Reklama

Reklama

Trójka z Memphis

"Straciliśmy całą szóstkę"

Minęło trzynaście lat, a skazani, Echols, Baldwin i Misskelley, wciąż nie przyznawali się do winy. W 2007 roku zbadano wreszcie DNA zostawione na miejscu zbrodni - nie pasowało ono do żadnego z osadzonych mężczyzn. W kolejnych miesiącach wychodziły na jaw szokujące zaniedbania w śledztwie. Dość wspomnieć o znalezionym u ojczyma małego Stevena scyzoryku, który chłopiec miał zawsze przy sobie czy próbach wpływania na decyzję przysięgłych przez oskarżenie. Jesienią 2007 roku prawnicy Echolsa złożyli w sądzie komplet dokumentów, niezbędnych do ponownego rozpatrzenia sprawy, a wręcz natychmiastowego zwolnienia swojego klienta. Przedstawiono w nich szokujące dowody DNA łączące miejsce zbrodni... z wspomnianym ojczymem małego Stevena oraz pogrążające go zeznania byłej żony. Wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy został wstępnie odrzucony, po wniesieniu apelacji Sąd Najwyższy Arkansas zgodził się jednak na przedstawienie nowych dowodów w sprawie. 

Reklama

Sprawą "trójki z Memphis" zainteresowały się media z całego świata, murem za oskarżonymi stanęły również gwiazdy, takie jak idol Echolsa, wokalista grupy Pearl Jam, Eddie Vedder czy aktor Johnny Depp. Vedder przy każdej możliwej okazji apelował o uwolnienie mężczyzn, organizował również specjalne koncerty i zbiórki pieniędzy - zebrane fundusze zespół w całości przeznaczał na opłacenie adwokatów i kolejne badania DNA. 

- Mimo wszystko jestem wdzięczny, że mieszkam w kraju, który pozwala mi mieć jeszcze jakąkolwiek nadzieję. Gdyby Damien został stracony, byłaby to dla mnie tragedia, której nie potrafię sobie nawet wyobrazić - apelował. 

Vedder przyznał również, że kiedy koszty procesów niebezpiecznie rosły, a w sprawę angażowało się coraz więcej osób, odwiedził Damiena i prosto w twarz zadał mu pytanie, czy jest odpowiedzialny za śmierć chłopców. Odpowiedź, którą uzyskał umocniła go w przekonaniu, że musi zrobić wszystko, by Echols wyszedł na wolność:

- Po prostu powiedział "nie", ale wiem, że czuł, że może mi powiedzieć jeśli było inaczej. Widziałem badania, znałem dowody, wiedziałem, że jest niewinny, ale musiałem usłyszeć to od niego. Musiałem widzieć go, gdy w twarz odpowiada mi na to pytanie - wspominał potem w wywiadzie. 

Najmocniej zaangażowana w sprawę była jednak... żona Echolsa, Lorri, którą poślubił w więzieniu w 1999 roku. Para poznała się, gdy Lorri postanowiła napisać do osadzonego list - nigdy nie wierzyła w jego winę i początkowo chciała po prostu podnieść go na duchu. W efekcie poznała bratnią duszę i miłość swojego życia, dla której była w stanie sporo poświęcić. Para musiała jednak uzbroić się w cierpliwość - lata mijały, a sprawa posuwała się do przodu bardzo wolno. 

Po miesiącach długich negocjacji, w sierpniu 2011 roku Damien, Jason i Jessie opuścili w końcu więzienie. Cała trójka zawarła nietypową ugodę - wykorzystano mechanizm prawny, który formalnie utrzymuje wszystkie zarzuty, skazani uznają zgromadzone przeciwko nim dowody, jednak utrzymują swoją rzeczywistą niewinność. Sędzia ogłosił wyrok - łącznie 18 lat i 78 dni pozbawienia wolności oraz 10 lat w zawieszeniu. Mężczyźni nie mogą również ubiegać się o odszkodowanie od państwa. Ta ugoda podzieliła osoby zaangażowane w uwolnienie mężczyzn - wiele z nich sądzi, że jest po prostu niesprawiedliwa, morderca wciąż pozostaje na wolności, a nowy proces i ponowne przedstawienie wszystkich dowodów mogłyby zaprowadzić go przed wymiar sprawiedliwości. Dla trzech mężczyzn, którzy najważniejsze lata swojego życia spędzili za kratkami, ugoda była jednak wygraną - mogli wreszcie zacząć nowe życie. 

Życie po śmierci

Damien Echols w swojej szokującej książce "Życie po śmierci" opisuje ze szczegółami piekło, które przeszedł w więzieniu. Oskarżony o morderstwo trzech niewinnych chłopców mógł tam liczyć na wszystko, co najgorsze. By przetrwać, uciekał w świat fantazji, pisał (jeden z jego tekstów ukazał się na płycie Pearl Jam) oraz tworzył prace malarskie - część z nich wystawiła w 2016 roku galeria w Los Angeles. Jego konto na Instagramie poświęcone jest głównie sztuce, żonie i kotom. Cała rodzina żyje dziś w Nowym Jorku. 

Jason Baldwin po wyjściu z więzienia zamieszkał w Austin. Baldwin chce wykorzystać swoje doświadczenie i pomagać niesłusznie skazanym. Jako nastolatek uznawany był za wyjątkowo zdolnego i obdarzonego wieloma talentami, szykował się do pójścia na studia, miał sporo zainteresowań - dziś chciałby nadrobić stracony czas. Jessie Misskelley od wyjścia z więzienia nie udziela się publicznie. 

Społeczność West Memphis mocno przeżyła zbrodnię i towarzyszący jej proces. Przepełnieni nienawiścią i żądzą zemsty rodzice małych chłopców już kilka lat po procesie apelowali o wznowienie śledztwa i wskazywali na szereg nieprawidłowości.

- West Memphis nie straciło trójki dzieciaków. Straciło całą szóstkę i to jest w tym wszystkim najgorsze - powiedział w wywiadzie jeden z mieszkańców. 


Dowiedz się więcej na temat: morderstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje