Reklama

Reklama

Niewinna zabawa, która jest znęcaniem się. Tak dręczą zwierzęta na TikToku

Kot z torbą na głowie, który traci orientację w terenie, przestraszony pies po specjalnym wystraszeniu go przez „właściciela”, czy spięty, warczący pies, tulony mimo własnej woli przez człowieka, bo wydaje „zabawne” dźwięki. To tylko niektóre z filmików na TikToku, które zyskują popularność i polubienia, bawiąc społeczeństwo. Tak, dręczenie zwierząt bawi odbiorców tych nagrań.

Wszystko dla lajków. Również dręczenie zwierząt

Internet przepełniony jest uroczymi zdjęciami i nagraniami zwierząt, przeważnie psów i kotów, które na co dzień dostarczają nam wiele radości.

 Oczywiście nie brakuje wzruszających kadrów, na których faktycznie widać miłość i więź między właścicielem i zwierzęciem, albo też po prostu zabawnych sytuacji w roli głównej z psami i kotami.

Rozwój technologii sprawił, że użytkownicy platform społecznościowych jak Facebook, Instagram, czy TikTok pragną dzielić się uroczymi fotografiami czy filmami, na których pokazują swoje zwierzaki.

Stało się to niezwykle powszechne, a inni ludzie czerpią zwyczajną przyjemność z oglądania słodkich piesków czy kotów. Nie ma w tym nic złego, lecz problem pojawia się wtedy, kiedy dla większej ilości wyświetleń i polubień nagrywający zaczynają znęcać się nad zwierzętami, uważając to za... śmieszne.

Reklama

Smutne wydaje się także to, że inni użytkownicy takie sytuacje również uznają za zabawne i zostawiają polubienia takich nagrań. Gdzie kończy się zabawa, a zaczyna znęcanie się?

Dla kogoś kto kocha zwierzęta i odczuwa empatię granica do ustalenia jest niezwykle łatwa. 

„Przecież to zabawne, nic mu się nie dzieje”. Kiedy ludzie nie szanują granic zwierząt

Przeglądając nagrania na TikToku możemy zobaczyć pełne miłości, wzajemnego zrozumienia i szacunku chwile między właścicielem a jego psem, czy kotem. Jednak zaraz po nich pojawiają się nagrania z wystraszonymi i zestresowanymi z różnych powodów zwierzętami, a w tle słychać duszącego się ze śmiechu właściciela.

Zwierzę, które znalazło się w niekomfortowej dla niego sytuacji, może zachowywać się w różny sposób i wydawać bardzo dziwne dźwięki, które jak widać, bawią daną grupę ludzi.

Dziwacznie miauczące koty, warczące, skomlące lub szczekające psy bawią nie tylko swoich nieodpowiedzialnych opiekunów, którzy nagrywają sytuację, ale dziesiątki, jak nie setki internautów.

Takie zachowanie uczy społeczeństwo, że sygnały wysyłane przez psy, czy koty, świadczące o ich strachu, stresie czy dyskomforcie, nie są ważne - można je bagatelizować i się z nich śmiać. A to już prosta droga do znieczulicy i braku szacunku dla zwierząt.

Pod nagraniami, gdzie kobieta poddusza swojego kota, czy klepie go po głowie w rytm dynamicznej muzyki na zagranicznym TikToku można było znaleźć tysiące polubieni i komentarzy o tym, jak nagranie kogoś rozbawiło.

Na komentarze sprzeciwu i oburzenia pojawiały się natychmiastowe odpowiedzi, w których można było wyczytać, że ktoś przesadza i to tylko zabawa.

"Kotu nic się nie dzieje, bez przesady, przecież go nie biję" - można było zobaczyć odpowiedź.

Trendów dręczenia psów i kotów powstało wiele na tej platformie społecznościowej - rzucanie psom i kotom w pysk plasterkiem sera, by te traciły orientację w przestrzeni i chodziły do tyłu, podklejanie taśmy klejącej pod przednie łapy kotom, by te chodziły na tylnych łapach, próbując zdjąć nieudolnie lepiec z przednich łapek, straszenie psów, pojawiając się nagle w przebraniu gigantycznego stwora, to tylko z niektórych nieszczęsnych trendów, uznanych przez społeczność TikToka za zabawne.

Kochający swoje zwierzęta właściciele nawet nie myślą o tym, by w ten sposób straszyć i poniżać swoje zwierzęta i starają się uświadamiać resztę odbiorców w tym temacie. Lecz czy wrażliwości na cierpienie drugiej istoty da się nauczyć?

„Zabawy” coraz ostrzejsze. Tak rodzi się sadyzm

Od takich okrutnych zabaw już niedaleka droga do nagrań pokazujących akty mordowania domowych zwierząt w sposób niezwykle okrutny. Społeczne przyzwolenie na takie czyny z jednej strony wydaje się być coraz szersze, przez spłycenie empatii, ale z drugiej strony coraz głośniejsze stają się akcje poszukiwania zwyrodnialców, którzy publikują takie nagrania  siebie, gdzie znęcają się nad zwierzętami.

Niedawno udało się ustalić w przeciągu kilkunastu godzin tożsamość mężczyzny, który na oczach internautów znęcał się nad kotem, bijąc go i wieszając.

Wrażliwe na krzywdę zwierzęcia osoby prywatne, ale też duże fundacje i organizacje, takie jak DIOZ, wszczęły prywatne śledztwo i ustaliły, kim jest osoba dopuszczająca się tak okrutnych czynów.

22-latkowi zostały postawione zarzuty, a sąd zdecydował o tymczasowym, trzymiesięcznym areszcie. Tu społeczeństwo w Polsce wykazało się szybkim działaniem i zrozumieniem dla sytuacji, która nikogo nie bawiła.

Niestety takich spraw są na świecie tysiące, a każdego dnia cierpią kolejne zwierzęta. Organizacje i fundacje robią wszystko co w ich mocy, by edukować i uświadamiać społeczeństwo na temat tak okrutnych czynów, także zachowań prezentowanych przez właścicieli na krótkich filmikach.

Pierwszym krokiem do zwalczania takich treści jest ich nieudostępnianie i nie zostawianie pod nimi reakcji w postaci "lajków", a także zgłaszanie nagrań do odpowiednich służb, organizacji i fundacji. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy