Reklama

Reklama

Przez przedpokój przeleciała niczym piórko

Przemoc przybiera różne formy - od wyrafinowanych psychologicznych manipulacji po fizyczne znęcanie się. W cieniu oprawcy nawet pozornie najmocniejsze osoby mogą stać się uległymi ofiarami. Lęk, bezsilność, uzależnienie - w poczuciu tego wszystkiego można żyć przez wiele lat. Przeczytaj fragment książki "Moja siła", w którym autorka, Justyna Moraczewska, opisuje swoją wstrząsającą historię.

Justyna, 43 lata, mama 10-letniej Julki, dziennikarka, blogerka, freelancerka, ofiara przemocy.

15 marca 2020 roku. Pierwsze dni pierwszego lockdownu. Początek pandemii. Kolejna awantura, pełna wulgarnych wyzwisk, agresji i wzajemnej nienawiści. Nie jesteśmy ze sobą od dawna. Powinniśmy rozstać się już wiele lat temu, ale mamy przecież kilkuletnie dziecko. I jest też to moje przekonanie, że musi mieć "normalną" rodzinę. I tak "dla dobra dziecka" mieszkamy razem w tym martwym związku, w którym dawne uczucie przepoczwarzyło się w swoją własną karykaturę podszytą pogardą.

Reklama

Mijanie się na przestrzeni sześćdziesięciu metrów kwadratowych powoduje tylko eskalację agresji. Od kilku miesięcy śpię razem z córką w jej pokoju na wąskim łóżku. Mieszkanie  jest moje. Nie jesteśmy małżeństwem. Błagam, żeby się wyprowadził, bo napięcie jest już nie do wytrzymania. Czuję, że wydarzy się coś złego. Nie ma mowy. "Jestem tu zameldowany i mam prawo mieszkać. Jak sam będę chciał, to się wyniosę. Nic ci do tego"

O co poszło tym razem, tego wieczoru? To bez znaczenia. Pretekstem może już być cokolwiek.

Jest między nami spora różnica wagi i wzrostu,  więc przez przedpokój przelatuję jak piórko. Zbierając się z podłogi pod drzwiami  łazienki, słyszę głos mojej dziewięcioletniej córki.

"Mamusiu, popatrz, jak dobrze, że upadłaś tutaj, a nie obok, bo byś uderzyła w klamkę i rozbiła sobie głowę".

Nie bolą mnie plecy i mostek, w który oberwałam, ból poczuję dopiero później. W sumie niczego nie czuję fizycznie. Coś za to pęka w środku. Czy w pierwszym odruchu chcę dzwonić na policję? Nie, dzwonię do siostry. To ona wzywa patrol, a ja się przed tym bronię, bełkocząc coś o wstydzie i o dziecku, które jest w domu; o tym, że dość traumatycznych wydarzeń ma na dziś. Na szczęście siostra mnie nie słucha. "Zamknij się. Nie jesteś  partnerem  do rozmowy,  w tej chwili  jesteś  w szoku. Masz im tylko otworzyć drzwi. Słuchaj mnie, otwórz im drzwi, do cholery!" W chwili, kiedy się rozłącza, odzywa się domofon.

"Czy jest pan trzeźwy?"

"Nie".

A ja w szoku. Bo tego nie wyczułam, nie wiedziałam, straciłam czujność.

"Uderzył pan panią?"

"Bzdura  sama się potknęła i upadła. Pewnie  ona jest pijana. Ją sprawdźcie. Prowokowała sama".

"To nieprawda. Mamusia nie upadła sama. To tato ją uderzył".

Czy składam zeznania? Mimo że funkcjonariusz  kilka razy ponawia  pytanie,  nie robię tego. Chcę, żeby jak najszybciej  sobie poszli,  żeby  to się skończyło.  Mam  ochotę  zapaść  się ze wstydu pod ziemię. Co sobie pomyślą sąsiedzi? W ogóle wstydzę się sama przed sobą, że jestem tu, teraz, w takiej sytuacji. Tak, przede wszystkim wstyd mi jest przed samą sobą. Mój wstyd, a nie jego.

Zeznania będę musiała złożyć i tak później, na komisariacie. Do tego zmuszą mnie rodzina i przyjaciel.

To najbliżsi dają mi nieocenione wsparcie. To oni w kategoryczny sposób wyprowadzają mojego eks. Rano mój przyjaciel wymienia zamki. Jestem w szoku. To dzieje się trochę poza mną. Córka nie odzywa się prawie przez cały dzień, wpatrzona w ekran telefonu. Nie mam zamiaru jej go zabierać. Jeszcze nie wiem, co zaproponować w zamian.

Mija kilka dni. Nadal się wstydzę. Jest lockdown, więc wszyscy tkwimy w swoim piekiełku. Osiedle ma pewnie gorący temat. Przemykam w bluzie z kapturem głęboko zarzuconym na głowę. Oddzielając tę historię od wszystkiego, co było przedtem, i od tego, co potem, tak naprawdę to jest koniec. Koniec szesnastoletniego związku.

Na kolejnej stronie dowiesz się, co Justyna powiedziała swojej córce >>

* Więcej o książce "Moja siła" przeczytasz TUTAJ.

Siedzimy z córką pod lampkami w kształcie obłoków na jej piętrowym łóżku. Nie spełnię roli psychologa dziecięcego, który będzie za chwilę niezbędny - w tych trudnych czasach pandemii, oczywiście wyłącznie online. Ale wiem, co muszę powiedzieć ja sama, co chcę jej powiedzieć, i wiem, że nie mogę milczeć, licząc na cud niepamięci.

"Nigdy, kochanie, przenigdy, żaden chłopak ani mężczyzna nie ma prawa uderzyć cię, ani ręką, ani obrzydliwym słowem, które też krzywdzi. To się może oczywiście zdarzyć. Bo na to wpływu do końca nie masz. Ale zdarzyć się może tylko raz. Rozumiesz? Raz, i odchodzisz. To jest złe i nie daj sobie wmówić, że jest jakiekolwiek usprawiedliwienie, bo nie ma. Nigdy przenigdy nie daj na to zgody, i kropka. Nie tłumacz i nie dawaj sobie wytłumaczyć takiego zachowania. I nie wstydź się o tym mówić, tak jak ja powiedziałam cioci. Ktoś zawsze musi wiedzieć. Nie wolno milczeć. Bo jak się dowiem, że cię ktoś krzywdzi, to..."

"Tak, mamo, wiem, wtedy nie chciałabym być w jego skórze. Jesteś bardzo dzielna, mamo. I bardzo cię kocham, wiesz?"

***

Czy byłam ofiarą przemocy? Czy mogę stawiać się w szeregu kobiet dręczonych latami, przez swoich oprawców? Przecież miałam relatywnie poprawny związek. Przecież mój partner nigdy mnie wcześniej nie uderzył... Dodatkowo pojawia się ta niepokojąca myśl, która jak złe ziarno zaczyna kiełkować w głowie: "Może rzeczywiście  to moja wina? Może ja go faktycznie sprowokowałam?".

A później przypomniałam sobie, ale dopiero dużo później, kiedy zostałam o to przez kogoś zapytana w rozmowie, że to nie był pierwszy raz. Ten pierwszy incydent miał miejsce wiele lat wcześniej, jeszcze przed narodzinami naszej córki. Tyle że ja go wyparłam. Wtedy tłumaczyłam sobie, że przecież to nie on wyzywał mnie i szarpał za włosy. Nie przed nim kuliłam się, chowając się we własnym mieszkaniu. To nie był on, tylko coś w niego wstąpiło po alkoholu. Coś takiego, co wstępuje w mężczyzn po alkoholu. Wtedy mogą uderzyć, wyzywać, bluzgać i zamroczeni nasikać do szafy. Bo przecież nie są sobą.

Znasz to? Znasz te mechanizmy wyparcia? Znasz te słowa tłumaczenia, dzięki którym łatwiej później żyć dalej razem, łatwiej wrócić do porządku dziennego. Razem się śmiać, kochać, wychowywać dziecko. Bez wyparcia nie sposób tego robić. Nie sposób dalej uprawiać codzienności.

Znasz to poczucie winy, kiedy słyszysz: "Patrz, do czego doprowadziłaś, sama mnie sprowokowałaś"? Znasz lęk? Znasz wstyd?

Pięć kobiet takich jak ty i ja. Pięć historii toczących się w kręgu przemocy. Pięć dowodów na to, jak ogromny mamy w sobie potencjał siły, żeby wyrwać się z tego, co nas niszczy, i żeby zawalczyć o nowe życie. Za drzwiami niekoniecznie czeka skąpana w słońcu polana, na której pasą się tęczowe jednorożce. Na nowej drodze jest ciężko, zwłaszcza samotnym matkom. Na nowej drodze jest trudno. Brakuje pieniędzy. Często trzeba prosić o pomoc. Ale na nowej drodze jest wolność. Jest godność i życie bez lęku. A kiedy się go pozbędziesz, możesz wszystko.

Moja siła jest twoją.

* Więcej o książce "Moja siła" przeczytasz TUTAJ.

***

Zobacz również:

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

Fragment książki
Dowiedz się więcej na temat: przemoc domowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy