Spis treści:
- Posiłki nie muszą kosztować majątku
- Bar mleczny "Miś". Kultowy we Wrocławiu
- Bar mleczny "Mewa": mniej zatłoczony, ale także smaczny
- Bar w Hali Targowej: rotacja jest spora
- Retro bar w nowoczesnym wydaniu
- "Plackarnia" na Komandorskiej
Posiłki nie muszą kosztować majątku
Temat "paragonów grozy" co roku rozgrzewa media do czerwoności. Dotyczy to czasami absurdalnie wysokich cen za posiłki w kurortach, gdzie obiad dla kilkuosobowej rodziny wynosi czasem kilkaset złotych. Oczywiście, każdy ma prawo do wyboru, ponieważ nasze urlopowe posiłki wcale nie muszą tak wyglądać, a powrót z wakacji nie musi kończyć się bankructwem oraz minusem w domowym budżecie.
Zazwyczaj w każdym miejscu można znaleźć alternatywę dla miejsc, gdzie ceny nie są dla przeciętnego turysty łaskawe. Wcale też nie jest tak, że bary mleczne albo stołówki oferują jedzenie gorszej jakości. Zazwyczaj można zjeść tam przeciętne porcje w uczciwej cenie. Sprawdziliśmy, gdzie można zjeść obiad we Wrocławiu do 30 zł.
Bar mleczny "Miś". Kultowy we Wrocławiu

Uznawany jest wręcz za kultowy: stołują się tam pokolenia studentów Uniwersytetu Wrocławskiego i innych pobliskich uczelni, ale prócz nich można w nim spotkać wykładowców oraz zwykłych Wrocławian. To bar mleczny "Miś", wokół którego narosło tyle legend nieprzypadkowo, ponieważ działa nieprzerwanie od 1970 r. Jeśli jesteśmy we Wrocławiu i zwiedzamy rynek, to na pobliskiej ul. Kuźniczej, możemy skosztować tego, co ten kultowy bar oferuje, choć trzeba wiedzieć jedno: bar słynie ze stałej oferty w menu.
Zanim jednak wejdziemy do "Misia", to trzeba wziąć pod uwagę to, że w porze obiadowej w kolejce trzeba odstać swoje. Jeśli wejdziemy już do środka, szybko musimy rozeznać się w tym, przy której pozycji widnieje cena. Jeśli cena jest wystawiona, możemy mieć pewność, że porcja posiłku jest dostępna.

Co można zjeść? Przykładowo kotlet schabowy kosztuje 20 zł, tyle samo zaś dewolaj. Gulasz jest droższy - na niego trzeba wydać 25 zł. Oczywiście, do takich dań głównych trzeba doliczyć dodatki, które kosztują kilka złotych. Do wyboru: ziemniaki, kasza lub ryż.
Dania mączne? One jak najbardziej są w ofercie. Przykładowo porcja kopytek z sosem grzybowym to koszt 6,14 zł.
Bar mleczny "Mewa": mniej zatłoczony, ale także smaczny

Mówi się, że barami mlecznymi Wrocław stoi i jest w tym trochę prawdy. Jeśli tłumy w historycznym centrum przytłaczają, wystarczy pójść na drugi brzeg Odry. Na ulicy Drobnera znajduje się drugi z kultowych już barów - "Mewa". Niczym w asortymencie nie odstaje od wspomnianego "Misia", ale choć jest gwarnie, nie jest aż tak trudno ze znalezieniem wolnego miejsca.

Co można zjeść w "Mewie"? Wszystko to, co w barach mlecznych można spotkać. Np. porcję kapuśniaku (5,57 zł), pieczarkowej (5,54 zł) albo flaków (12 zł). Do tego dochodzą klasyki: naleśniki, kluski śląskie (8 zł), mielony (15 zł), czy gołąbki (12 zł). Oczywiście, menu ma więcej pozycji, ale w przypadku "spóźnienia się", niektóre z dań mogą być już niedostępne.
Bar w Hali Targowej: rotacja jest spora

W samym centrum Wrocławia, tuż obok Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, znajduje się już kultowa Hala Targowa. Jak sama nazwa wskazuje, to miejsce przeznaczone na handel oraz drobne usługi, ale często zjawiają się tutaj turyści, którzy chcą podziwiać wybitną sztukę modernizmu.
Zaraz przy samym wejściu do hali znajduje się gwarny bar, w którym można zjeść klasyki polskiej kuchni. Czy jest smacznie? Coś w tym musi być, skoro trudno znaleźć wolne miejsce do spożycia posiłku, ale trzeba przyznać, że ceny są również przystępne.

Danie obiadowe wraz z dodatkami do 30 złotych? Bez problemu każdy znajdzie coś dla siebie. Przykładowe dania? Porcja pierogów ruskich - 22 zł, kotlet mielony z ziemniakami i surówką - 20 zł, a schabowy z ziemniakami i surówką - 29 zł.
Bar w Hali Targowej oferuje posiłki na miejscu, choć czasami trzeba albo poczekać na wolne miejsce, albo dosiąść się do kogoś, albo wziąć danie na wynos.
Retro bar w nowoczesnym wydaniu

W opinii wielu osób bary mleczne były charakterystyczne dla PRL-u, i jedynie w tzw. epoce minionej były słusznymi miejscami do stołowania się. Okazuje się, że ich popularność jest nie tylko silna do dziś, ale także współcześnie wiele lokali stylizuje się na bary mleczne. Przykład? Bar "Jacek i Agatka" zaraz przy Galerii Dominikańskiej.

Co prawda, menu nie zaskakuje swoją zawartością, ponieważ można zjeść klasyki polskiej kuchni (np. gołąbek z sosem pomidorowym za - 18,77 zł, pierś z kurczaka - 18,54 zł, schabowy - 17,73, ziemniaki tłuczone - 4,22 zł, mizeria - 6,16 zł), ale można komponować sobie samodzielnie danie główne.

Co ciekawe, w Barze "Jacek i Agatka" można złożyć zamówienie przy ladzie, ale także przy elektronicznym kiosku i po wywołaniu numerka, można odebrać samodzielnie posiłek.
"Plackarnia" na Komandorskiej

Sam zapach placków ziemniaczanych sprawia, że zaczyna burczeć w brzuchu. Ich przygotowanie jednak jest czasochłonne, a smażenie nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Rozwiązanie? Można udać się do "Plackarni" na ulicy Komandorskiej, która jest blisko centrum, ale w niezbyt zatłoczonej okolicy.

Miejsce wydaje się niepozorne, ale o każdej porze ustawiają się do niego kolejki. Nic dziwnego. Za niewygórowaną kwotę otrzymujemy świeże i chrupiące placki, które szybko napełnią puste brzuchy. Co więcej, mamy pewność tego, że placki są świeże, ponieważ przygotowane są na miejscu, co doskonale widać z perspektywy kupującego.

Jeden placek ziemniaczany na miejscu kosztuje 3,5 zł, co jest uczciwą ceną. Oczywiście, można dodać do posiłku kefir i śmietanę za dodatkową opłatą.
Znajdź codzienną dawkę inspiracji od urody i zdrowia po podróże i styl życia. Sprawdź, co nowego na kobieta.interia.pl















