Reklama

Reklama

Wakacje i pies przywiązany do drzewa. Czyli jak Polacy pozbywają się zwierząt

Wakacje to czas radości, relaksu, nadmorskich gofrów, złotej opalenizny i wyrzucania psów do lasu. Pies dla niektórych osób nie pasuje do wyżej wymienionego zestawu, więc czasem pojawia się pomysł, by zwierzę wyeliminować szybko z tego planu. Po drodze do morskiego kurortu wystarczy go tylko przywiązać do drzewa, albo jeszcze szybciej – wyrzucić na drodze szybkiego ruchu. Okazuje się, że ta wakacyjna tradycja trwa w najlepsze.

Pies, który jeździł koleją. Psi dramat przy przejeździe kolejowym

Lajla siedziała na torach kolejowych w podkrakowskiej wsi w samym środku lata. Ogon jak u szczura, oklapnięte uszy, brudne od letniego kurzu futro i żałosna mina.

 Cała wyglądała żałośnie. Podrośnięty szczeniak zwrócił uwagę pary, która tamtędy przejeżdżała. Zatrzymali się, kobieta wysiadła z samochodu, a pies nie zastanawiał się ani chwili - wskoczył do pojazdu, jak do szalupy ratunkowej.

"Jechaliśmy na zakupy i na przejeździe kolejowym zatrzymaliśmy się, bo jechał pociąg, a przy torach siedziała właśnie Lajla, wówczas bezimienny szczeniak. Wybiegłam po nią i zaczęliśmy jeździć po okolicy, pytając po domach i sklepach, czy nikt nie rozpoznaje psa. Niestety, nikt jej nie szukał, potem przez miesiąc, kiedy była u nas, też nikt się nie zgłosił" - mówi Ewa Nóżka-Galas, która wraz z mężem uratowała wówczas szczeniaka z przejazdu kolejowego.

Reklama

Czy pies wiedział, że to jedyna szansa na wybawienie? Pewnie nie, ale teraz zamiast żyć trzeci rok na łańcuchu przy budzie lub nie żyć wcale, śpi chrapiąc na swoim miękkim legowisku, śniąc o tym, co spotyka go na długich nadmorskich lub leśnych spacerach.

Lajla śpi spokojna i najedzona u mnie w domu. Nikt się po nią nie zgłosił, nie była poszukiwana, nie miała chipa, który powinien mieć każdy pies posiadający właściciela. Nie miała także obroży. Przeżyła resztę lata w domu tymczasowym, by skraść moje serce. Dla kogoś była balastem, nikomu niepotrzebnym kundlem.

Dziś dla mnie jest całym światem, największym skarbem i czystym sercem chodzącym na czterech łapach. Ale to tylko jedna historia. To tylko jeden uratowany pies. 

Zobacz również: Psy miłosierdzia - ginęły, ratując ludzkie życie. Nie tylko one zapisały się w historii 

Jak porzucić psa? Właściciele prześcigają się w okrutnych pomysłach

Według statystyk Biura Ochrony Zwierząt Fundacji dla Zwierząt ARGOS, w których dane pochodzą z zarejestrowanych schronisk i Powiatowych Inspektoratów Weterynarii, w 2020 roku do schronisk trafiło 70 000 zwierząt, w tym aż 56 981 psów. 

Michał Dąbrowski z Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce przekonuje, że kolejny raz w okresie wakacyjnym już widać wzrost porzuceń czworonogów: 

"Niestety, jak co roku już w okresie od połowy czerwca Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce obserwuje zwiększającą się liczbę porzucanych psów jak i innych zwierząt. Pomimo prowadzenia przez TOZ w Polsce od 2007 r. corocznej kampanii "NIE PORZUCAJ!" problem porzucania zwierząt w okresie wakacyjnym jest nadal swoistą zmorą okresu letniego. Zwierzęta są najczęściej porzucane w okresie od połowy czerwca do połowy września z tendencją nasilającą się na przełomie lipca i sierpnia. Od 2007 r. wskutek prowadzenia działań uświadamiających i uwrażliwiających w zakresie przeciwdziałania porzucaniu zwierząt w okresie letnim zaobserwowaliśmy minimalnie spadkową tendencję i większe zaangażowanie społeczne do piętnowania i informowania o takowych sytuacjach" - relacjonuje sytuację Michał Dąbrowski w rozmowie z Interią.

Okazuje się, że spora część zwierząt porzucana jest latem. Wówczas nawet 40 proc. zwierząt więcej jest oddawanych do schronisk lub zwyczajnie porzucanych. Dlaczego tak się dzieje?

Powodów może być sporo, ale najczęstszy z nich podczas wakacyjnych dni jest taki, że pies przeszkadza w szczęśliwym i beztroskim spędzaniu czasu. Nie wszędzie możemy zabrać ze sobą zwierzę, a jeżeli już to nici z totalnej beztroski - psem trzeba się opiekować.

Właściciele też pozbywają się problemu, bo nie chcą trwonić pieniędzy na hotele dla psów podczas swojej nieobecności. Wiadomo, trzeba było zapłacić już za hotel z ofertą all inclusive dla całej rodziny, więc na bezpieczne miejsce dla Burka już mogło nie wystarczyć funduszy.

Taniej wyszło porzucenie psiaka w lesie. Sposobów na pozbycie się psa jest wiele. Można przywiązać do drzewa, żeby nie pobiegł za nami, można przerzucić jak worek kartofli za schroniskową bramę, można wysadzić z auta w drodze na lotnisko. Wszystkie metody są wykorzystywane przez właścicieli, których charakteryzuje jedna wspólna cecha - brak serca.

Historii o porzuconych psach możemy znaleźć bez liku w schroniskach i fundacjach dla zwierząt, co jedna, to smutniejsza. Ewa Nóżka-Galas, która okazała się być ratunkiem dla Lajli, wraz z mężem uratowała nie tylko ją, a sporo psich i kocich istnień. Dziś tworzą dom tymczasowy dla zwierząt i mają obecnie 18 kotów i 5 psów, w tym także pod ich opieką znajdują się zwierzęta chore, niepełnosprawne.

Poświęcając czas wolny na ratowanie zwierząt i tworzenie dla nich domu tymczasowego, Ewa nie może zrozumieć, podobnie jak wiele prawdziwych miłośników zwierząt, jak można porzucić psa, czy kota. To członek rodziny, który nie przestaje nim być w okresie wakacyjnym.

Przekonuje także, że rzadko zdarza się sytuacja bez wyjścia, kiedy to właściciel jest zmuszony do oddania zwierzęcia. Na pewno taką sytuacją nie jest wyjazd na wymarzone wakacje.

"To jest dla mnie niepojętne. Dla mnie nie istnieje pojęcie ‘nie mam z kim zostawić psa’. Są hotele, są petsitterzy, są nawet darmowi wolontariusze, którzy ogłaszają się na zwierzolubnych stronach i grupach w mediach społecznościowych. Nawet czasem można popytać wśród znajomych, nieco się wysilić, poświęcić czas, ale jest to do zorganizowania przed naszym wyjazdem" - dodaje Ewa Nóżka-Galas. 

Porzucenie psa, a prawo? Były właściciel jest niemal bezkarny

W Polsce funkcjonuje Ustawa o ochronie zwierząt. Często jednak można odnieść wrażenie, że działa ona wyłącznie na papierze, na którym została spisana. Spraw o znęcanie się nad zwierzętami, czy nawet ich zabijanie ze szczególnym okrucieństwem rozpatruje się w sądach niewiele, a jeżeli już, to oprawcy dostają zdumiewająco niskie kary.

Za znęcanie się nad zwierzęciem grozi kara pozbawienia wolności do lat 3. Sąd może orzec tytułem środka karnego zakaz posiadania wszelkich zwierząt albo określonej kategorii zwierząt.

Zobacz także: Jak często myć psa?

Jednak czy do realizacji wyroku w ogóle dochodzi? Kto sprawdza potem wykonanie zasądzonej kary? Najczęściej to fundacje zajmujące się ochroną zwierząt zgłaszają poszczególne przypadki i starają się doprowadzić sprawy do końca, by ukarać przestępców.

W owej Ustawie znajdujemy zapis, że kto porzuca zwierzę, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat lub do 5 lat, jeśli przestępstwo popełnione zostało ze szczególnym okrucieństwem. Jednym z przestępstw znęcania nad zwierzęciem jest zatem według ustawy jego porzucenie.

Jednak tutaj często również trudno znaleźć sprawcę, który już dawno uciekł z lasu, gdzie przywiązał psa i skazał go na pewną śmierć, by móc odpocząć na upragnionych wakacjach. 

Druga strona medalu, czyli ci, którzy ratują

Dla normalnego człowieka, jest trudne do wyobrażenia sobie, jak to jest zabrać do auta psa, który żyje u ciebie w domu kilka miesięcy, może lat, popatrzeć mu ostatni raz w wesołe oczy, bo przecież spacer w lesie to sama radość, zobaczyć jego rozmachany ogon, następnie wziąć smycz, która łączyła was na każdym spacerze i przywiązać do drzewa.

Odchodząc słuchać przeraźliwych pisków i wyć przyjaciela. Czy potem to śni się w nocy? Czy patrząc w lustro ucieka się wzrokiem od swoich oczu? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo takie osoby niechętnie o tym mówią.

Nie ma się czym chwalić. Ale trzeba pamiętać o tym, że w tym całym złu, wśród tych porzuconych w wakacje zwierząt, wśród tych skatowanych psów i kotów, bo porzucenie to za mało, są też osoby, które ratują te zwierzęce nieszczęścia.

Historia Lajli i Ewy, która ją znalazła najlepiej to pokazuje, a Ewa na szczęście nie jest jedyną osobą, która okazuje dobre serce potrzebującym czworonogom. Gdy znajdziemy porzuconego psa lub kota, powinniśmy zabezpieczyć zwierzę, najlepiej zabierając je w miarę możliwości do domu lub czekając na miejscu wraz z nim na przyjazd służb.

Wówczas warto powiadomić miejscowe schronisko dla zwierząt lub wydział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Istnieją również prężnie działające fundacje, które również można zawiadomić i poprosić o pomoc.

Z pewnością nie powinniśmy pozostawać obojętni na samotne psie serce siedzące koło torów kolejowych. Tak jak nie pozostała obojętna na nie Ewa. 

Zobacz też: Sześć powodów, dla których warto mieć psa

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy