Tłusty czwartek to nie tylko pączki. Niektórzy wolą amoniaczki i całuski
Wystawne uczty dawniej były typowym sposobem spędzania czasu w karnawale. Dziś do tego okresu podchodzi się z mniejszą pompą, choć wielu łasuchów z niecierpliwością czeka na tłusty czwartek. Oto dzień, kiedy można przestać liczyć kalorie i oddawać się pysznemu świętowaniu. Zapytaliśmy internautów o to, jakie przysmaki zajadają najchętniej. Choć zwycięzcę wskazano jednoznacznie, warto sięgnąć do przepisów z kuchni regionalnych, by skosztować także mniej oczywistych łakoci.

Spis treści:
- Najsłodszy dzień w roku
- Internauci wybrali swojego faworyta na tłusty czwartek
- Alternatywa dla pączków i faworków
- Na Warmii zajadają się anielskimi ruchańcami
- Amoniaczki powstały "przy okazji"
- Pszczelowolskie całuski to przysmak spod Lublina
Najsłodszy dzień w roku
Tłusty czwartek można celebrować bez wyrzutów sumienia. W samym środku zimy wreszcie mamy okazję odpocząć od skrupulatnego liczenia kalorii i pozwolić sobie na żywieniowe szaleństwo. Zresztą zgodnie z tradycją, zjedzenie przynajmniej jednego pączka ma zapewnić wszelką pomyślność przez cały rok. Przyjemne z pożytecznym.
Okazuje się, że Polacy biorą sobie ten zwyczaj do serca. Szacuje się, że każdego roku w tłusty czwartek zjada się w naszym kraju prawie 100 milionów pączków. Nie do uwierzenia? Wystarczy spojrzeć na kolejki do popularnych cukierni. Najwięksi miłośnicy słodkich przekąsek są w stanie czekać na upragnione specjały od wczesnych godzin porannych.
Internauci wybrali swojego faworyta na tłusty czwartek
W czasach, gdy szlachta hucznie świętowała karnawał, organizując nie tylko obfite biesiady, ale też kilkudniowe kuligi, podejście do pączków było zupełnie inne. Jadano je wtedy w wersji wytrawnej, najczęściej mięsnej. Dziś kojarzą się głównie ze słodkościami. Potwierdza to ankieta, którą skierowaliśmy do naszych użytkowników. Pytaliśmy o przysmak, po który najchętniej sięgają w tłusty czwartek. Zwycięzcę wybrano jednoznacznie.

Aż 73 proc. odpowiedzi wskazało na pączki. Trzeba zaznaczyć, że na talerzach królują warianty z lukrem, które wybrało 42 proc. internautów, pączki z cukrem pudrem woli 31 proc. Podium zamknęły faworki, wybierane w pierwszej kolejności przez 21 proc. głosujących. Oponki i inne przekąski są ulubieńcami 6 proc. osób biorących udział w ankiecie.
Alternatywa dla pączków i faworków
Mimo że to właśnie one są niekwestionowanymi gwiazdami tłustego czwartku, polska tradycja kulinarna ma do zaoferowania znacznie więcej. W różnych regionach kraju od wieków przygotowuje się nietuzinkowe słodkości. Dziś bywają już trochę zapomniane lub zwyczajnie nieznane w innych częściach Polski. Tymczasem odkurzenie tych receptur okazuje się sposobem na kapitalną podróż kulinarną bez wychodzenia z domu.
Na Warmii zajadają się anielskimi ruchańcami
Aniołowo to niewielka wieś w województwie warmińsko-mazurskim. Obecnie liczy około 200 mieszkańców. W przeszłości osiedlały się tu osoby z różnych stron, które przywoziły ze sobą nie tylko bagaże, ale też różnorodne tradycje i sposoby świętowania. Podczas poznawania sąsiadów, tworzono nowe zwyczaje, które nie ominęły także dziedziny kulinariów.

Niewielkie placuszki drożdżowe, smażone na głębokim tłuszczu, które konsystencją przypominają kompromis między racuchami a pączkami. Tak w skrócie można opisać przysmak nazywany anielskimi ruchańcami. Pierwsze słowo nawiązuje, rzecz jasna, do nazwy miejscowości. Drugie z kolei wskazuje na specyficzne "zachowanie" placuszków, które podczas smażenia poruszają się w garnku i same odwracają się na drugą stronę.
Dawniej przyrządzano je z resztek ciasta chlebowego, do którego dodawano mleko, jajka i odrobinę cukru. Dziś najczęściej serwowane są z cukrem pudrem lub miodem, więc idealnie wpisują się w klimat tłustego czwartku.
Amoniaczki powstały "przy okazji"
Ich nazwa brzmi, jakby powstały w pracowni chemicznej, a nie w bijącej ciepłem domowej kuchni. Nic bardziej mylnego. Amoniaczki jadane są zarówno na pograniczu Mazowsza i Podlasia, jak i w województwie kujawsko-pomorskim.
To kruche ciasteczka o charakterystycznym, lekko pękającym wierzchu. Nazwa pochodzi od węglanu amonu, zwanego również "amoniakiem do pieczenia", który dawniej był popularnym środkiem spulchniającym. Gospodynie używały go do wypieku kruchych ciast oraz herbatników.
Same amoniaczki nazwać można jednak "efektem ubocznym" pieczenia chleba. Kiedy w przeszłości nagrzewano piec, by przygotować co najmniej kilka bochenków, szkoda było nie wykorzystać jego ciepła maksymalnie. Gdy pieczywo było gotowe, we wnętrzu urządzenia lądowały ciasteczka, które dziś mogą stanowić lżejszą alternatywę dla pączków i innych smażonych słodkości.
Pszczelowolskie całuski to przysmak spod Lublina
Całuski pszczelowolskie mogą brzmieć jak przysmak idealny na walentynki, choć trzeba przyznać, że smakują tak samo dobrze niezależnie od okazji. To niewielkie, okrągłe ciasteczka o złoto-brązowej barwie. Charakteryzują się się delikatną strukturą, słodkim smakiem i wyczuwalnym aromatem miodu.
Tradycyjnie wypieka się je na blachach pokrytych woskiem pszczelim, co nie tylko wpływa na aromat, ale także wydłuża ich trwałość. To specjał typowy dla województwa lubelskiego, a mistrzami w jego wypieku są mieszkańcy Pszczelej Woli.
Kobieta.interia.pl to miejsce pełne pomysłów, emocji i sprawdzonych porad. Zostań z nami na dłużej i odkryj, co może cię zainspirować już dziś.








