Reklama

Reklama

Porzuć mięso dla planety. Dlaczego coraz chętniej rezygnujemy z mięsa?

Jeszcze całkiem niedawno w większości polskich domów za jedyny pełnowartościowy posiłek uznawano taki, który zawiera mięso. Na szczęście od kilku lat na naszych oczach zachodzi rewolucja żywieniowa, która obala dotychczasowe przekonania i zastępuje je nowymi. Według najnowszych badań rośnie odsetek wegan i wegetarian wśród Polaków, a wiele osób świadomie rezygnuje z mięsnego posiłku nawet kilka razy w tygodniu.

W ostatnim sporządzonym przez portal Happy Cow rankingu najbardziej prowegańskich miast na świecie, Warszawa znajduje się na szóstym miejscu, wyprzedzając Paryż czy Pragę. W sklepach coraz częściej natrafiamy na półki z wegańską żywnością, a na stacjach benzynowych PKN Orlen znajdziemy szeroką ofertę wegetariańskich posiłków z bezmięsnymi hamburgerami i zapiekankami na czele. Choć dawniej śmiano się, że to "Warszawka" pije latte na mleku sojowym, moda na bycie "wege" dotarła do najmniejszych miejscowości w Polsce. Dieta bezmięsna przestała być przedmiotem żartów i doczekała się społecznej akceptacji. Wspomniana rewolucja jest faktem, ale wciąż w kontekście ograniczania konsumpcji mięsa jest do zrobienia bardzo wiele.

Reklama

Warto przypomnieć, że dieta pozbawiona mięsa nie jest jak wielu się wydaje wytworem nowoczesności. Dowodzi temu choćby wydana w 1888 roku pierwsza książka kucharska, której zawartość potwierdza, że Słowianie od zawsze byli jaroszami. Obecnie Polacy rezygnują z tego składnika posiłków z bardzo wielu powodów. Wśród młodych osób częstym argumentem są pobudki natury etycznej, empatia i próba zatrzymania cierpienia zwierząt hodowlanych. Inni wskazują na powody zdrowotne i wpływ jedzenia mięsa na samopoczucie, wagę czy kondycję niektórych narządów. Wśród licznych argumentów podawanych przez mięsnych sceptyków nie bez znaczenia jest także zmieniająca się świadomość ekologiczna społeczeństwa. Okazuje się bowiem, że dieta roślinna jest lekkostrawna nie tylko dla naszego organizmu, ale też dla całej planety.

Przemysłowa hodowla zwierząt zagrożeniem dla klimatu. Faktem jest, że przemysłowa hodowla zwierząt w kontekście klimatu jest groźniejsza niż problem spalin samochodowych czy dymiących kominów. Jest odpowiedzialna za emisję aż 18 procent gazów cieplarnianych spowodowanych działaniem człowieka, a to więcej niż emitują wszystkie środki transportu. Aby zrozumieć tę zależność trzeba wziąć pod uwagę, że "tylko" hodowane w miliardach sztuk zwierzęta w trakcie procesów trawiennych powodują emisję dwutlenku węgla, tlenku azotu i metanu. Dodatkowo wyprodukowanie dla nich pasz (czyli także nawozów wspierających wzrost roślin) przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych. Przemysł mięsny zużywa około 70 procent wody pitnej, jednocześnie zanieczyszczając ją hormonami, nawozami i... zwierzęcymi odchodami. To jednak nie wszystko. Nie bez znaczenia jest także proces powiększania obszarów upraw żywności i pastwisk dla zwierząt, dla którego z kolei wycina się lasy odpowiedzialne za absorbcję dwutlenku węgla. Należy także pamiętać o kosztach, jakie ponosi planeta w samym procesie produkcji mięsa.

Jak zatem dieta bezmięsna miałaby przyczynić się do ratowania planety, skoro uprawy roślin także obciążają klimat? Wyjaśnienie jest proste. Przemysłowa hodowla zwierząt jest w gruncie rzeczy wydłużeniem przebiegu produkcji żywności. Żeby zjeść schabowego należy uprawiać rośliny, które będą stanowić paszę dla zwierzęcia, a także zużywać kolejne tysiące litrów wody do jego napojenia. Dopiero, gdy hodowane przez nas zwierzę urośnie, pochłaniając kolejne zasoby (energia, woda) możemy je przerobić na żywność. Zmiana diety na roślinną nie tylko skraca ten proces, bo pomijamy w niej ogromne pokłady zużywane na hodowlę i przetwarzanie, ale także może zmniejszyć wycinki lasów pod ziemie rolne, a także ograniczyć cierpienie zwierząt. Świadomość tego mechanizmu staje się coraz częściej powodem, dla którego rezygnujemy lub ograniczamy mięso w diecie.

Czy wiesz, co jesz?

Mięso jest składnikiem diety, które dostarcza organizmowi wielu składników odżywczych i skoncentrowanej energii. To ile go zjadamy, jakiej jakości i w jakiej postaci ma oczywisty wpływ na nasze zdrowie i kondycję. Współcześnie często obserwowane jest zjawisko nadkonsumpcji, które wynika z łatwej dostępności tego produktu i optymalnych cen. W krajach wysokorozwiniętych obserwuje się wyższą śmiertelność wśród osób odżywiających się mięsem, szczególnie wysokoprzetworzonym, a Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała je jako substancję rakotwórczą, po tym jak badania udowodniły związek spożycia tego elementu jadłospisu z nowotworem jelita grubego. Duże i częste spożywanie mięsa zwiększa także ryzyko wystąpienia cukrzycy, chorób powiązanych z otyłością i raka żołądka. Wędliny, w których występują substancje konserwujące, mogą powodować bóle głowy, wynikające z rozszerzania się naczyń krwionośnych. Produkty mięsne nierzadko są też przyczyną infekcji pokarmowych, chorób wirusowych i pasożytniczych.

Nie oznacza to oczywiście, że wieprzowina czy drób są trucizną, jednak osoby, które "przerzuciły się" na wegetarianizm przekonują, że skomponowanie pełnowartościowego posiłku bez takich produktów jest możliwe, a energię, białko i witaminy pozyskane ze spożycia mięsa można obecnie łatwo zastąpić odpowiednikami roślinnymi. Po stronie ograniczania mięsnego jadłospisu stoją także badania mówiące o korzyściach odstawienia tego produktu. Według nich, spożywając 200 gram mięsa tygodniowo, zmniejszymy ryzyko chorób serca i nowotworów, a całkowita rezygnacja z mięsa odciąży pracę nerek. To oczywiście tylko niektóre z korzyści.

A ty, na jaki posiłek się zdecydujesz?

Żyjemy w ciągłym biegu, często brakuje nam czasu na przemyślenia dotyczące właściwych wyborów w kontekście środowiska czy nawyków żywieniowych. W sklepach sięgamy po to, co jest nam dobrze znane lub łatwo dostępne i smaczne. Z tego powodu niezwykle dużą rolę odgrywają miejsca, w których decydujemy się na zakupy czy zjedzenie posiłku. To w dużej mierze od nich zależy, czy będziemy mieć wybór między mięsnym lub bezmięsnym posiłkiem.

Pamiętacie jak jeszcze kilka lat temu wyglądało jedzenie w podróży? Na stacji benzynowej mogliśmy kupić batonik, chrupki lub ciepłą przekąskę, najczęściej z mięsną wkładką. Do tego chcieliśmy zjeść szybko i w dobrej cenie. Dziś wiele się w tym temacie zmieniło. W menu stacji Orlen znajdziemy rozbudowaną ofertę wegetariańską z burgerami, sałatkami, falafelem. Zjemy także legendarnego hot doga z parówką vege dostępną w jasnym lub ciemnym pieczywie. Co ważne, parówki sojowe mają własne, osobne miejsce na podgrzewaczu. Jadąc rano do pracy, możemy zamówić także bezmięsne śniadanie. Nadal jest smacznie i szybko, ale dodatkowo masz wybór: możesz zadecydować, że jesz bez mięsa, niezależnie od argumentów, które spowodowały, że podjąłeś taką decyzję. To znak, że do żywieniowej i ekologicznej rewolucji dołączają najwięksi i chcą wspierać naszą wrażliwość ekologiczną i odpowiedzialną konsumpcję.

Artykuł z ekspozycją partnera

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje