Aneta z Gdańska:

Mój przyjaciel mawia : "to kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze". Nigdy nie byłam typową podrywaczką, chociaż oczywiście znam sztuczki, tzw. wabiki, które sprawiają, że mój wybranek mógłby się mną zainteresować. Tylko patrząc teraz na swojego męża, który zdrzemnął się na kanapie, zastanawiam się usilnie jak się to wszystko zaczęło pomiędzy nami... I dochodzę do wniosku, że od samego początku naszej znajomości byłam po prostu sobą, niczego nie udawałam, nie przyjmowałam żadnej pozy, nie starałam się wypaść jak najlepiej, moją dewizą było po prostu - jestem taka, a nie inna i zaakceptuj to albo nie. Nie było to być może za bardzo wyrafinowane czy wyszukane, ale bardzo proste - ale nie od wczoraj przecież wiadomo, że siła tkwi właśnie w prostocie. Zresztą - czasami nie potrzeba żadnych udziwnień czy upiększeń. I teraz, cały patrząc na moją drugą połowę, dochodzę do wniosku, że nawet jeśli nie wiadomo, co przyniesie nam tajemniczy los, to jednego mogę być pewna - nikt nie zaakceptuje mnie bardziej, przy nikim innym nie będę czuła się tak swobodnie i tak bardzo sobą.

Reklama

Praca została nagrodzona w konkursie "Poderwałam go"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje