Chcę braciszka

Renatka była zawsze bardzo spokojną dziewczynką, nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych.

Dlatego też jej dwa ataki furii zapisały się szczególnie w pamięci całej naszej rodziny. Najdziwniejsze jest to, że przyczyna była taka sama - ogromne pragnienie posiadania brata.

Reklama

W wieku siedmiu lat zabrałam ją na wczasy i wówczas zaprzyjaźniła się z młodszym chłopcem, 5-letnim Łukaszkiem. Wtedy też zapragnęła mieć takiego braciszka jak jej przyjaciel.

Od tej pory rano i wieczorem słyszeliśmy jej prośby i błagania, a nawet modlitwy o brata. Długo nie mogliśmy się zdecydować na drugie dziecko, ale Renatka trwała przy swoim postanowieniu. Kiedy spytałam, co chce na urodziny ona z niezmiennym zapałem odpowiadała: Braciszka.

Pewnego dnia, kiedy szłyśmy na zakupy, Renia grobowym głosem zapytała: To urodzisz mi to dziecko, czy nie?. Kiedy zaczęłam jej tłumaczyć, że to nie takie proste, że przecież może bawić się z koleżankami, że ma tyle lalek itd., moja anielsko grzeczna dotąd córka wyrwała mi swoją rękę, pobiegła na środek targu i ryknęła z całej siły: Mamo urodź mi braciszka!

Kilkanaście miesięcy później na świat przyszedł dzidziuś. Jednak, ku wielkiemu rozczarowaniu córki nie był to chłopiec. Zdenerwowana licznymi gośćmi podziwiającymi bobasa Renia siedziała osowiała w kącie. Kiedy podeszłam do niej krzyknęła: Jestem tu niepotrzebna. Wyprowadzam się!

Byłaby to normalna reakcja dziecka, które czuje się zaniedbane, gdyby nie to, że moja córka faktycznie zaczęła się pakować.

Wzięła ze stołu wielką serwetę, naznosiła na jej środek lalki i książki, słodycze, a nawet butelkę mleka, zawiązała to wszystko na supeł i... zarzuciła sobie na plecy. Złapaliśmy ją, kiedy była już na schodach, ale za nic w świecie nie chciała wrócić do domu. Kopała, krzyczała, gryzła.

Dopiero, kiedy zmęczona nie miała już siły pozwoliła się zanieść do domu. Wymruczała tylko: I tak się wyprowadzę...jutro.

Justyna z Sosnowca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje