Michalczewski damskim bokserem?

Bokserski mistrz, 35-letni Dariusz "Tygrys" Michalczewski, nigdy nie ukrywał, że w przeszłości wcale aniołkiem nie był.

Jego była żona Doroty twierdzi jednak, że bokser używał przemocy również w stosunku do niej i to na oczach dwójki ich dzieci. Ujawniła ona ten fakt najpierw niemieckiemu brukowcowi 'Bild", a potwierdziła w rozmowie z "Super Expressem". Michalczewski zarzutom byłej małżonki stanowczo zaprzecza i twierdzi, że chodzi jej wyłącznie o pieniądze.

Reklama

35-letnia Dorota Michalczewska pytana, dlaczego wyjechała do USA wraz z dwoma synami, odpowiedziała: "Do Miami na Florydzie, gdzie mieszkam od września ubiegłego roku, uciekłam przed Darkiem, ponieważ bałam się go".

"Mój były mąż kilka razy dotkliwie mnie pobił. Nie chciałam też, by nasi synowie, szesnastoletni Michał i jedenastoletni Nicolas, patrzyli na nasze kłótnie, mieli w domu piekło i czytali w gazetach o kolejnych pijackich czy seksualnych wybrykach swojego ojca".

"Miałam już dosyć, przebrała się miarka. Dariusz, który jest na ringu bohaterem, w domu był damskim bokserem. Znęcał się nade mną psychicznie i fizycznie, nie szanował i poniewierał. W pewnym momencie sama straciłam do siebie szacunek. Wyjechałam do Stanów, by być od tego wszystkiego daleko, zapomnieć. Tu na szczęście nikt mnie nie zna jako żony Michalczewskiego. I wreszcie żyję na własny rachunek".

Dorota i Dariusz nie są ze sobą od trzech lat. Przed rokiem Dorota złożyła pozew o rozwód, na który podobno "Tygrys" nie chce się zgodzić. Bokser od pewnego czasu ma jednak nową partnerkę, Patrycję.

"15 lutego 2002 roku, mimo że nie byliśmy już razem, Darek zaatakował mnie na ulicy. Był w szale, miał pianę na ustach, kopał mój samochód i krzyczał, że mnie zabije. Naruszył mi wtedy szczękę, a na ciele miałam siniaki. Widział to wszystko nasz młodszy syn Nicolas. Wniosłam wtedy sprawę o pobicie, a Nicolas sam chciał zeznawać na policji przeciwko ojcu. Potem Dariusz groził mi przez telefon, że naśle na mnie rosyjskich bandytów, którzy dokończą za niego robotę".

"Ze strachu przed nim wynajęłam ochroniarzy, którzy czuwali nad moim bezpieczeństwem. Darek wściekł się, bo Nicolas nie chciał zaakceptować Patrycji - jego kochanki. Syn nie lubi tej kobiety, bo kiedy mąż odbierał go ze szkoły, nie interesował się nim, tylko ciągle rozmawiał z nią przez telefon. Dziecko czuło się niechciane i odrzucone".

"Mąż pobił mnie też kilkakrotnie, kiedy oficjalnie, dla mediów, byliśmy dobrym małżeństwem. Nasz starszy syn Michał miał wtedy 2,5 roku. Uciekłam przed Darkiem do schroniska dla kobiet, bitych przez mężów. Wtedy, w 1991 r., po raz pierwszy rozwiedliśmy się".

Dorota Michalczewska ujawniła, że bokser od dawna miał problemy z alkoholem, a w jego domu rodzinnym również dochodziło do przemocy. Ojciec bił jego matkę.

"Po każdym incydencie przepraszał mnie, niemalże ze łzami w oczach i obiecywał, że się zmieni, że już nigdy nie podniesie na mnie ręki. Byłam głupia i naiwnie wierzyłam w jego puste obietnice. Kochałam go i łudziłam się, że będzie lepiej. To był pierwszy facet w moim życiu. Poznaliśmy się, kiedy mieliśmy 14 lat, i od tamtej chwili byliśmy razem. Pamiętam do dziś, jak na naszym podwórku w Gdańsku uczyliśmy się całować".

Wyszło też na jaw, iż Michalczewski zdradzał swoją żonę w hamburskich domach publicznych.

"Choć mną poniewierał, to nie chciał się ze mną rozstać, bo miał wygodne życie. W domu zawsze czekały na niego ciepłe kapcie i smaczna zupa. Zawsze mógł też pochwalić się, że jest dobrym ojcem i przykładnym mężem. A tak naprawdę dom traktował jak hotel, gdzie ja byłam sprzątaczką, praczką i kucharką".

"Pracowałam też na jego sportowe sukcesy. Wspierałam go psychicznie, trzymałam jego sprawy w ręku, byłam menedżerem, księgową i pilnowałam jego kalendarza spotkań. W pewnym momencie ocknęłam się i doszłam do wniosku, że już go nie kocham, nie szanuję, a co gorsza, że tracę szacunek dla samej siebie".

"Miarka przebrała się, kiedy sprowadził Patrycję do naszego domu i spał z nią w naszym małżeńskim łóżku! O czym donieśli mi życzliwi sąsiedzi. Miałam dużo czasu, by przemyśleć nasze życie i Patrycja naprawdę nie była przyczyną rozpadu naszego małżeństwa, bo kiedy ją poznał, ono już nie istniało. Niestety, nie wierzę, że uda im się stworzyć normalny związek" - mówi dalej Dorota Michalczewska.

Była towarzyszka życia "Tygrysa" zamierza na razie pozostać w USA. Uczy się tam języka i myśli również o studiach.

"Staram się żyć z dnia na dzień i cieszyć się każdą chwilą. Chłopcy są tu spokojniejsi, uczą się lepiej. Rzadko pytają o ojca, z którym nie widzieli się od lutego zeszłego roku, kiedy mnie pobił. Boją się go. Darek zadzwonił do nich raz, by powiedzieć, że nie ma czasu tutaj przyjechać".

Dariusz Michalczewski ma własną wersję wydarzeń, którą również podzielił się z dziennikarzami.

"Dla mnie jest to bardzo przykra sprawa. Przeżyliśmy razem wiele lat i nie było w nich samych złych rzeczy. Jestem strasznie smutny, że Dorota opowiada teraz o mnie takie rzeczy. Wiele mi zawdzięcza. Ja ją nadal bardzo szanuję. Ktoś musiał ją podpuścić, żeby mówiła takie niestworzone historie. Nigdy nie ukrywałem, że korzystałem z życia, zdarzały mi się skoki na boki. Ale nigdy, nigdy nie biłem Doroty, a tym bardziej moich synów, których kocham nad życie".

"Tu chodzi tylko o pieniądze. Nie rozliczyliśmy się jeszcze po rozwodzie. Proponowałem, żebyśmy wszystko, co mamy, podzielili po połowie. Dla mnie to żaden problem. Pieniądze nie są dla mnie najważniejsze w życiu. Ona chce mi jednak zabrać wszystko. Dlatego stara się przedstawić mnie w jak najgorszym świetle. Gdyby powiedziała, że kiedyś w kłótni może ją popchnąłem, żaden dziennikarz by się tym nie zainteresował. Jest mi bardzo przykro".

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: pobił | Tygrys | tygrys | nicolas | bokser

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje