Spis treści:
- Z dala od centrum, ale nie tylko dla wtajemniczonych
- Bar mleczny na uboczu. W środku miłe zaskoczenie
- Bez kolorowego szyldu, ale klientów nie brakuje
- "Ciocia idzie po rosołek i zaraz zjem cały!"
Z dala od centrum, ale nie tylko dla wtajemniczonych
Lądujemy w krakowskiej dzielnicy Prokocim. Znajdują się tutaj zarówno blokowiska z wielkiej płyty, jak i budynki mieszkalne o zdecydowanie niższej zabudowie. Są ruchliwe węzły komunikacyjne, ale też uliczki, na których w środku dnia nie widać żywej duszy. Są biura, przy których w pośpiechu kręcą się pracownicy, ale też domy z wypielęgnowanymi ogródkami.
Właśnie tutaj, na ulicy gen. Jakuba Jasieńskiego, koncentruje się życie gastronomiczne pobliskich osiedli. Bar mleczny Zdrowie z jednej strony reklamuje się szyldem, zachęcającym do skręcenia w mniejszą uliczkę, która ma nas doprowadzić do tego przybytku, a z drugiej zupełnie nie rzuca się w oczy. Dopiero gdy wkroczymy żwawym krokiem na teren osiedla, zobaczymy wejście. To schody prowadzące na balkon.

Zobacz też: Zamawiasz mniejszą porcję, a kelner odmawia? Sytuacja "może budzić wątpliwości prawne"
Bar mleczny na uboczu. W środku miłe zaskoczenie
Jestem w tym miejscu po raz pierwszy. Podejrzewam, że gdybym przechodziła w pośpiechu, mogłabym minąć Bar mleczny Zdrowie i nawet nie zauważyć, że na podwyższeniu znajdują się stoliki i kuchnia.
Gdy wchodzę do środka w okolicach południa, zajęte są tylko trzy stoliki. Całość nie wygląda jak typowy, surowy bar mleczny. Drewniane blaty i krzesła, na ścianach obrazy o tematyce niekoniecznie gastronomicznej i rośliny doniczkowe na parapetach. Na stołach nieśmiertelne wazoniki ze sztucznymi kwiatami. Klimat trochę barowy, a trochę jak w skromnym, ale przytulnym saloniku.

Zobacz też: Pamiętasz ten wzór z domu babci? Dziś znów jest modny i pojawia się w najpiękniejszych wnętrzach
Bez kolorowego szyldu, ale klientów nie brakuje
Spokój jest jednak tylko tymczasowy. Drzwi co chwilę się otwierają, a do środka wchodzi i starszy pan, i młode mamy z pociechami, i para, która w ciągu zabieganego dnia znalazła chwilę, żeby zjeść razem obiad. Jest swojsko. Tym bardziej że niektórych, ewidentnie stałych bywalców, pani przy kasie wita, zwracając się do nich po imieniu.

Co zjemy w Barze mlecznym Zdrowie? Już od wejścia można usłyszeć z kuchennego zaplecza dźwięk rozbijanych kotletów schabowych. Podejrzewam, że w głowie niejednej osoby uruchomi wspomnienia związane z domowym, niedzielnym obiadem. Ogromnym wzięciem cieszy się rosół - jestem chyba jedyną osobą, która go nie zamówiła. Stawiam na pierogi ruskie, które odbieram po krótkiej chwili. Widzę przed sobą talerz z parującą i bardzo smaczną zawartością. Obiad na dzisiaj mam już z głowy.
Oprócz tego barowe klasyki: barszcz z uszkami, kopytka z gulaszem, placki ziemniaczane, filet z kurczaka, kotlet de volaille, naleśniki na słodko. Mięsny obiad z dodatkami zjemy za niewiele ponad 30 zł, a porcje są więcej niż zadowalające. Wygląda na to, że w Krakowie nadal można zjeść solidny posiłek bez wydawania fortuny.
"Ciocia idzie po rosołek i zaraz zjem cały!"
Takim radosnym okrzykiem reaguje jeden z maluchów, który wraz z opiekunami dotarł tutaj na obiad. Zresztą nic dziwnego, bo pani przyjmująca zamówienia dopytuje nawet o to, czy w wariantach dla dzieci do zupy dodawać natkę pietruszki. Drobny gest, ale z perspektywy rodzica (albo cioci) z pewnością doceniony.
Widać zresztą, że o klientów tutaj się dba. Obsługa wie, kto przynosi własne pudełka, aby wziąć jedzenie na wynos, a kto chętnie rozsiądzie się na miejscu. Niby tylko bar mleczny, ale po wizycie robi się człowiekowi ciepło w środku - i to nie tylko przez gorący posiłek.
Znajdź codzienną dawkę inspiracji od urody i zdrowia po podróże i styl życia. Sprawdź, co nowego na kobieta.interia.pl











