Reklama

Reklama

Zniszczona "Duma Polski"


Jak zniszczono reputację "Dumy Polski"

Reklama

Wraz ze zwolnionymi prezesami skończyły się rekordowe wyniki licytacji. Zniknęło też wielu zamożnych kupców. Część przestała przyjeżdżać w wyniku protestu, a inni... nie zostali zaproszeni - mimo że każdego roku zostawiali w Janowie setki tys. euro.

W 2016 roku sprzedano tylko 16 z 31 wystawionych koni. Aukcję zamknięto z wynikiem 1,27 mln euro, który sam w sobie nie był taki zły. O wiele gorsze było zniszczenie dobrej reputacji "Pride of Poland" za sprawą skandalu, który szerokim echem odbił się wśród hodowców arabów na całym świecie.

Do tej pory aukcja słynęła nie tylko z jakości sprzedawanych koni, ale także z uczciwości. Tymczasem w 2016 roku opinia ta została mocno nadszarpnięta. Klacz Emira - gwiazda aukcji, została rzekomo sprzedana za 550 tys. euro. Dziwnym trafem, jedynie prowadzący aukcję Amerykanin Greg Knowles widział kupca, który podniósł rękę przy tej cenie, jak również przy kilku wcześniejszych ofertach. Zrodziło to podejrzenia o brak uczuciowości i wycofanie się niektórych kupców z licytacji.

Za jakiś czas wszystkich ogarnęło zdumienie, kiedy sprzedana wcześniej Emira wyszła ponownie na ring aukcyjny. Tego jeszcze na żadnej aukcji na świecie nie było, żeby sprzedany koń był wystawiony raz jeszcze do sprzedaży. Ostatecznie klacz została sprzedana za 225 tys. euro, a szwedzka pośredniczka, która ją kupiła dla klienta zdradziła później szczegóły zakulisowych rokowań, jakie prowadził z nią Mateusz Leniewicz-Jaworski - ówczesny członek zarządu spółki janowskiej.

Do podobnej sytuacji z klaczą Al Jazeera, za którą kupiec z Kataru zaoferował 300 tys. euro. Cena została sztucznie podbita przez Rosjankę Irinę Stigler do 350 tys. euro. Kupiec zorientował się, że coś jest nie tak i wycofał się z licytacji. Ostatecznie klacz nie została sprzedana podczas aukcji. Jednak mężczyzna, który ją licytował, wszedł w jej posiadanie.

Jak to się stało? Otóż kupiec ten kupił na tej samej aukcji klacz Seforę za 300 tys. euro i zagroził, że jeżeli Al Jazeera nie zostanie mu sprzedana, to nie zapłaci za tą pierwszą. Stadnina musiała się zgodzić. Cena nie została ujawniona, ale najprawdopodobniej była niższa, niż oferowana przez niego podczas licytacji.

Aukcjoner Greg Knowles wyznał później, że kiedy po przyjeździe do Polski dowiedział się, że zarejestrowało się tylko 11 kupców i wyraził obawy o losy aukcji, został zapewniony, żeby się nie martwił, bo będą na niej tajni licytujący. Jedną z nich była wspomniana wcześniej Rosjanka.

Fatalne wyniki finansowe

Te dwie sytuacje spowodowały, że w świat poszła informacja: na aukcji w Janowie Podlaskim oszukują. Efekt dało się odczuć w kolejnym - 2017 roku, kiedy uzyskano bardzo słaby wynik finansowy. Z 25 wystawionych koni sprzedano zaledwie sześć. Zarobiono na nich łącznie 410 tys. euro. Eksperci uznali to za katastrofę.

Po głównej aukcji "Pride of Poland" w 2018 roku ogłoszono,  że sprzedano sześć koni za łączną kwotę 501 tys. euro. Był to lepszy wynik niż w roku poprzednim, ale szybko się okazało, że tylko na papierze. Kupcy wycofali się z zakupu trzech wylicytowanych koni, więc rzeczywisty wynik wyniósł zaledwie 259 tys. euro i przeszedł do historii jako najgorszy w ostatnich latach.

Stadnina w Janowie Podlaskim rok 2018 skończyła ze stratą netto wynoszącą 3 237 243 zł. Była ona dwa razy większa niż ta w 2017 roku. Natomiast w 2015 roku - tuż przed odwołaniem wieloletniego prezesa Marka Treli - stadnina miała 3,2 mln zł na plusie. Wyniki te mówią same za siebie.

Interwencja posłanek

We wtorek 19 maja 2020 roku posłanki Koalicji Obywatelskiej Dorota Niedziela i Joanna Kluzik-Rostkowska wybrały się z wizytą do stadniny koni w Janowie Podlaskim, by sprawdzić, czy medialne doniesienia o fatalnej kondycji stadniny są prawdziwe. Raport, jaki stamtąd przywiozły, jest przerażający.

Większość koni była w kiepskiej kondycji, co wynikało z fatalnej jakości paszy. Na 476 koni aż 150 nie ma paszportów - nie wiadomo więc, czy były one szczepione i odrobaczane. Obornik nie był wyrzucany z boksów od kilku miesięcy, a większość zwierząt ostatni raz widziała kowala w sierpniu 2019 roku! W warunkach hodowlanych kopyta trzeba strugać co 6-8 tygodni - w przeciwnym wypadku, zwłaszcza u młodzieży, może dojść do trwałych zmian w kończynach, a w konsekwencji do spadku wartości użytkowej koni. Setki krów, które także hoduje się w Janowie, są w jeszcze gorszej sytuacji.

Parlamentarzystki winą za tę sytuację obarczają poprzedniego prezesa Grzegorza Czochańskiego, który za zaniedbania nie tylko nie został ukarany, ale wręcz przeciwnie - otrzymał nagrodę w postaci stanowiska wicedyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Białymstoku.

Od początku kwietnia 2020 roku stadnina ma nowego prezesa - Marka Gawlika, który wypowiedział się dla Gazety Wyborczej: "Mam zwyczaj niekomentowania tego, co robili moim poprzednicy. Obecnie trwa przygotowanie raportu otwarcia. Zaprosiłem też przedstawicieli Państwowego Instytutu Weterynarii z Puław, żeby ocenili stan zwierząt. Gdy poznam raport, odniosę się do niego. Dodatkowo podjąłem kroki, które powinna podjąć każda osoba, aby dobrostan zwierząt był na jak najwyższym poziomie".

Z kolei minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski powiedział kilka dni później w Popołudniowej rozmowie w RMF FM: "Nie uważam, żeby tam było wszystko w porządku, dlatego wysłałem Głównego Lekarza Weterynarii i kontrolę z instytutu weterynarii w Puławach, najlepszych polskich specjalistów od zdrowotności zwierząt. Stwierdzili, że konie są w dobrym stanie, są zdrowe, zostały wykonane te zabiegi związane z  kopytami, których z powodu koronawirusa nie można było przeprowadzić."

Minister potwierdził też, że wynik za rok 2019 również będzie ujemny. Jednak na podanie konkretnej sumy będziemy musieli poczekać do czerwca.

Zobacz również:

***

#POMAGAMINTERIA

Zróbmy małym pacjentom prezent na Dzień Dziecka

W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, na II piętrze, w budynku najbardziej oddalonym od wejścia, znajduje się mały oddział - Oddział Przeszczepiania Komórek Krwiotwórczych z sześcioma izolatkami. To tutaj trafia część dzieci chorych na nowotwory, żeby skorzystać z - czasami ostatniej - szansy powrotu do zdrowia i życia. Stowarzyszenie Koliber prowadzi zbiórkę, by z okazji Dnia Dziecka podarować małym pacjentom - nie zabawki, bo ich tam nie mogą mieć - ale m.in. nowe materace i pościel. Sprawdź szczegóły >>>

WESPRZYJ ZBIÓRKĘ >>>

Dowiedz się więcej na temat: Janów Podlaski | koń arabski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje