Reklama

Reklama

Złote lotosy, czyli mroczna historia małych stóp

"Piękność wymaga cierpienia; każda para zabandażowanych stóp kosztuje wannę łez" - za tym przysłowiem kryje się wstrząsająca prawda. Fascynacja Chińczyków małymi stopami skazała miliard kobiet na łamanie kości, jątrzące się rany i deformacje okupione niewyobrażalnym cierpieniem, a także brakiem możliwości samodzielnego poruszania się. Ideałem były stopy o długości siedmiu centymetrów, ale tylko nielicznym udało się go osiągnąć.

Choć małe i kształtne kobiece stopy są przez wielu mężczyzn uważane za pociągające, to zdeformowane, nienaturalnie wąskie, wysoko wypiętrzone i spiczasto zakończone stopy Chinek, które poddano bolesnej procedurze, trudno uznać za seksowne. Jednak przez niemal całe tysiąclecie to właśnie one wzbudzały pożądanie i były obiektem erotycznych fantazji Chińczyków. Najkrótsze nazywano "złotymi lotosami", pisano do nich ody i układano rapsodie - niemal cały kraj oszalał na ich punkcie.

Taniec, który zapoczątkował cierpienie miliarda kobiet

Tradycję krępowania dziewczynkom stóp zapoczątkowała w X wieku Yao Ning, piękna konkubina cesarza Li Houzhu z południowej dynastii Tang. A wszystko to za sprawą hipnotyzującego tańca, który wykonała przed swoim władcą i jego gośćmi na specjalnie przygotowanej platformie, kształtem przypominającej kwiat lotosu. Konstrukcja miała prawie dwa metry wysokości, wykonana została ze złota i pokryta nefrytem oraz drogimi kamieniami. W czasie tańca Yao Ning miała stopy ciasno owinięte jedwabiem, dzięki czemu wyglądały na drobniejsze i stały się najważniejszym elementem przedstawienia.

Reklama

Spektakl olśnił cesarza, a konkubina została jego ulubienicą. W rezultacie inne kobiety w haremie, zazdrosne o jego względy, zaczęły krępować sobie stopy. Poruszenie wśród męskiej widowni nie umknęło też uwadze kobiet z arystokratycznych rodów. Szybko uświadomiły sobie, że niewielkie stopy mogą stać się kluczem do dostatniego życia i gotowe były w tym celu przejść przez prawdziwe tortury.

Służące ciasno bandażowały stopy swoich pań, doprowadzając do ich zwyrodnienia i deformacji. Ból był tak trudny do zniesienia, że wiele kobiet popadało w obłęd lub depresję. Niestety moda szybko rozprzestrzeniła się poza dwór cesarski. I tak oto rozpoczęło się cierpienie miliarda chińskich kobiet. Pod koniec XIX wieku, w zależności od prowincji, od 50 do 80 proc. kobiet w Chinach nie mogło bez bólu przejść kilku kroków.

Uwierzono, że im mniejsza stopa, tym większa atrakcyjność kobiety, a idealna powinna mieć siedem centymetrów. Pożądany rozmiar udawało się uzyskiwać niezwykle rzadko - najczęściej stopy miały około 13 cm długości. Posiadanie żony oraz kilku konkubin o malutkich stopach było wyznacznikiem wysokiej pozycji społecznej mężczyzny. Nie każdy mógł sobie pozwolić na ich utrzymanie - wszak każda kobieta pozbawiona możliwości chodzenia, a tym samym wykonywania wielu innych czynności, potrzebowała służących do pomocy. Stawała się tym samym bardzo kosztowną ozdobą.

Barbarzyński proceder

Deformowanie stóp dziewczynkom należało do obowiązków rodziców. Przez wiele lat w Chinach popularne było przysłowie: "Jeśli dbasz o syna, nie pobłażaj mu w nauce, a jeśli dbasz o córkę, nie pobłażaj jej ze stopami". Bolesny proces zaczynał się między trzecim a ósmym rokiem życia dziewczynki, a pierwsze zabandażowanie stóp wiązało się z uroczystym rytuałem.

Wszystko zaczynało się od wizyty wróża, który na podstawie daty urodzenia dziewczynki wyznaczał datę pierwszej krępacji. Zaraz po tym dostawała ona zadanie: musiała przygotować buty na każdy etap deformowania swoich stóp. Również matka szyła buty pokryte najdroższym jedwabiem i kamieniami, ale nie dla swojej córki. Drogocenne obuwie należało złożyć na ołtarzu bogini małych stóp - Guanyin. Tylko najpiękniejsze buciki mogły ją zadowolić i powstrzymać przed zniweczeniem całego rytuału.

Zanim dziewczynę poddawano zabiegowi krępowania stóp, serwowano jej posiłki, które miały na celu zmiękczenie kości. Jej stopy moczono w ciepłej wodzie z dodatkiem tłuczonych migdałów, korzenia morwy i moczu, a później masowano.

Matka obcinała dziewczynce paznokcie, po czym podwijała pod stopę cztery małe palce tak, by znalazły się jak najbliżej odgiętej w dół pięty. Kolejnym krokiem było ciasne bandażowanie - najlepiej mokrym bandażem, który w trakcie schnięcia kurczył się i ściskał stopę jeszcze mocniej. Duży palec zostawiano nieskrępowany, żeby dziewczynka, a później kobieta, mogła utrzymać równowagę. Następnie bandaż zszywano. Często nigdy go nie zdejmowano i zrastał się ze skórą.

Następnym etapem było wypchnięcie pięty w kierunku palców w ten sposób, żeby doszło do złamania kości śródstopia. W tym celu zabieg krępowania powtarzano co cztery dni, coraz ciaśniej wiążąc nowy bandaż i zakładając coraz mniejsze buty. W tym czasie dziewczynka musiała jak najwięcej spacerować, aby mieć pewność, że każda kosteczka w jej stopie się połamała. To warunek otrzymania elastycznej stopy, z której będzie można uformować upragniony kwiat lotosu. Jeśli to nie wystarczyło, matka przywiązywała pod palcami małe, ostre kamienie, na których chodzenie było torturą, ale gwarantowało, że kość na pewno pęknie.

Procedura trwała około dwóch lat i pod jej koniec panna powinna zmieścić się do najmniejszych z przygotowanych przez siebie bucików. Krępowanie stóp przysparzało dziewczynkom niewyobrażalnego cierpienia. Szacuje się, że co najmniej dziesięć procent z nich umierało w wyniku tej strasznej tradycji. Na skutek licznych złamań, często otwartych, powstawały jątrzące się rany, które niekiedy doprowadzały do poważnych zakażeń i powikłań. Podwinięte palce wrastały w ciało, a paznokcie odpadały. Smród gnijącego mięsa kamuflowano pachnidłami. Po około dwóch latach stopy martwiały, ból słabł i stawał się bardziej znośny, ale bandażowanie nadal było konieczne.

Siedem centymetrów "ideału"

Zgrabne, małe stópki były przepustką do dobrego zamążpójścia. Stopa licząca 20 cm była obiektem okrutnych żartów. Przyszła teściowa najpierw oglądała nogi kandydatki na synową. Ważny był nie tylko rozmiar i kształt stóp, ale też noszone lotosowe buty.

Obuwie kobiety robiły bowiem własnoręcznie i świadczyły one talencie oraz pracowitości panny młodej. Bawełniane lub jedwabne buty na obcasiku, ozdobione kolorowymi haftami przyciągały wzrok mężczyzn i były dla nich niemal takim samym fetyszem jak same stopy.

W niektórych miastach prostytutki wystawiały na widok publiczny jedynie stopy i na tej podstawie klient dokonywał wyboru. Wierzono, że współżycie z posiadaczką "złotych lotosów" gwarantowało niezwykłe doznania. Miało to być powodowane używaniem przy chodzeniu innych mięśni nóg oraz miednicy.

Historycznie początek złotych lotosów przypada na koniec epoki Tang i początek dynastii Song. Nowa moda zbiegła się tym samym ze zmianą pozycji płci pięknej. Za czasów dynastii Tang kobiety dysponowały sporą niezależnością, były wykształcone, uprawiały sporty, mogły się rozwodzić i zawierać nowe małżeństwa.

Wraz z  nadejściem rządów dynastii Song ich pozycja społeczna dramatycznie się pogorszyła. M.in. zakazano powtórnego zamążpójścia, a edukację uznano za zbędną. Krępowanie stóp, które uniemożliwiało kobietom chodzenie i zamykało je w domu, wpisało się idealnie w klimat ograniczania ich wolności. Fizycznie okaleczona kobieta była całkowicie zależna od mężczyzny.

Kampania uwalniania stóp

Dopiero za czasów mandżurskiej dynastii Qing w XVII wieku rozpoczęto walkę z okrutnym procederem i dwór cesarski wydawał co jakiś czas edykty zakazujące krępowania stóp. Niestety, bez rezultatu - zwyczaj ten był bowiem powszechnie akceptowany i traktowany jako jeden ze składników tożsamości narodowej.

W 1895 roku w Szanghaju powstało pierwsze stowarzyszenie, którego celem była walka z okaleczaniem kobiet. Bardzo szybko zaczęły pojawiać się inne. W 1911 roku powstała Republika Chińska, a rząd uznał krępowanie stóp za przestępstwo i wprowadził za nie karę śmierci. Ale do całkowitego zwalczenia tej barbarzyńskiej tradycji doszło dopiero po utworzeniu Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku.

Zobacz również:

***

Hania ma 17 miesięcy i SMA1 - rdzeniowy zanik mięśni. Innowacyjna terapia genowa kosztuje ponad 9 milionów złotych. Środki potrzebne są jak najszybciej, bo warunkiem przystąpienia do leczenia jest rozpoczęcie go przed ukończeniem drugiego roku życia. Niestety, w prowadzonej od sześciu miesięcy zbiórce, nadal brakuje ponad czterech milionów złotych.

JEŚLI MOŻESZ, WESPRZYJ ZBIÓRKĘ: www.siepomaga.pl/haneczka

Przeczytaj historię Hani: Bez terapii genowej Hania nie ma szans. Pomóż dokończyć zbiórkę

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: stopy | Chiny | cena piękności

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy