Reklama

Reklama

"One już tu były". Tajemnicza historia bliźniaczek Pollock

Jennifer i Gillian przyszły na świat rok po tragicznym wypadku, w którym zginęły ich starsze siostry – Joanna i Jacqueline. Z czasem zaczęły coraz bardziej przypominać zmarłe dziewczynki, co według rodziców miało być dowodem na reinkarnację. Bzdura? Nie według wybitnego psychiatry, który zbadał ten niezwykły przypadek.

Czy śmierć to definitywny koniec? A może, jak uczą nas religie, raczej etap przejściowy? Wyobrażenia na ten temat różnią się w zależności od wyznania. W świętych księgach czytamy o niebie, piekle, życiu wiecznym lub odradzaniu się w kolejnych wcieleniach. O reinkarnacji najwięcej mówi hinduizm, a według tej doktryny każdy człowiek ma przynajmniej kilka wcieleń. Cały proces zależy od karmy, czyli dobrych i złych uczynków.

Reklama

Zupełnie inaczej niż w chrześcijaństwie, gdzie zbawienie lub potępienie następuje tylko raz. Co oczywiście nie oznacza, że wszyscy katolicy czy protestanci jednoznacznie odrzucają "wieczną wędrówkę". Tajemnicza historia sprzed kilkudziesięciu lat może być tego najlepszym przykładem. Gorliwi wyznawcy Kościoła rzymskokatolickiego musieli zweryfikować swoje poglądy. Wcale nie wskutek długich rozmyślań, ale konkretnych doświadczeń.

Wszystko wydarzyło się w ich własnym domu.

Ostatnia droga

John Pollock przyszedł na świat w 1920 roku. Jego miastem rodzinnym był Bristol w południowo-zachodniej Anglii. Najpierw należał do Kościoła Anglii, ale już jako dorosły mężczyzna odkrył katolicyzm. Florence Pollock w momencie ślubu przyjęła nowe wyznanie męża, a chwilę później ich rodzina zaczęła się powiększać. Nas najbardziej interesują dwie córki - urodzona w 1946 roku Joanna i młodsza o pięć lat Jacqueline.

Rodzice ciężko pracowali, aby utrzymać coraz większą gromadę pociech. Prowadząc własny sklep spożywczy nie mieli jednak zbyt dużo wolnego czasu i rolę opiekunki przejęła babcia. Siostry były ze sobą wyjątkowo mocno zżyte. I tak do momentu tragicznej śmierci 7 maja 1957 roku, kiedy razem z koleżanką wybrały się na mszę. Do kościoła jednak nigdy nie dotarły.

Na ich drodze stanął rozpędzony samochód prowadzony przez desperatkę próbującą popełnić samobójstwo. Kobieta przeżyła, ale dzieci nie miały tyle szczęścia. Ofiary miały 6 i 11 lat.

"Bóg odbiera i daje"

Rodzinną tragedię wyjątkowo mocno przeżył ojciec. Całymi dniami przesiadywał w jednym z pokojów na poddaszu, gdzie miał odczuwać silną energię zmarłych córek. Doświadczał również religijnych wizji, wyobrażając sobie Joannę i Jacqueline u bram niebios. Już wtedy był przekonany, że prędzej czy później powrócą na ziemię, ale tej wiary nie podzielała jego żona. Gdyby nie dalszy rozwój wypadków, małżeństwo mogłoby ostatecznie nie przetrwać.

Kilka miesięcy później Florence spodziewała się kolejnego dziecka, a do rozwiązania doszło 4 października 1958 roku. Nie obyło się bez niespodzianek, bo ciąża okazała się bliźniacza. To pierwszy taki przypadek w jej rodzinie. Chwilę po niewyobrażalnej stracie w domu Pollocków znowu zamieszkały dwie małe dziewczynki – Jennifer i Gillian. 

Jedna z nich miała na ciele wyraźne znamiona, które do złudzenia przypominały te należące niegdyś do Jacqueline. Przypadek? Wtedy jeszcze można było tak pomyśleć.

Coraz więcej dowodów

Z czasem John i Florence zauważali coraz więcej niezwykłych zbiegów okoliczności. Kiedy dzieci miały trzy lata, ich rodzice wyciągnęli ze strychu pudełko wypełnione zabawkami zmarłych córek. Jennifer i Gillian podobno doskonale wiedziały, że to prezenty od świętego Mikołaja. Nie wyrywały ich sobie z rąk, bo szybko rozpoznały przedmioty należące do każdej z nich. A raczej do zmarłych sióstr, których nie dane im było poznać. Podobnie w przypadku innych rzeczy czy ubrań – choć teoretycznie widziały je pierwszy raz, to wcale nie były dla nich nowe.

Według relacji Johna, w rozmowach na osobności często pojawiał się temat wypadku. Kilkulatki miały ze szczegółami opowiadać sobie o rozpędzonym samochodzie, krwi, obrażeniach. Zupełnie tak, jak gdyby były na miejscu zdarzenia.

Pomimo przeprowadzki do innej miejscowości, bliźniaczki miały doskonale znać topografię miasta Hexham, gdzie wcześniej żyła rodzina i doszło do tragedii. Kiedy miały cztery lata, rodzice zabrali je tam na wycieczkę. Dzieci bez wahania skierowały się w stronę parku, gdzie Joanna i Jacqueline spędzały mnóstwo czasu za życia. Jak to wytłumaczyć?

Dowiedz się więcej na temat: Reinkarnacja | życie po śmierci | śmierć dziecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje