Reklama

Reklama

Tajemnica Stelli Walsh

Na wyżynach lekkiej atletyki

Klub powstał w 1905 roku z inicjatywy Heleny Kuczalskiej jako V Gniazdo Kobiece Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", ale wkrótce został zdelegalizowany. Ponownie oficjalną działalność rozpoczął po opuszczeniu Warszawy przez Rosjan - niemieckie władze zezwoliły bowiem na reaktywację polskich organizacji sportowych. Wówczas zawodnicy "Grażyny" wykorzystywali do ćwiczeń teren Parku Saskiego, a w okresie, gdy w jej barwach startowała Stanisława Walasiewiczówna, treningi odbywały się na boisku do gier sportowych w Parku Paderewskiego. Obiekt ten, usytuowany w pobliżu stadionu AZS, "Grażyna" otrzymała od magistratu, a sekcja kobiecej lekkoatletyki utrzymywała się w klubie na najwyższym krajowym poziomie.

Reklama

Niebawem nasza bohaterka występowała już w reprezentacji Polski na międzynarodowych meczach międzypaństwowych. Zadebiutowała podczas rywalizacji z Austrią, następnie Czechosłowacją i Japonią, osiągając znaczące sukcesy i ustanawiając nowe rekordy życiowe.

Po trwającym rok pobycie w Polsce, który wykorzystała także na spotkanie z rodziną mieszkającą na Pomorzu, powróciła do Stanów Zjednoczonych i do pracy na kolei. Powoli zbliżały się igrzyska w Los Angeles (w 1932) - Stanisława Walasiewiczówna miała na nich wystartować jako reprezentantka USA. Po długim wahaniu zdecydowała się jednak nie przyjmować amerykańskiego obywatelstwa i w ostatniej chwili złożyła rezygnację. Oczywiście spotkało się to z bardzo nieprzyjazną rekcją amerykańskiej opinii publicznej... Amerykanie, podobnie jak Polacy, świetnie zdawali sobie sprawę z ogromnych możliwości lekkoatletki urodzonej w niewielkiej kujawsko-pomorskiej wsi.

O okolicznościach tej decyzji Walasiewiczówna wspominała po latach w audycji radiowej z cyklu "Z Ziemi Polskiej":

- W 20-ósmym roku startowałam w Mistrzostwach Ameryki, w których była wybrana drużyna do reprezentacji Ameryki w Amsterdamie. Byłam przyjęta do drużyny sztafetowej 4×100 m pań, ale gdy sędziowie sprawdzili zgłoszenia, a w zgłoszeniu trzeba było zaznaczyć, gdzie się zawodnik albo zawodniczka urodziła, więc ja podpisałam - urodziłam się w Polsce, tak, jak było - i właśnie dlatego, że się urodziłam w Polsce, nie byłam przyjęta do drużyny amerykańskiej i nie pojechałam do Amsterdamu. Więc gdy nadeszła już następna olimpiada, w trzydziestym drugim roku, ja to zapamiętałam i to była jedna z przyczyn, że gdy miałam zdecydować, w jakich barwach będę startowała, zdecydowałam się ostatecznie startować w barwach Polski.

W konsekwencji mogła reprezentować na igrzyskach Polskę, ale aby tak się stało, musiała znaleźć nowe zatrudnienie, ponieważ jej decyzja spowodowała, że utraciła zajmowane dotychczas stanowisko w kompanii kolejowej New York Central. Konieczność znalezienia pracy związana była z surowymi wówczas przepisami dotyczącymi udziału sportowców w igrzyskach (jako amatorka musiała utrzymywać się z innego zajęcia niż sport), a także z trudną sytuacją finansową, w jakiej znalazła się jej rodzina. Ostatecznie zatrudniono ją w polskim konsulacie w Nowym Jorku, mogła więc spokojnie rozpocząć olimpijskie przygotowania.

Zbiegło się to w czasie z wielkim ogólnoświatowym kryzysem ekonomicznym. Wiele amerykańskich przedsiębiorstw wówczas zbankrutowało, znacząco ograniczono także produkcję przemysłową. A Stanisława dzięki nowej, stabilnej pracy była w stanie pomóc ojcu (któremu zredukowano liczbę godzin pracy) w utrzymaniu żony i swoich sióstr.

W 1930 roku Stanisława Walasiewiczówna - obok Hulanickiej, Schabińskiej, Orłowskiej, Kilos, Freiwald, Lewin, Jasieńskiej, Kobielskiej i Konopackiej - reprezentowała Polskę na III Światowych Igrzyskach Kobiet w Pradze, uznawanych wówczas za nieoficjalne mistrzostwa świata. Wypadła znakomicie, wygrywając trzy dystanse sprinterskie i walnie przyczyniając się do zajęcia przez nasz kraj drugiego miejsca w tabeli medalowej igrzysk. Był to niewątpliwie przełomowy moment w jej karierze, ponieważ zdobyła poważne już uznanie i renomę w środowisku międzynarodowym, a w Polsce wygrała po raz pierwszy w karierze plebiscyt na najlepszego sportowca "Przeglądu Sportowego". Gazeta w podsumowaniu roku 1930 w polskim sporcie pisała:

- Bilans sportowy roku 1930 jest zdecydowanie dodatni. Najwybitniejszą jego pozycją jest lekka atletyka kobieca, w której wznieśliśmy się do wyżyn mocarstwowych. Nasz wielki sukces praski - wicemistrzostwo świata - opieraliśmy co prawda przede wszystkim na wybitnych indywidualnościach dwu zawodniczek - Konopackiej i Walasiewiczówny. Sukcesów Walasiewiczówny nie można nadto zapisać w pełni na nasze dobro. Nie możemy zapominać, że zawdzięcza ona więcej Ameryce niż Polsce, choć z drugiej strony pierwsze wiadomości o jej talencie poszły w świat właśnie z Polski. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje