Joanna z Lublina:

Bielizna, to rzecz szalenie intymna, która bądź co bądź odzwierciedla charakter delikwenta. Czy jest to wieczna optymistka otwarta na wszystko co nowe, romantyczka czy moze nie noszaca niczego pod spodem naturystka? Na codzień należę do ?bieliźnianych tradycjonalistek?. Lubię bieliznę z włókien naturalnych lub z ich przewagą. To upodobanie nie tyleż ekologiczne co sentymentalne. Pamiętam czasy szkoły podstawowej i w-f. W modzie wtedy były bardzo dziewczęce komplety bawełnianych białych fig z innym obrazkiem na każdy dzień. Męczyłam mamę i w końcu udało jej się zdobyć jakoś to cudo. Moja radość nie miała granic. Niestety był to tylko wyrób chiński, więc po paru miesiącach rozciągnęły się, zaczęły pojawiać się oczka i figi nie nadawały się już do noszenia. Tym niemniej do dziś w swych zasobach zawszę znajdę taką biała sztukę ze słodkim obrazkiem z przodu. Bielizna musi być wygodna i przewiewna a jednocześnie dobrze, by modelowała sylwetkę wtedy, gdy jest to konieczne. Mam niestety "względnie obfite" kształty, i mimo, iż w wolnych chwilach najlepiej czuję się w niekrępujących luźnych bokserkach i sportowych biustonoszach - na codzień nie mogę ich nosić. Odpadają też stringi i ostatnio popularne "chłopięce" biodrówki- bo do tego trzeba mieć i nogi i pupę i płaski brzuszek. Każdy winien mieć też odrobinę samokrytyki, by oszczędzić sobie bezlitosnych kometarzy "przyjaciółek" - i ja, choć łza się w oku kręci staram się przynajmniej ją mieć. Pozostają mi więc kroje dostojnych matron (nie mylić z "reformami" ;), zakrywające pośladki i podkreślające talię. Jeśli nie mogę w pełni wyżyć się na polu fasonu staram się kupować rozmaite kolory od klasycznej bieli i czerni poprzez krem, szarości, burgundy do zieleni i granatów (ale jakoś pomijam kolory jaskrawe), z różnymi koronkowymi wstawkami, połączeniami różnych materiałów i innymi "artystycznymi rozwiązaniami" dla kobiet w rozmiarach L. Bieliznę noszę przede wszystkim dla siebie bo przecież na codzień jej nie widać ale człowiek od razu lepiej się czuje gdy wie, że jest dobrze ubrany od stóp do głów ;) Lecz czasem zdarza mi się ubrać dla tego kogoś. Choć na początku miałam spore kompleksy to klasyczne fasony i kochana osoba (nie wiem co w większym stopniu ;) rozwiały moje obawy. Do bieliźnianych szaleństw należało kupno szmaragdowego, satynowego gorsetu z fiszbinami i domieszką lycry, który nie dość fantastycznie modeluje sylwetkę to jeszcze bosko wygląda. Kiedy już nie mam czego włożyć na imprezę noszę gorset jako top zarówno do spódnicy jak i spodni. Wygląda jakby był zaprojektowany specjalnie w tym celu i specjalnie dla mnie! A ja czuję się w nim swobodnie i sexi ;)

Reklama

Praca nagrodzona w konkursie "Ulubiona bielizna"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje