Reklama

Reklama

Schulz był sprzedany twórczości

Wiemy, że Schulz zmarł śmiercią tragiczną - został zastrzelony na ulicy getta podczas II wojny światowej. Jednak w pani książce mocno wybrzmiewa wątek, że doszło do tego dosłownie w przededniu ucieczki z Drohobycza.

Reklama

- Schulz mógł wydostać się z getta dużo wcześniej, ale przez cały czas miał obawy. Przede wszystkim opiekował się schorowaną siostrą, która zginęła wcześniej od niego oraz siostrzeńcem. Gdy były łapanki, za wszelką cenę próbował znaleźć im schronienie. Wiemy, że zjechała do niego rodzina, choć nie znamy konkretnych nazwisk. Pewnie i za nich był odpowiedzialny, bo w getcie miał stosunkowo dobrą pozycję. Był tzw. potrzebnym Żydem, nosił opaskę z napisem "glejt", którą otrzymał, ponieważ wykonywał portrety gestapowców i pracował w bibliotece, gdzie segregował książki. Był też w nim koszmarny strach, że gdy wsiądzie do pociągu i będzie jechał już w kierunku Warszawy, ktoś go rozpozna, wywlecze z przedziału i rozstrzela w lesie. Takie sytuacje naprawdę się zdarzały, mówiono o nich w getcie. Dlatego tak długo zwlekał. Ale w końcu przyszedł moment, kiedy wygłodzony, wychudzony, w bardzo złym stanie psychicznym, postanowił uciekać. Albo już wiedział, że to koniec... Tego nigdy się nie dowiemy.

Przeczucie, że koniec jest blisko, katastrofizm przypisywany zazwyczaj Witkacemu, pojawiał się u Schulza jeszcze przed wojną.

- Schulz miał niebywałą intuicję, był też troszeczkę przesądny. Gdy do Drohobycza przyjechał słynny rabin, udał się do niego po poradę. Usłyszał wtedy, że mężczyźni z rodu Schulzów nie mają dobrego losu. Bruno bardzo to przeżywał: pisał na ten temat do siostrzenicy i do brata. Niestety, słowa rabina znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Ojciec chorujący długo na oczach całej rodziny, przedwczesna śmierć brata....

- Wszyscy bratankowie oprócz jednego zginęli. Ten natomiast tułał się po świecie w czasie II wojny, nigdy nie powrócił do Polski.

Schulz był przesądny, ale czy religijny? W pewnym momencie dla Józefiny wystąpił przecież z gminy żydowskiej.

- Ale nie konwertował, pozostał bezwyznaniowcem. Ludzie dziwili się, kiedy szedł do kościoła z uczniami i wykonywał znak krzyża, albo ściągał kapelusz. Tymczasem był po prostu człowiekiem dobrze wychowanym i umiał się zachować w każdej sytuacji. Natomiast raczej nie był religijny: jak twierdzi Szelińska, do synagogi udawał się raz w roku, w Jom Kipur.

Ale to nie było coś, co determinowało jego twórczość, postrzeganie świata?

- Absolutnie. Ale pamiętajmy, że wychował się tradycji judaistycznej. W szkole uczestniczył w lekcjach religii prowadzonych przez rabina. Wraz z całą rodziną brał udział w różnych obrzędach: pogrzebach czy ślubach.

W rozdziałach poświęconych dzieciństwu i wczesnej młodości pokazuje pani, jak wiele kultur spotykało się z Drohobyczu. Schulz dorastał na przecięciu co najmniej trzech religii.

- Tak, Drohobycz to miasto wielokulturowe. Spotykały się tu różne narodowości i religie. Na przykład pierwszą gimnazjalną klasę ukończył Brunio wraz z 38 kolegami, spośród których 27 to byli drohobyczanie, 10 pochodziło z innych powiatów i jeden z Anglii. Według deklaracji języka ojczystego proporcja klasy wygląda następująco: 27 Polaków i 11 Rusinów. Schulz należał do tej pierwszej grupy. Chłopcy uczęszczali w swoich grupach wyznaniowych na lekcje religii katolickiej, prawosławnej i żydowskiej.

W książce pojawia się też wątek zaginionych dzieł Schulza. Jesteśmy w stanie oszacować, czego nam brakuje?

- W sferze plastyki obrazów: akwarel oraz olejnych płócien, na pewno było ich sporo. Znamy tylko jeden obraz Schulza, "Spotkanie", namalowany w 1920 roku. W książce próbowałam pokazać świat jego malarstwa. Szukałam cytatów z listów, w których była mowa o kolorystyce prac, o ciągotach Brunona do kubizowania. Zresztą w tym zachowanym obrazie widać modernistyczne wpływy. 

- Natomiast, gdy mowa o literaturze, istnieje długa lista zaginionych dzieł: przede wszystkim powieść "Mesjasz", opowiadanie napisane po niemiecku pt. "Die Heimkehr" wysłane do Tomasza Manna, a może nawet więcej takich opowiadań. Podobno w getcie Schulz napisał kilkadziesiąt, a według niektórych przekazów nawet kilkaset, stron pamiętnika o zagładzie Żydów drohobyckich. Wiemy też o wykładach o Lilienie, Mannie czy o Gotliebie. Niewykluczone, że kiedyś odnajdziemy eseje im poświęcone, bo w ostatnich kilku latach został przecież odkryty esej o Lilienie, który był wydrukowany w drohobyckim czasopiśmie. Dosłownie pół roku temu światło dzienne ujrzało opowiadanie "Undula", które umiejscawia twórczość literacką Schulza o 10 lat wcześniej! Podpisał się pod nim pseudonimem, co być może otworzy badaczom nowe ścieżki.

Dowiedz się więcej na temat: Schulz | Bruno Schulz | literatura | II wojna światowa | biografia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje