Maria ze Złocieńca:

Zawsze miałam nieodparte wrażenie, że mam więcej szczęścia niż rozumu,ale rzeczywiście to może być tylko sprawa "dobrego duszka", który najpewniej wziął mnie pod swoje opiekuńcze skrzydła nie mówiąc mi nawet. Pierwszy raz przekonałam się o tym kilkanaście lat temu gdy jadąc samochodem odpadło mi koło, które w pewnym momencie wyprzedziło moje auto, a ja zdążyłam zahamować dosłownie na grubość lakieru przed drzewem. Oprócz strachu, stresu nie było innych (gorszych) konsekwencji, więc jestem pewna, że życie zawdzięczam swemu niewidzialnemu opiekunowi, choć czasem myślę, że czuwa nade mną moja zmarła babcia, na której grobie dawno już nie byłam. Muszę stwierdzić też, że nie odczułam jakiejś zauważalnej obecności duszka bez przerwy, ale kilka razy zdarzyło mi się miewać kłopoty, z których nie widziałam wyjścia, byłam pewna, że to już koniec ze mną, z moim życiem,jednak mój opiekun nie dopuścił by stała mi się krzywda. Inspiracja z jego strony sprawiła, że wybrnęłam z kłopotów, dziwiąc się tylko, iż sama nie wpadłam na rozwiązanie wcześniej. Generalnie przyznać muszę, że jego obecność jest bardzo subtelna, niewyczuwalna, ale ja wiem, że jest w pobliżu; czasem pojawi się we śnie i natchnie mnie swą mądrością i o dziwo nie zapomnę tego snu gdy obudzę się rano. Cieszę się, że moja krzywda nie jest mu obojętna, wdzięczna jestem za taką nietypową opiekę.

Reklama

Praca nagrodzona w konkursie "Mój dobry duszek"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje