Jeśli ktoś ma duszę lidera i lubi rządzić, w kręgu też nie od razu poczuje się dobrze. Wejście do niego bywa trudne z różnych powodów. Dlatego do niczego nie zmuszam podczas zajęć. Zależy mi na tym, by uczestnicy zyskali pewność, że są akceptowani i poczuli, że krąg ma swoją energię i swoją moc.
Jakie zmiany widzi pani u seniorów, którzy regularnie uczestniczą w zajęciach? Taniec wpływa bardziej na ciało czy na emocje i relacje międzyludzkie?
- Ruch jest potrzebny do życia. Gdy przestajemy się ruszać, powoli obumieramy. Obojętne, czy to są spacery, nordic walking czy jakakolwiek inna aktywność fizyczna. Możemy nawet spontaniczne wstać z kanapy, włączyć muzykę i zatańczyć na środku pokoju.
- Istnieją amerykańskie badania, w których przez 21 lat obserwowano wpływ różnych aktywności na osoby powyżej siedemdziesiątego roku życia. Były między innymi krzyżówki, sudoku, joga... Okazało się, że taniec miał największy wpływ na spowalniania procesu starzenia się mózgu.
- Nie chodzi wcale o taniec typu walc, którego kroków nauczyliśmy się w wieku 18 lat i tańczymy przez kolejne dekady. W takiej sytuacji jest to czynność mechaniczna, która nie angażuje mózgu w znaczącym stopniu. Nowe choreografie zmuszają do skoordynowania obu półkul mózgowych, przełożenia wskazówek instruktora na własne działanie, jest to też świetny trening pamięci. Uczestnictwo w tańcu liniowym albo w kręgu nie jest po to, by nabrać konkretnych umiejętności i zakończyć kurs. Przychodzimy tu po to, żeby po prostu tańczyć.
Czy zajęcia taneczne pomagają zmienić stereotypowe myślenie o starości jako o czasie wycofania i bierności, naznaczonym samotnością?
- Moim zdaniem w Polsce zaszła duża zmiana pod tym względem, zwłaszcza w dużych miastach. Kraków, w którym mieszkam, zrobił dla seniorów bardzo dużo - w tym momencie działa kilkadziesiąt centrów aktywności seniorów. Zmienia się też sam sposób myślenia. Kiedyś rzeczywiście osoby starsze mogły co najwyżej bawić wnuki i tyle. W tej chwili wychodzą coraz częściej i nie mają poczucia winy, że pragną towarzystwa innego niż rodzina, mają swoje sprawy. Nadal jednak często zdarza się, szczególnie w przypadku kobiet, że jeśli córka zadzwoni z prośbą o zajęcie się wnukiem, taka osoba rezygnuje z zajęć.
- Mimo wszystko uważam, że seniorzy coraz chętniej tańczą, ponieważ jest to aktywność, której oddawali się w młodości. Były to czasy, kiedy ludzie częściej spotykali się ze sobą, spontaniczne wpadali z wizytą.
- Jeśli chodzi o zajęcia, które prowadzę, niepotrzebni są do tego panowie, co nie znaczy oczywiście, że nie są mile widziani. W przeszłości bardzo często było tak, że kobiety całe życie czekały, aż mąż będzie w odpowiednim nastroju do zatańczenia na weselu albo cudzy partner z uprzejmości poprosi do tańca. Kobiety lubią tańczyć, a na zajęciach odpada czekanie - po prostu wychodzę, tańczę i bawię się z innymi.

Zobacz też: Dlaczego po 50-tce przestajesz mieć cierpliwość?
Jak wygląda moment "przełamania lodów" u seniorów podczas pierwszego spotkania? Pamięta pani jakieś konkretne reakcje uczestników po pierwszych zajęciach?
- Cenne jest dla mnie każde takie spotkanie. Zwłaszcza gdy najpierw słyszę, że dana osoba chciałaby spróbować, ale nie wie, czy podoła, a po drugim albo trzecim tańcu widzę radość w jej oczach i pytanie, czy następnym razem może przyprowadzić koleżankę.
- Pamiętam też sytuację, kiedy do grupy dołączyła pani po udarze. Radziła sobie z trudnością, bo przecież mózg w takim przypadku pracuje inaczej. Nie nadążała, ruchy były kanciaste. Chodziła jednak praktycznie na każde zajęcia i ewidentnie było widać zmiany w jej sposobie poruszania się. Zyskała lepszą równowagę, szybciej orientowała się w zmianie kierunków. Czy w takim razie taniec można nazwać terapią? Jak najbardziej. Nawet jeśli to jest tylko wspólna zabawa przy muzyce.
- I taniec w kręgu, i Biodanza sprawiają, że czerpiemy radość z przebywania z innymi ludźmi, poprawia się nasza koordynacja ruchowa, ciało robi się bardziej elastyczne, lepiej pracuje nasz mózg, ale przede wszystkim nawiązujemy ciepłe, empatyczne relacje z innymi. Zaspokajamy nasze instynktowne potrzeby bliskości, bycia widzianym i akceptowanym w całości z naszymi doskonałościami i niedoskonałościami. To powrót do normalności, do naszych pierwotnych instynktów i potrzeb.
Znajdź codzienną dawkę inspiracji od urody i zdrowia po podróże i styl życia. Sprawdź, co nowego na kobieta.interia.pl









