Reklama

Reklama

Tajemnica Stelli Walsh

Olimpijskie kontrowersje

Igrzyska olimpijskie w stolicy Trzeciej Rzeszy odbywały się w atmosferze hitlerowskiej propagandy, mającej dowieść całemu światu słuszności i doskonałości ideologii nazistowskiej. Realizowano ją zwłaszcza poprzez eksponowanie olbrzymich budowli oraz nowoczesnych urządzeń sportowych, a także niebywały przepych, który towarzyszył zawodom.

Reklama

Męska część lekkoatletycznej reprezentacji Polski podczas berlińskich igrzysk nie zaimponowała niestety wynikami. Kibicom w kraju powodów do radości dostarczyły tylko panie, zdobywając dla naszych barw trzy medale - w biegu na 100 m Stanisława Walasiewiczówna (srebrny), w rzucie oszczepem Maria Kwaśniewska (brązowy) oraz w rzucie dyskiem Jadwiga Wajsówna (srebrny).

Walasiewiczówna nie obroniła złotego medalu wywalczonego na poprzednich igrzyskach w Los Angeles w biegu na 100 m. Mimo znakomitego czasu (11,7 sek.) zajęła w finale drugie miejsce, co w naszym kraju uznano za porażkę. Polka musiała uznać wyższość świetnie dysponowanej, młodszej o siedem lat Amerykanki Helen Stephens, która triumfowała z czasem 11,5 sek. Brązowy medal przypadł w udziale Käthe Krauss z Niemiec, uzyskała ona czas 11,9 sek. Stanisławie Walasiewiczównie, choć pod względem sportowym nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, i tak gratulowano wielkiej woli walki, ponieważ podczas treningu przed biegami półfinałowymi nadwyrężyła mięsień uda i jej udział w zawodach stał w ogóle pod znakiem zapytania. Mimo wszystko wielu polskich dziennikarzy i kibiców z niedowierzaniem przyjmowało wyniki finału sprintu olimpijskiego pań.

Doszło nawet do tego, że redaktorzy "Kuriera Porannego" publicznie domagali się wykonania... testu płci Stephens, aby dowieść ponad wszelką wątpliwość, że jest ona w stu procentach kobietą... Presja opinii publicznej doprowadziła do wykonania tych badań, które Amerykanka przeszła pomyślnie.

Muskularnie zbudowana i wywodząca się, podobnie jak Polka, ze środowiska wiejskiego Stephens wyraźnie natomiast przypadła do gustu Adolfowi Hitlerowi, który wręczył jej autograf i... zaproponował wspólne spędzenie weekendu w jego rezydencji. Amerykanka nie przystała jednak na propozycję kanclerza, jak wspominała, uprzednio nie odwzajemniwszy również jego nazistowskiego pozdrowienia:

- Przyszedł i wykonał ten nazistowski salut. Odpowiedziałam dając mu stary, dobry uścisk dłoni zgodnie z zasadami Missouri. Potem złapał mnie za szyję, a następnie za tyłek. Zaczął ściskać i szczypać, a potem mnie objął. Powiedział: "jesteś prawdziwym aryjskim ideałem. Powinnaś biegać dla Niemiec". Potem zaczął mnie masować i zaprosił mnie na wspólny weekend w Berchtesgaden. 

Oczywiście Helen Stephens, która w dzieciństwie nawet wzorowała się na naszej wybitnej sprinterce, chciała czym prędzej zakończyć spotkanie z Hitlerem, traktując je jako przykry obowiązek, i nawet przez myśl jej nie przeszło, aby kiedykolwiek w przyszłości rozważać starty w barwach III Rzeszy...

Podczas igrzysk w Berlinie startował jeszcze co najmniej jeden wzbudzający kontrowersje sportowiec. Był nim Niemiec Hermann Ratjen, biorący udział w konkursie skoku wzwyż... kobiet. Występował jako Dora Ratjen, ale mimo swojej fizycznej przewagi nie zdobył medalu, na który oczywiście liczyli nazistowscy działacze. Wyrażane już wtedy wątpliwości co do jego płci okazały się w pełni uzasadnione, co potwierdziło się dwa lata później. I nie było raczej mowy o jakichś specyficznych uwarunkowaniach genetycznych, ale o cynicznym oszustwie.

W kolejnych sezonach forma Ratjena wzrastała. Odwiedził nasz kraj w 1938 roku, startując na Stadionie Miejskim w Bydgoszczy podczas meczu lekkoatletek Polska-Niemcy. Wkrótce doskonale wypadł podczas mistrzostw Europy kobiet w Wiedniu, gdzie zwyciężył z rekordem świata - 1,70 m. Jednak tuż po tym zwycięstwie jego sekret wyszedł na jaw. Otóż w drodze powrotnej z zawodów odkryto, iż Ratjen posiada męskie narządy płciowe. Najprawdopodobniej spostrzegła to koleżanka z drużyny lekkoatletycznej, podróżująca z nim w jednym wagonie sypialnym. Zaniepokojona wezwała kontrolerów, którzy zarządzili rewizję. Prawda wyszła na jaw, lecz władze niemieckiego sportu próbowały tuszować sprawę. Niemiecka Federacja Lekkiej Atletyki zdecydowała wprawdzie o dyskwalifikacji Ratjena, ale powodem tej decyzji - jak oficjalnie uzasadniano - było "naruszenie zasad amatorstwa". Ustanowiony w Wiedniu rekord i medal zdobyty w skoku wzwyż pań zostały mu odebrane. Męskiego imienia Hermann zaczął używać po wojnie, a w latach pięćdziesiątych XX wieku oznajmił, że do oszustwa został namówiony przez nazistowską organizację Bund Deutscher Mädel (żeńską sekcję Hitlerjugend).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje