Pracownicy JYSK wzięli sprawy w swoje ręce! Pomoc przez całą Polskę
To nie była kolejna firmowa inicjatywa, o której po tygodniu nikt nie pamięta. To była historia, mająca swój początek pod sklepem JYSK w Nowym Targu, a finał - setki kilometrów dalej, przy biurze głównym firmy w Gdańsku. Po drodze pojawił się deszcz i zmęczenie, ale też satysfakcja. Bo realnym beneficjentem "Sztafety Niebieskich Serc", niezwykłej sportowo-charytatywnej imprezy, są dzieci.

Na papierze "Sztafeta Niebieskich Serc" wygląda imponująco: 761 kilometrów, 66 godzin i 55 minut działania. Ale te liczby szybko przestają być abstrakcyjne, kiedy uświadomimy sobie, jaki był cel. Bo tylko dosłownie był nim Gdańsk i główna siedziba JYSK. Ponad wszystko inne chodziło bowiem o realną pomoc i wsparcie najmłodszych.
761 kilometrów, które są czymś więcej…
Każdego dnia uczestnicy mieli do pokonania około 100 kilometrów. Były dni, kiedy udawało się zamknąć etap w 6,5 godziny, ale i momenty znacznie trudniejsze, gdy ten sam dystans rozciągał się na kilkanaście godzin wysiłku. Do tego trzy dyscypliny: bieg, marsz i - z wyraźną przewagą - rower.
- Wzięłam udział w Sztafecie Niebieskich Serc przede wszystkim dlatego, że chciałam zrobić coś dobrego dla innych. Los chorych dzieci nie jest mi obojętny, a taka inicjatywa daje realną możliwość wsparcia - nie tylko finansowego, ale też poprzez okazanie solidarności i nagłośnienie ważnego tematu. To był dla mnie naturalny odruch serca, żeby się zaangażować i wesprzeć nie tylko podopiecznych z Fundacji Polsat, ale także ich rodziców i opiekunów, którzy na co dzień walczą o zdrowie swoich pociech - mówi Agnieszka Galwas, uczestniczka Sztafety, kierownik sklepu JYSK.
W "Sztafecie Niebieskich Serc" nie było ważniejszych uczestników. Bo wzięli w niej udział zarówno sprzedawcy, kierownicy sklepów, osoby z centrum dystrybucji i biura głównego w Gdańsku, jak również szefowa całego retailu operacyjnego w Polsce. Łącznie blisko 50 osób, które na trasie stały się zespołem. Co ciekawe, plan wydarzenia okazał się... tylko planem. Uczestnicy spontanicznie wydłużali swoje odcinki i jechali dalej niż zakładali. W praktyce inicjatywa żyła więc własnym życiem i rytmem.
…niż tylko liczbą
Nie obyło się bez momentów sprawdzających charakter uczestników. Jeden z dni przyniósł bowiem intensywny deszcz, który mógłby skutecznie ostudzić entuzjazm. Ale... tego nie zrobił. Wręcz przeciwnie - stał się kolejną przeszkodą do pokonania. Mimo że zmęczenie było obecne od początku do końca, silniejsza okazała się determinacja i chęć pomocy.

- Wziąłem udział w sztafecie, ponieważ pomoc i działania charytatywne to obszary, które są dla mnie bardzo istotne i zajmują sporą część mojego życia poza pracą. Dużą motywacją było dla mnie to, że moja firma kompleksowo zorganizowała całość i wiedziałem, że będzie to świetna akcja i pomożemy osobom z fundacji - opowiada Natanael Natkański, uczestnik sztafety, kierownik sklepu JYSK:
Za całą inicjatywą stał Adrian Dróżdż, kierownik regionalny, pomysłodawca i koordynator sztafety. To właśnie z jego energii i sportowej pasji narodziła się idea "Sztafety Niebieskich Serc". - Pomysł na sztafetę pojawił się z potrzeby stworzenia czegoś, co naprawdę łączy ludzi i pokazuje, że jako zespół JYSK Active potrafimy zrobić rzeczy pozornie niemożliwe. Chciałem połączyć symbolicznie dwa końce Polski, z jednej strony sklep JYSK w Nowym Targu, a z drugiej Centralę JYSK w Gdańsku. Sztafeta i zaangażowanie wielu osób pokazały, że wspólnym wysiłkiem można pokonać każdy dystans - wyjaśnia Adrian Dróżdż.

Finał odbył się przy biurze głównym JYSK Polska w Gdańsk. To tam symbolicznie domknęła się trasa, ale nie domknęła się historia. Dopiero tam nabrała pełnego znaczenia.
"Dobre Serca, Dobre Sny" i JYSK Active
Równie ważny okazał się drugi element, czyli akcja "Dobre Serca, Dobre Sny", która od miesięcy angażowała klientów i pracowników JYSK. W ramach kampanii 10 zł z każdej sprzedanej poduszki GOLD trafiało na wsparcie podopiecznych Fundacji Polsat. Akcja została przeprowadzona w dwóch turach (w marcu i kwietniu), a jej efekt to ponad 400 000 zł przeznaczonych na pomoc.
- Na co dzień dużo jeżdżę rowerem, a perspektywa, że mogę komuś pomóc robiąc coś, co lubię, od razu sprawiła, że się zgłosiłam. Poza tym taki projekt to dla mnie nowość i okazja do nowych doświadczeń. Zapamiętam swoją radość po przekroczeniu mety i dumę, że wykorzystując możliwości swojego zdrowia, mogłam pomóc osobom, które takiego szczęścia nie mają. Dzięki sztafecie zrozumiałam, że też mogę pomagać - Sylwia Górecka, uczestniczka sztafety, sprzedawczyni w sklepie.

W tle całej inicjatywy działał również program JYSK Active, zachęcający pracowników do aktywności fizycznej i dbania o zdrowie. Sztafeta stała się swoistym przedłużeniem tej idei. Dlaczego to ważne? Ponieważ o chwytliwe hasła łatwo, a dużo trudniej zamienić je w konkretne działanie.
- Najbardziej poruszyła mnie solidarność między uczestnikami. To, że ktoś już "zrobił swoje", a mimo to wracał na trasę, żeby wesprzeć innych na kolejnych kilometrach. Te wspólne nasze osiem dni, cały czas byliśmy w kontakcie z całą grupą, wykorzystując komunikator, motywowaliśmy się i wspieraliśmy od samego rana do wieczora - dodaje Adrian Dróżdż.

Sztafeta jakich wiele? Bliżej prawdy będzie raczej stwierdzenie, że to opowieść o ludziach, którzy postanowili zrobić coś więcej. Bo ostatecznie nie chodziło o dystans, czas ani rekordy. Chodziło o to, żeby 761 kilometrów zmieniło się w realną pomoc. I dokładnie tak się stało. Ale… na tym nie koniec. Bo, jak zaznacza pomysłodawca "Sztafety Niebieskich Serc", "koleżanki i koledzy już rozmyślają o kolejnej edycji".
Materiał promocyjny











