Reklama

Reklama

Ostatnie słowa Ojca Pio. Co powiedział na łożu śmierci?

Ojciec Pio to jedna z najsłynniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci Kościoła katolickiego. Znany stygmatyk do końca swojego życia budził spore zainteresowanie wśród wiernych i wciąż na światło dzienne wychodzą nowe fakty o jego życiu. Tym razem to świadek śmierci zakonnika ujawnił, co mówił duchowny tuż przed tym, jak zmarł.

Kim był ojciec Pio? Stygmaty i wizje uczyniły go sławnym

Ojciec Pio to postać, która zasłynęła wśród wierzących stygmatami oraz rzekomą mocą uzdrawiania. Choć intensywnie prawił o Bogu i pokazywał swoje chrystusowe rany, to do dziś nie ma pewności co do jego stygmatów oraz nadludzkich mocy. 

Wszystko  zaczęło się już w dzieciństwie Francesco Forgione, bo tak brzmi świeckie imię i nazwisko ojca Pio. Matka powiedziała, że będąc małym chłopcem, miał doznawać łaski widzenia Jezusa, Maryi i swego Anioła Stróża. Według relacji mógł z nimi rozmawiać. W wieku dojrzewania ojciec Pio twierdził, że doświadczał niebiańskich wizji i ekstaz.

Reklama

Decyzja o wstąpieniu do zakonu nastąpiła po spotkaniu z zakonnikiem - wówczas młody Francesco odkrył w sobie powołanie. Wstąpił do zakonu kapucynów i to wówczas, jak sam mówił, niemal od samego początku miał zostać doświadczony stygmatami, czyli ranami będącymi w niektórych religiach symbolem szczególnego związku z Bogiem. 

Już w 1911 roku w liście do swojego przewodnika duchowego napisał, że doświadcza specjalnych znaków od Boga:

"W nocy stało się coś, czego nie potrafię ani wytłumaczyć, ani zrozumieć. Na środku moich dłoni pojawiły się czerwone znaki o wielkości monety. Odczuwałem w tym miejscu ból, w środku czerwonych znaków. Ból był bardziej odczuwalny w środku lewej dłoni. Był tak wielki, że jeszcze go czuję. Pod spodem stóp też odczuwam ból" - możemy przeczytać w książce "Padre Pio's Spiritual Direction for Every Day".

Zobacz także: Ojciec Pio i utajniony raport Watykanu. Co ustalił biskup Rossi?

Od tego momentu stygmaty tylko się pogłębiały i pojawiły się też wizje. To wszystko sprawiło, że wątłe zdrowie zakonnika uległo pogorszeniu. W listach do ojca Benedetto, czyli swojego przewodnika duchowego, przez lata szczegółowo opisywał swoją mękę spowodowaną stygmatami. 

"Wieczorem 5 sierpnia, kiedy spowiadałem chłopców, zostałem nagle zaskoczony widokiem niebiańskiej postaci, którą zobaczyłem oczami duszy. Trzymała w dłoni rodzaj broni, jakby bardzo długi i ostro zaostrzony stalowy miecz emitujący płomienie ognia. W chwili, gdy zrozumiałem co się dzieje, dostrzegłem, że ta osoba z całą swą mocą ciska broń w moją duszę. Płakałem i czułem, że umieram" - wyznał swgo czasu.

Takich opisów jest w historii zakonnika wiele, a spore grono osób żarliwie wierzyło w to, co przekazuje im duchowny. Sława ojca Pio była tak wielka, że trwa nadal, nawet kilkadziesiąt lat po śmierci stygmatyka. 

Oskarżony o oszustwo. Fałszywe stygmaty, fenol i kobiety?

Chociaż Ojciec Pio po latach od swej śmierci, bo w 1999 roku został beatyfikowany, a 16 czerwca 2002 roku kanonizowany przez papieża Jana Pawła II, to dla sporej części ludzkości jego niezwykłość, nadprzyrodzone dary i stygmaty to zwykłe oszustwo.

Trzeba zaznaczyć, że niepokój z powodu tego, co działo się z ojcem Pio wyrażali nawet hierarchowie Kościoła katolickiego. Jednak to włoski historyk, Sergio Luzzatto, wykazał sytuacje, które mogą świadczyć o tym, że stygmatyk wcale nie był... stygmatykiem.

Zaciekawiło go to, że stygmatyczne rany zakonnika nie były owrzodzone, a rentgen nie wykazał uszkodzeń kości, więc nie sięgały one w głąb ciała, jak z pewnością miało to miejsce w ciele Chrystusa. U ojca Pio były one powierzchowne. Najbardziej kontrowersyjną historią jest ta, którą opowiedziała farmaceutka, Maria De Vito, u której słynny zakonnik w tajemnicy miał zamówić cztery gramy fenolu, czyli kwasu karbolowego, substancji silnie żrącej.

Po co duchownemu, który nie miał nic wspólnego z chemią, potrzebna tak żrąca ciecz? Sceptycy, którzy do dziś nie dają wiary jego stygmatom, są przekonani, że używał go do tworzenia swoich ran.

Świadkowie mówią także o specyficznym zapachu ran. Ojcu Pio towarzyszył szczególny aromat, który nazywano "wonią świętości". Dziś niektórzy twierdzą, że to żadna świętość, a zapach krwi wymieszanej z kwasem.

Zobacz też: Cud w Zeitoun: Czy tysiące ludzi mogło się mylić?

Dodatkowo kontakt z fenolem może wywoływać halucynacje. Czy właśnie to kwas karbolowy dawał ojcu Pio słynne widzenia, a nie sam Bóg? Nie tylko świeckie osoby miały wątpliwości co do uczciwości duchownego.

Sam Agostino Gemelli, franciszkanin z wykształceniem medycznym nazwał zakonnika w ostrych słowach "ignorantem i samookaleczającym się psychopatą, żerującym na naiwności ludzi". Wątpliwość co do świętości budziły także jego kontakty z kobietami, o które był posądzany, co miał potwierdzić podsłuch pozostawiony w celi zakonnika.

Nic więc w tym dziwnego, że proces kanonizacji zajął tyle czasu, wszak wątpliwości było zbyt wiele, by z automatu uznać ojca Pio za świętego. 

Lata mijają, a o Ojcu Pio wciąż jest głośno. Nowe fakty wychodzą na jaw

Z jednej strony gorliwa wiara wyznawców, a z drugiej wieczne kontrowersje wokół postaci zakonnika sprawiły, że o ojcu Pio wciąż jest głośno, mimo że od jego śmierci minęły 54 lata.

Nadal można przeczytać poruszające historie ozdrowień, a nawet wskrzeszeń dokonywanych przez zakonnika, historie o bilokacji i lewitacji rodem z książek fantasy. Swoje dorzucił również świadek śmierci stygmatyka. Pio Miscio, pielęgniarz dyżurny z Casa Sollievo, był osobą, która towarzyszyła mu w ostatnich chwilach.

Świadkowi utkwiły w pamięci ostatnie słowa, które wypowiadał zakonnik.

Nie było to jednak przesłanie dla świata, żadna wizja, a fraza, którą duchowny powtarzał w kółko.

"Jezus, Maria, Jezus, Maria" - mówił ojciec Pio ciężko oddychając i będąc niezwykle bladym.

Po tych słowa zakonnik stracił przytomność i reanimacja wykonana przez pielęgniarza nie przyniosła rezultatów. Wierni mieli nadzieję na wyjątkowy przekaz tuż przed śmiercią wyjątkowego zakonnika, ale ten wzywał w ostatniej chwili tylko Jezusa i Maryję, by ostatecznie odejść w towarzystwie pielęgniarza i lekarza. 

Wizje Ojca Pio przerażały. Czy pod koniec życia on sam zaczął odczuwać strach?

Życie Ojca Pio obfitowało w wizje i proroctwa. Kilka z nich potrafi przerażać do dziś, jak chociażby te o duszach czyśćcowych, czy o końcu świata.

Ponoć pewnego razu zakonnika nawiedziła w jego celi postać ubrana w czarne szaty i wyznała, że jest duszą czyśćcową i prosi o odprawienie mszy w jego intencji. Poproszony przez jedną z wiernych o opisanie czyśćca, opowiadał:

"Dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody" - mówił Pio i porównywał przy tym niektóre miejsca w czyśćcu do samego piekła.

Zaznaczał przy tym, że ogień czyśćcowy jest wyrazem jezusowej miłości do człowieka i ma za zadanie usunięcie grzechów. Oczywiście jak wielu stygmatyków i wizjonerów tego świata, ojciec Pio pokusił się także o wizję apokalipsy.

W widzeniu tym nie brakuje straszliwych kar dla grzesznej ludności, snopów ognia, trzęsień ziemi, ulew, a po tych wszystkich kataklizmach zostaną według zakonnika zesłani na ziemię Aniołowie Pokoju.

"Od Budapesztu do Norymbergi i od Drezna do Berlina linie te zajęte będą wojskiem. (...) Wskutek powodzi zginą wsie i miasta. Południowa Anglia z północnym brzegiem zniknie, Szkocja ocaleje. Na zachodzie ziemia zniknie, a powstaną nowe lądy. Zginą Nowy Jork i Marsylia. Paryż będzie zniszczony w dwóch trzecich. Reisten, Augsburg, Wiedeń zostaną oszczędzone. Augsburg i kraje na południe od Dunaju nie odczują skutków wojny" - miał mówić sam Chrystus do ojca Pio, co opisał w swojej książce "Świat objawiony" Zbigniew Kozłowski.

Czy stąd wzięło się rozpaczliwe nawoływanie Jezusa i Maryi wraz z ostatnim tchnieniem zakonnika?

Zobacz także: Krew św. Januarego. Cud, którego Kościół nie chce uznać

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ojciec Pio | stygmaty | wizje | proroctwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy