Zamontował panele na swoim balkonie. Teraz dostał żądanie od spółdzielni
Jeden z mieszkańców pewnego, śląskiego miasteczka otrzymał od zarządu swojej spółdzielni mieszkaniowej żądanie wymiany instalacji elektrycznej w całym bloku. Powód? Mężczyzna założył na własnym balkonie fotowoltaikę.

Zamontował fotowoltaikę na balkonie. Zareagowała spółdzielnia
O sporze mężczyzny, który zainstalował na swoim balkonie fotowoltaikę, ze spółdzielnią mieszkaniową, informuje serwis wyborcza.biz. Pan Błażej mieszkający w swoim mieszkaniu na niewielkim osiedlu w małym mieście na Śląsku (nie ujawniono danych mogących zidentyfikować mężczyznę - przyp. red) podłączył na swoim balkonie małą instalację fotowoltaiczną typu "podłącz i korzystaj" o mocy 800 W.
"W jej składzie są dwa panele i mikroinwerter EcoFlow EF PS 800 z certyfikatem Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej" - tłumaczy na łamach wyborcza.biz Pan Błażej.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami takiej fotowoltaiki o mocy 800 W nie trzeba zgłaszać dystrybutorowi prądu na danym terenie, dlatego mężczyzna zamontował zestaw na balkonie, uzyskał zgodę sąsiadów, następnie złożył formalny wniosek do spółdzielni o zgodę na montaż. Do wniosku dołączył projekt, schematy, dokumentację techniczną, wyliczenia obciążenia balustrady oraz oświadczenie o odpowiedzialności cywilnej.
Spółdzielnia po zapoznaniu się z dokumentami nakazała zdemontować panele fotowoltaiczne z balkonu. "Główny argument to fakt, że w budynku jest instalacja elektryczna w układzie TN-C i nie ma głównej szyny uziemiającej. Według spółdzielni w takim budynku nie można uruchomić instalacji fotowoltaicznej" - czytamy na wyborcza.biz.
Układ elektryczny o nazwie TN-C to układ uziemiony, charakterystyczny dla bloków budowanych w czasach PRL. Obecnie z takiego rozwiązania już się nie korzysta. Pan Błażej zaproponował spółdzielni, że wykona niezbędne uziemienie na własny koszt, chcąc korzystać z instalacji fotowoltaicznej.
Spółdzielnia przystała na takie rozwiązanie, ale pod warunkiem modernizacji całej wewnętrznej instalacji elektrycznej budynku i wykonania projektu przez uprawnionego projektanta oraz nadzoru. Rzecz jasna, wszystkie koszty z własnej kieszeni miałby pokryć Pan Błażej.
Mężczyzna argumentuje, że jego instalacja ma 0,8 kW, a prawo budowlane zwalnia takie instalacje z obowiązku pozwolenia i zgłoszenia, ponadto posiada niezbędne certyfikaty zgodności z normami sieciowymi.
Jak wyjaśnia wyborcza.biz - mężczyzna prowadzi spór ze spółdzielnią z pośrednictwem pełnomocnika, a obecnie trwa wymiana pism. Spółdzielnia podtrzymuje odmowę i żąda przywrócenia stanu poprzedniego balustrady.

Ekspertka zabrała głos: "Ingerencja w balustradę obarczona ryzykiem"
Wyborcza.biz zapytała ekspertów, kto w opisanym sporze ma rację. Przedstawiciel jednej z firm energetycznych miał stwierdzić anonimowo, że żądania spółdzielni "wyglądają jak wytrych, który ma być argumentem do rozbiórki fotowoltaiki".
"Niestety prawda jest taka, że elewacja to część wspólna i na koniec dnia spółdzielnia lub wspólnota jest jej dysponentem i może szukać różnych kruczków, żeby nie wyrazić zgody na panele. Kwestia odbioru przez firmę energetyczną nie ma tu nic do rzeczy" - dodaje mężczyzna w rozmowie z wyborcza.biz.
Podobnego zdania jest mec. Anna Skubiszyńska, która wskazuje na wyborcza.biz, że: "Z tego powodu samodzielna ingerencja w balustradę i montowane na niej elementy jest obarczona ryzykiem".








